Adaptacje&Sensacje

Maestro Dahl

Źródło grafiki: http://www.toonswallpapers.com/user-content/uploads/wall/o/62/Fantastic-Mr-Fox-Waiting-1920x1200-Wallpaper-ToonsWallpapers.com-.jpg
Brytyjski mistrz literatury dziecięcej. Czaruje świat opowieściami, w których kryje się prawdziwa magia. Pisze utwory odznaczające się specyficznym humorem i nieodpartym urokiem… Może jeszcze nie słyszeliście o wielkim Roaldzie Dahlu, ale niemal na pewno widzieliście ekranizację któregoś z jego dzieł.
Zanim Dahl zajął się pisaniem, prowadził bardzo burzliwe życie: był pilotem podczas II wojny światowej (służbę pełnił aż do momentu, kiedy zestrzelono jego samolot nad Pustynią Libijską), a następnie został attaché wojskowym w Waszyngtonie. Prowadził też barwne życie szpiega MI6 – kto wie, być może właśnie ze względu na to doświadczenie podjął się napisania scenariusza do filmu o agencie 007 Żyje się tylko dwa razy z Seanem Connerym w roli głównej? Dahl znany był z ekscentryzmu. Aż dziw, że starczało mu czasu na pisanie, i to głównie nietypowych powieści dla młodych czytelników. Ich cechą charakterystyczną stało się częste stosowanie fantazyjnych gier słownych.

Mamy to szczęście, że w Polsce dostęp do większości książek Roalda nie stanowi kłopotu (szczególnie godna uwagi jest edycja wydawnictwa Zysk i S-ka, opatrzona wyśmienitymi ilustracjami Quentina Blake’a). Nieco zapomniano jedynie o jego pierwszym dziele adresowanym do młodszych odbiorców i zatytułowanym The Gremlins, które czytała dzieciom nawet Pierwsza Dama Eleanor Roosevelt i które miał zamiar zekranizować Walt Disney. Podstępne stworki z opowieści pilotów RAF-u wprawdzie doczekały się drugiej młodości i poświęconego im filmu, ale stało się to już dużo później. Gdyby Roald nadal żył, to zapewne mocno by się zdziwił, jak wielką popularnością jego książki cieszą się wśród współczesnych filmowców.

Machina popularności ruszyła jeszcze za życia artysty, a ściślej – podczas jego współpracy przy tworzeniu scenariusza do musicalu Mela Stewarta Willy Wonka i fabryka czekolady z fenomenalnym Gene’em Wilderem w roli tytułowej. Dahl nie dotrzymywał jednak umówionych terminów, toteż produkcję dokończył David Seltzer. Rozgoryczony pisarz stwierdził, że film zbyt mocno skupia się na postaci właściciela fabryki zamiast na głównym bohaterze, odmówił również udzielenia zgody na to, aby za jego życia na srebrny ekran przeniesiono zarówno powieść Charlie i fabryka czekolady (po raz kolejny), jak i jej kontynuację – Charlie i wielka szklana winda. Po ten bogaty fabularnie materiał z całkiem niezłym rezultatem sięgnął Tim Burton, w wielu aspektach duchowy spadkobierca artysty, obsadzając przy tym w roli Willy’ego Wonki swojego ulubionego aktora, Johnny’ego Deppa. Obie realizacje bezdyskusyjnie imponują wizualnie, mimo że daty ich powstania są oddalone od siebie o dziesięciolecia.

W 1990 roku przyszła kolej na Wiedźmy na podstawie książki o tym samym tytule. To historia chłopca, który podczas wakacji spędzanych z babcią w nadmorskim hotelu niefortunnie staje się świadkiem sabatu współczesnych czarownic i zostaje przez ich przywódczynię zamieniony w mysz. Postać złowrogiej przewodniczącej konwentu brawurowo wykreowała Anjelica Huston. Film zawiera w sobie niemalże wszelkie pożądane elementy kina familijnego – nie brak w nim odrobiny napięcia, a także niewymuszonego komizmu, całość zaś zwieńczono sympatycznym zakończeniem.

