Królowie absurdu

Niepokoje wychowanki Riley

Źródło grafiki: www.flickr.com/photos/pullip_junk/22615014656/
Filmy, które opowiadają o rzeczywistości wyobrażonej, przypominają krzywe zwierciadła. Jeżeli będziemy świadomi przekształceń, które dokonują się za pośrednictwem medium, zdołamy dojść do tego, jaka prawda za nimi stoi.
Źródłem dla dobrej komedii lub animacji bardzo często jest realne życie. W głowie się nie mieści, animacja Pixara nominowana do Oscara w dwóch kategoriach (najlepsza animacja długometrażowa oraz najlepszy scenariusz oryginalny), świetnie ukazuje tę zależność: oddaje prawdę o istocie funkcjonowania społeczeństwa (przede wszystkim amerykańskiego, ale wektor zwrócony jest ogólnie w stronę społeczeństw kapitalistycznych) lepiej, niż zrobiłby to niejeden dramat obyczajowy z najwyższej półki.

Społeczeństwo totalitarne

Herbert Marcuse (1898–1979), filozof i socjolog niemiecko-żydowskiego pochodzenia, postawił bardzo mocną diagnozę dotyczącą społeczeństwa amerykańskiego. Według niego jest ono totalitarne, przy czym totalitaryzm niekoniecznie musi mieć związek z ustrojem politycznym. Wzrost standardu życia i zagwarantowanie pluralizmu nie wpływają na realną wolność jednostki. Kluczowy dla rozumienia totalitaryzmu według Marcuse’a jest zuniformizowany wpływ na wyobrażenie o szczęściu, dobru, celach i marzeniach, pewien rodzaj projektowania tożsamości.

Funkcję nieformalnego systemu propagandy fałszującego hierarchię ludzkich potrzeb pełni kultura masowa. Społeczeństwo raz przejąwszy taki system wartości, potem samo zaczyna go wzmacniać i konstruować. Robi to za pośrednictwem dostępnych środków masowego przekazu, pośród których najskuteczniejszym narzędziem wywierania wpływu jest reklama. Największym zagrożeniem okazuje się przejęcie postawy konformistycznej i odgórnie narzuconego status quo, czyli utrata szansy na uświadomienie sobie własnej nędzy - nie tyle materialnej, ile intelektualnej, tożsamościowej.

Kultura masowa sprzyjała rozwojowi popularnych gatunków filmowych, na przykład melodramatu, mającego dwa klasyczne zakończenia (małżeństwo ukochanych lub ich śmierć), czy westernu, konstruującego i lansującego „męskie” cechy bohatera. Z kolei animacje czasem stają się bardzo skutecznym narzędziem propagandy – klasycznym przykładem byłby tutaj Kaczor Donald w Twarzy Führera z 1942 roku. Jak zatem w takim kontekście można zinterpretować     W głowie się nie mieści?

Apoteoza kapitalizmu

Strukturę fabularną tej animacji traktujemy jak coś oczywistego. Oto życie młodej Riley układa się wspaniale, ponieważ zostało oparte na niezachwianych filarach: rodzinie, przyjaźni, korzystaniu z czasu wolnego, urokach dzieciństwa etc. Wszystkie te fundamenty jednak zatrzęsą się w posadach, a niektóre wręcz runą wobec wyzwania dorastania, które z powodu przeprowadzki do innego, większego miasta (spowodowanej zobowiązaniami zawodowymi ojca) z impetem wkracza w życie dziewczynki.

Aspekt psychologiczny huśtawki hormonalno-emocjonalnej u dorastającej Riley został przedstawiony wyśmienicie i nie sposób go kontestować. Emocje działające w zespole są głównymi bohaterami filmu i kierują reakcjami nastolatki. Każda z nich stanowi przeniesienie pewnego wzoru pracownika z rzeczywistości w fikcję. Liderem grupy jest Radość, entuzjastycznie nastawiona szefowa wspierająca poszczególnych członków zespołu. Strach można określić jako szarego pracownika neurotycznie unikającego błędów. Gniew, doskonały kandydat na kierownika działu HR, nie tylko nie cackałby się z rekrutami czy niewydajnymi pracownikami, lecz także dbałby o dyscyplinę i pilnowałby terminów. Odraza z kolei ze swoją dbałością o wygląd oraz zmysłem estetycznym z powodzeniem mogłaby odpowiadać za PR i design. I jeszcze najsłabsze ogniwo – Smutek, która (postać kobieca) w korporacyjnym półświatku byłaby świeżynką niezdolną do znalezienia sobie miejsca i mającą problemy z wykonywaniem zadań.

