Filmowa masakra

Jak eksploatowano perwersję w Indonezji?

Źródło grafiki: Rafał Christ
Nie potrzeba wiele, aby indonezyjskie kino eksploatacji uznać za perwersyjne. Filmy te, chociaż ciężkie do zdobycia, są warte uwagi. Być może nie ze względu na wartość artystyczną, bo ta jest znikoma, ale na to, w jaki sposób twórcy walczyli z reżimem i obowiązującą ideologią. 
Dlaczego postanowiłem pisać o tych filmach w kategoriach perwersji, która jest naszym tematem miesiąca? Wystarczy spojrzeć na tytuły, aby zrozumieć. Virgins from Hell (A. Anwari, 1987), Dangerous Seductress (H.T. Djalil, 1992), Ferocious Female Freedom Fighters (J. Burnama, C. Kaufman, 1982) – to tylko kilka przykładów.

Na początku warto zdefiniować, czym jest samo kino eksploatacji. Jak podają badacze tematu, to filmy, najczęściej niskobudżetowe, które zawierają w sobie duże ilości seksu, nagości, przemocy, liczne sceny zażywania narkotyków, dziwadła, potwory – słowem, jak sama nazwa wskazuje, wszystko, co tylko można wykorzystywać, poddawać recyklingowi i co wciąż będzie odnajdywało swoich fanów.

Anatomia indonezyjskich produkcji tego typu jest nad wyraz prosta. Warto przebadać to na przykładzie nurtu wykształconego i obecnego jedynie w tamtejszej kinematografii, czyli kumpeni, a więc – w dużym skrócie  – filmów akcji z mięśniakami w roli głównej, doprawionych elementami fantastyki.

W fabułach filmów typu The Warrior (S.G. Putra, 1981) czy The Devil’s Sword (R. Timoer, 1984) mamy do czynienia z bohaterem (w obu tytułach główną postać wykreował największy twardziel tamtejszego kina Barry Prima) walczącym z władzami kolonizatorskimi, a akcja toczy się w XIX wieku. Można w nich znaleźć stworzenia strzelające laserami z oczu, plujące ogniem, latające na skałach i oczywiście efektowne, ale niekoniecznie realistyczne sekwencje walk.

Filmy te powstawały pod koniec lat 70. i na początku 80. ubiegłego wieku, kiedy u władzy stał prezydent Suharto. Stanowisko objął on w 1968 roku i trwał na nim przez trzy dekady. Negatywne wypowiedzi o rządzie kończyły się najczęściej więzieniem, uciszeniem lub zniknięciem. Twórcy wybrali język ezopowy, aby dawać ludziom nadzieję na nadejście lepszych czasów. Opowiadali historie dziejące się w przeszłości, które można było rozumieć jako komentarz do teraźniejszości. Antagonistów kreowano w taki sposób, aby publiczność odczytywała aluzje do osób będących u sterów kraju.

Z tego względu w kreowanych przez Barry’ego Primę postaciach widzowie doszukiwali się zbawiciela, który przybędzie do ich świata i rozprawi się ze znienawidzonym przywódcą. Czekali na umięśnionego herosa, mającego uwolnić ich z opresji. Dzisiaj, kiedy w Indonezji jest o wiele większa wolność słowa, filmy te odbierane są jako słabe.

W pewnym momencie władza zauważyła, że popularność kumpeni wyrosła na oczekiwaniach publiczności, czekającej na kogoś takiego jak Jaka Sembung z The Warrior. Wtedy zakazano wydawania komiksów, a przez to odebrano realizatorom filmowym źródło inspiracji. Zachęcano twórców, aby osadzali historie w czasach współczesnych, a protagonistami czynili policjantów walczących z przestępczością.

Reżyserzy spojrzeli więc w stronę Stanów Zjednoczonych i jednocześnie zorientowali się, że zagraniczni dystrybutorzy chętnie kupują horrory i produkcje o kobietach w więzieniu. Stwierdzili, że mogą opowiadać o tych samych sprawach, tylko o wiele taniej. Wtedy swoje projekty zaczęli kierować do zachodniego widza.

Dość częstym zjawiskiem było zatrudnianie aktorów z innych krajów. Amy Weber i Tonya Lawson, których kariery rozwinęły się różnie, zadebiutowały w Dangerous Seductress. Ze słynniejszych nazwisk warto wymienić Cynthię Rothrock (być może poświęcę tej pani jeden z odcinków cyklu), znaną z amerykańskich filmów akcji. Wystąpiła w dwóch częściach Lady Dragon (D. Worth, 1992/1993).

