Obejrzeliśmy

Rodzi się gwiazda, gwiazda wygasa

Źródło grafiki: Warner Bros. Entertainment Polska
Płakałam jak bóbr. Jakiś ostatni kwadrans filmu spędziłam szlochając i pociągając nosem. Musiałam też udawać ekstremalne zainteresowanie napisami końcowymi, żeby ochłonąć przed wyjściem z sali kinowej.
Narodziny gwiazdy grzmotnęły mną emocjonalnie, nie ma co ukrywać. Film dotknął mnie w miejsce nader wrażliwe. Przez cały seans bardziej czułam wyświetlane obrazy i wypowiadane słowa niż je oglądałam czy ich słuchałam. Jasne, moją z lekka histeryczną reakcję na zakończenie można tłumaczyć PMS-em, ale w takim razie co z panią siedzącą kilka fotelików dalej? Co z koleżanką z pracy, na drugi dzień przyznającą się do podobnych wrażeń?

Reżyserski debiut Bradleya Coopera – jeśli tylko trafi widza w odpowiedni punkt – ma siłę miażdżącą. O dziwo jednak nie jest smętnym wyciskaczem łez, co można by założyć z góry w przypadku piątej już (!) odsłony prostej miłosnej historii. Remake musicalu z 1937 roku (poprzedzony remakiem z ‘54 oraz tym z ‘76 i jeszcze z 2013 roku na dokładkę) opowiada o artystyczno-romantycznej relacji tytułowej wschodzącej gwiazdy sceny pop z blues-rockowym muzykiem o nieco już przygasającym blasku. Twórcy niespiesznie prowadzą nas przez kolejne etapy ich związku – od strony wzajemnej inspiracji i z perspektywy dojrzewającego uczucia.

Film trwa ponad dwie godziny i cieszę się, że ten czas został wykorzystany na zaprezentowanie kilku piosenek w całości. Soundtrack już zaczyna żyć własnym radiowym życiem, a utwory wkomponowane w fabułę i zestawione z fantastycznie nakręconymi scenami koncertowymi brzmią wyśmienicie. Może dzięki temu efekt jest tak mocny – muzykę możemy chłonąć całą swoją osobą, nie musimy się skupiać na analizie szczegółów, pozwalamy sobie na wyłączenie mózgu. Komfortową sytuację dla odbiorców gwarantują także główni aktorzy – Coopera się przyjemnie słucha, na Lady Gagę patrzy się z podziwem, a przecież w odwrotnych rolach idzie im jeszcze lepiej.

Zatrzymajmy się może jeszcze na chwilę przy Stefani Germanotcie. Jej muzyka, wizerunek oraz performansowe podejście do celebryckości już dawno odcisnęły się na świecie popkultury. Lady Gaga to marka sama w sobie wychodzącą daleko poza muzyczne sfery. Rozbudowane teledyski czy występ w American Horror Story przygotowały nas na filmowy debiut, ale teraz już zdecydowanie nie należy się wahać przed nazwaniem jej aktorką. W kinowym fotelu łatwo zapomnieć o Pokerface czy mięsnej sukni –widzimy po prostu Ally z pięknym głosem i dużym nosem.

Tyle że po powrocie do domu można odetchnąć i przemyśleć Narodziny gwiazdy z pewnego dystansu. I niestety na tym dobrym doświadczeniu pojawiają się rysy – niedociągnięcia, spłycenia, pominięcia. Szczególnie w warstwie fabularnej i to w kluczowych wątkach, chociażby tym dotyczącym związku z alkoholikiem. Dosyć sztampowa jest też wizja utalentowanej artystki zamieniającej się w gwiazdkę pop z wypracowanym przez managera wizerunkiem. Paradoksalnie, jeśli wyjąć z filmu sceny wspólnych występów, to nasza dwójka rzadko tak naprawdę JEST ze sobą – co może być znaczącym elementem ich relacji, ale może też być nie najlepiej przemyślaną wizją, przez którą cierpi autentyczność postaci budowanych przez świetnych skądinąd aktorów.

Mimo wszystko film jest warty uwagi i sypiących się już pomału nominacji do nagród. Cooper pokazał się z bardzo dobrej strony i jego osiągnięcie reżyserskie zasługuje na pozytywną ocenę. A Lady Gaga dopisuje kolejne rozdziały w karierze artystki totalnej. Nie ma co wybrzydzać, trzeba przeżyć to, co nam proponują.


tytuł: Narodziny gwiazdy

reżyseria: Bradley Cooper

scenariusz: Will Fetters, Bradley Cooper, Eric Roth

obsada: Lady Gaga, Bradley Cooper, Sam Elliott

czas trwania: 2 godz. 15 min

data polskiej premiery: 30 listopada 2018

gatunek: dramat, muzyczny

dystrybutor: Warner Bros. Entertainment


Narodziny gwiazdy obejrzeliśmy dzięki współpracy z Cinema City


Magdalena Pawłowska

Redaktor naczelna tego kulturalnego przybytku. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.