W głowie się nie mieści to naprawdę bardzo zgrabna, sprytna opowieść i wszystko byłoby cudownie, gdyby nie jedno: promuje ona korporacyjny system pracy i niezdrowe, materialistyczne w gruncie rzeczy, wartości. Co się dzieje, kiedy na skutek konfliktu szefowej (Radość) z pracownikiem (Smutek) pozostali członkowie zespołu muszą sobie radzić bez odgórnych zarządzeń? Nastaje totalny chaos. Strach, Gniew i Odraza bez swojej przełożonej biegają jak kot z pęcherzem.

Tymczasem Radość i Smutek trafiają na dół do miejsca, o którego istnieniu nie miały nawet pojęcia. Opuszczają centrum dowodzenia i zderzają się z rzeczywistością niższych szczebelków hierarchii korporacyjnej. Spotykają niezdyscyplinowanych robotników, stylizowanych na niezbyt inteligentnych, którzy porządkują archiwum wspomnień Riley. Radość w tej sytuacji okazuje się zwykłą ignorantką, która nie chce nawet wiedzieć o istnieniu świata pod najwyższym szczebelkiem kierownictwa.

Radość i Smutek spotykają następnie Bing Bonga, byłego pracownika, który został wyrzucony. Bing Bong jest dawnym wytworem wyobraźni dziewczynki i jej byłym najlepszym przyjacielem. Nie umiał dostosować się do postępu, nie rozumiał zmian, które zachodziły w umyśle dziecka, musiał więc odejść. Radość obiecuje, że przyjmie go znowu do pracy. Bing Bong świadomie, ale i naiwnie decyduje, że uwierzy Radości i jej pomoże. Wierzy w to, że wróci na salony (czyli do bardziej eksploatowanych części umysłu Riley), i dlatego angażuje się w sprawę. Reakcja Radości na entuzjazm Bing Bonga (zażenowanie, zmiana tematu, niezbyt subtelne zapewnienia) świadczy jednak o doskonałym rozeznaniu w sytuacji: Radość wie, że nie ma szans na to, aby Bing Bong wrócił do pracy. Kiedy dawny przyjaciel Riley sam również zdał sobie z tego sprawę, jego pomoc zaczęła być raczej aktem samobójstwa niż heroizmu.

Źródło grafiki: www.flickr.com/photos/geographypages/20998384139/in/photostream/

Niebezpieczeństwo tej animacji – przy całym genialnie poprowadzonym scenariuszu – polega na tym, że korzysta ona ze wzoru ogólnie przyjętego przez społeczeństwo, czyli zuniformizowanego nacisku na prowadzenie (smutnego w gruncie rzeczy) życia według łańcuszka: dzieciństwo – młodość – pierwsza miłość (sugestia pod koniec filmu) – szkoła – praca etc., ponieważ wszyscy przez to przechodzimy i ty też musisz przez to przejść. Skupienie się na zespołowej, korporacyjnej relacji jest właśnie nauką określonego wzoru pracy, który wcale nie jest dobry, bo nie ma w nim zrozumienia dla tych, którzy w takim systemie pracować nie potrafią.

Końcowa teza filmu, wynikająca bezpośrednio z fabuły, sugeruje, że należy stworzyć silną osobowość, opartą na emocjonalnej harmonii dobrych i złych emocji. Taką, która będzie w stanie poradzić sobie z tym, że rodzice podejmują w pracy duży wysiłek i dlatego nie zawsze czują się gotowi do dialogu. Taką, która zrozumie, że akceptacja rówieśnicza to proces, więc należy poczekać na zrozumienie i rozwój relacji, które przyjdą z czasem. A wszystko to prowadzi do pięknego celu, jakim jest szczęśliwa, średnioklasowa rodzina z perspektywami na lepszą przyszłość, w której gdzieś za rogiem już czyha kolejny kryzys relacji.

W głowie się nie mieści to piękny, wzruszający, inteligentny, dowcipny, dynamiczny, kreatywny film, murowany kandydat do Oscara (a może nawet do dwóch Oscarów),  posiadający wybitny walor rozrywkowy. Ale czyż nie jest tak, że ta animacja podoba nam się dlatego, że tak mocno tkwimy w kulturze kapitalistycznej?  


Konteksty: Herbert Marcuse, Człowiek jednowymiarowy. Badania nad ideologią rozwiniętego społeczeństwa przemysłowego, przeł. Stanisław Konopacki, PWN, Warszawa 1991.


Mateusz Tarwacki

Absolwent kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Profesjonalny malkontent. Za główny obiekt zainteresowań obrał sobie kino. Stara się z góry nie odrzucać żadnego obrazu (podobnie ma z ludźmi), zamiast tego próbuje go zrozumieć. Piwowar amator. Nie lubi myć okien.