A skoro już wspomniałem o silnych kobietach, chciałbym zatrzymać się przy reprezentacji genderowej w indonezyjskich filmach eksploatacji. Warto zaznaczyć, że w kraju dominuje islam. Wyznawanie tej religii w 2011 roku zadeklarowało 87,2% całej ludności, co stanowi największą populację muzułmanów w jednym państwie.Oznacza to, że naród jest bardzo konserwatywny. W związku z dogmatami panującymi w tej religii, rządzący mieli wątpliwości co do wprowadzania na ekrany pewnych tytułów. Postaci silnych i pięknych przedstawicielek płci pięknej, sceny gwałtów, seksu i wulgarne dialogi, wywoływały sprzeciw władzy, ale wraz z upływem czasu nurt zdobył popularność wśród widzów[1].

Początek sexploatation, czyli nurtu, w którym eksploatuje się seks, w Indonezji datuje się na 1970 rok, kiedy to premierę miało Breathing in Mud (T. Djunaidy). Do początku lat 90. tendencja ta zdominowała tamtejszą kinematografię. Najpopularniejsze była Lady Terminator – dosłownie indonezyjski tytuł tego filmu, czyli Pembalasan ratu pantai selatan można przetłumaczyć jako Zemsta królowej Oceanu Południowego. Produkcja została wycofana z dystrybucji ze względu na sceny erotyczne. Taki sam los spotkał Result of Too Flirtatious (H. Poernono, 1988).

Kobiety zachodnie w kinie tego nurtu zwykle były postaciami upadłymi, które zasłużyły na karę, najczęściej wyuzdanymi, seksualnie wyzwolonymi, a przede wszystkim nazbyt ciekawskimi, co prowadzi do uwolnienia pradawnych i złowrogich sił. Na przykład bohaterka Dangerous Seductress, bita w Stanach Zjednoczonych przez partnera, wyjeżdża do swojej siostry, modelki mieszkającej w Indonezji. Przypadkiem zostaje opętana przez starożytną boginię. Wtedy wyrusza w miasto, aby uwodzić mężczyzn, po czym każdemu z nich zadaje bolesną śmierć. Krwiożerczego demona udaje się w końcu wygonić ze świata rzeczywistego, ale potrzeba do tego miejscowych znachorów.

Do miejscowych kobiet twórcy podchodzili o wiele łagodniej. Portretowali je jako ofiary, muszące walczyć, aby zachować życie i ochronić swoich bliskich. Taką bohaterką była protagonistka Ferocious Female Freedom Fighters, mistrzyni sztuk walki. Zostaje ona zmuszona przez mafijny syndykat do uczestnictwa w nielegalnych zawodach. Z pomocą trenera udaje jej się pokonać złą przywódczynię organizacji przestępczej, a zakończenie i wiele wątków dziwnie przypomina fabułę Kickboxera (D. Worth, M. DiSalle, 1989).

I chociaż w obu przypadkach kobiety były silne i umiały o siebie zadbać, to aby wygonić demona albo pokonać przeciwników, potrzebowały one pomocników męskich. W ten sposób twórcy pozornie sprzeciwiali się obowiązującym dogmatom genderowym, ale jednocześnie się do nich dostosowywali.

To, rzecz jasna, tylko wycinek indonezyjskiego kina eksploatacji ostatnich dekad XX wieku, którego bogactwo liczy się w setkach produkcji. Niestety większość z nich jest nie do zdobycia – często dlatego, że sami producenci niszczyli ich kopie, gdyż ich zachowanie okazywało się zbyt drogie. Samą zabawę przy oglądaniu tych tytułów można określić jako perwersyjną – to coś w rodzaju guilty pleasure, tyle że nie wywołuje winy, ale ironiczny uśmiech.

[1] E. Imanjaya, The Other Side of Indonesia: New Order’s Indonesian Exploitation Cinema as Cult Films, „COLLOQUY” nr 18/2009, s. 155.

Rafał Christ

Absolwent filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach, zafascynowany zarówno kinem ambitnym, jak i produkcjami klasy Z. Zanudza wszystkich opowieściami dotyczącymi krwawych horrorów i seryjnych morderców. Dumny badacz popkultury, którego rzadko można zobaczyć bez komiksu bądź powieści w ręce.