Jedno z lepszych literackich dokonań Dahla – niezwykła powieść Jakubek i brzoskwinia olbrzymka – w 1996 roku dostało się w ręce Henry’ego Selicka, reżysera Miasteczka Halloween oraz Koraliny na podstawie utworu Neila Gaimana. Selick zastosował technikę mieszania filmu aktorskiego i animacji, ale nawet mimo skorzystania z tak ciekawego pomysłu niestety nie można tej produkcji zaliczyć do szczególnie udanych. Adaptacja straciła gdzieś niekwestionowany czar tkwiący w dziele literackim.

Nie powinniśmy zapominać o świetnej Matyldzie w reżyserii Danny’ego de Vita (gra on też ojca bohaterki). Obraz ten przedstawia losy dziewczynki uciekającej od świata telewizyjnych doznań do krain z przeczytanych książek. Matylda, odkrywszy swoje telekinetyczne moce, postanawia ich użyć, aby uwolnić szkołę od tyranii sadystycznej dyrektorki. Historia mądra, zabawna i nieco ironiczna.

Na koniec – mój faworyt wśród kinowych wersji książek brytyjskiego pisarza, czyli Fantastyczny Pan Lis. Losy rodziny zwierząt z rudymi kitami, starającej się przeżyć w starciu z diabolicznym trio paskudnych farmerów, zachwycają swoją prostotą. Wprost nie da się nie uśmiechnąć, gdy sprytne stworzenia odnoszą ostatecznie zwycięstwo, i to w jakim stylu! Dodatkowym atutem produkcji jest plejada aktorskich gwiazd – bohaterom głosów użyczyli: George Clooney, Bill Murray, Meryl Streep oraz Willem Dafoe. Wes Anderson przy pomocy animacji poklatkowej uchwycił esencję dzieł Dahla, stwarzając tym samym prawdziwie zwariowaną, a może nawet i szaloną komedię doprawioną szczyptą czarnego humoru.

Pozostało jeszcze sporo ciekawych opowieści, które wyszły spod ręki Roalda Dahla. Niemal każda z nich to świetny materiał na film – wszystko za sprawą wizualnej plastyczności, pomysłowości, interesujących i często ekscentrycznych postaci – aczkolwiek niekiedy są one nieco zbyt krótkie jak na potrzeby wielkiego ekranu. Jednak dzieje łapacza snów Bfo (z książki Wielkomilud) i jego małej ludzkiej przyjaciółki, straszno-śmieszna zemsta dokonana na ptakożerczym małżeństwie Flejów czy relacja z narodzin iście niezwykłej spółki do mycia szyb zasługują na ocalenie od zapomnienia i na upamiętnienie w równej mierze co kultowa już historia Charliego i fabryki czekolady.

Co sprawia, że wciąż sięga się po twórczość Roalda Dahla? Myślę, że chodzi o ponadczasowy walor jego intrygującej literatury, o której nie sposób zapomnieć, ponieważ napisano ją „z sercem”. Polskiemu odbiorcy nie będzie bardzo przeszkadzać nawet silne zakorzenienie Dahla w kulturze Wysp – jego powieści odcisnęły na kulturze tak wielkie piętno, że w niejednym filmie, serialu czy książce znaleźć można odniesienia do najbardziej znanych dzieł wspomnianego pisarza. O dorobku artystycznym twórcy zupełnie zasłużenie można mówić w kategoriach fenomenu literackiego, a sam pisarz doskonale pokazał, że książki dla dzieci wcale nie muszą być grzeczne i uładzone. Odrobina okrucieństwa i moralnej niejednoznaczności, dozowana od czasu do czasu w dobrze wyważonych dawkach, to wszak rozwiązanie rodem z najlepszych klasycznych baśni.

Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.