Obejrzeliśmy

Bywa czadowo

Źródło grafiki: Warner Bros. Entertainment Polska
Klocki Lego są czadowe. Bez dwóch zdań. Pomysł zrobienia o nich filmu też był czadowy. No i efekt był czadowy! Ogólnie rzecz biorąc, poprzeczka czadowości została wysoko postawiona. Co z tego wynikło dla Lego Przygody 2?
Byłem naprawdę zachwycony pierwszą częścią. To świetny film z genialnym dowcipem. Pozbawiony łopatologicznego pouczania, za to lekko i z wdziękiem spełniający swoją dydaktyczną misję. No a poza tym, to film o Lego! Wszyscy kochają Lego. Ja z tej miłości niecierpliwie czekałem na kontynuację. Teraz jestem już po seansie. I co? Cóż. To wciąż film o klockach Lego. Ciężko, żeby się nie podobał. Twórcy znów robią to, o czym marzyliśmy od dziecka – pomniejszają nas do rozmiarów figurek i wpychają w sam środek zabawy. Do tego aspektu filmu nie można się przyczepić. Ale czy to znaczy, że jest równie czadowo jak w przypadku pierwszej części? No nie.

Zacznijmy od samych klocków. Jedną z największych zalet Lego Przygody było to, że na ekranie ciągle coś budowano, przerabiano, burzono i tworzono od nowa. Klocki były tym, czym są w rzeczywistości – zabawką o nieograniczonych możliwościach. W drugiej części jest tego znacznie mniej. Co prawda nie brak tu wspaniałych konstrukcji, ale stanowią one raczej scenografię. Szkoda, bo od filmu o klockach oczekiwałoby się, że czerwona cegiełka 2x4 będzie równoprawną bohaterką historii.

A teraz rzecz ważniejsza – fabuła. Tak jak w poprzedniej części łączy ze sobą wydarzenia świata klockowego (około 90% filmu) i realnego (na szczęście tylko 10%). W tym pierwszym śledzimy poczynania znanych nam bohaterów: Emmeta, Lucy, Benka, Kici Rożka, Batmana i tak dalej. Akcja dzieje się w jakiś czas po zakończeniu pierwszej części, czyli po nastaniu terroru złośliwych i krwiożerczych klocków Duplo. W zdegradowanym Apocalypseburgu (swoją drogą, zestaw prawdziwych klocków odtwarzający to miasto robi wrażenie) jedynie Emmet uważa, że życie jest czadowe. W końcu jednak i on będzie musiał zweryfikować swoje poglądy w tej kwestii. Jednocześnie, w trakcie emocjonującej misji ratowania przyjaciół, poszuka odpowiedzi na trzy pytania: Kim jestem? Kim chcę być? I czy faktycznie muszę być tym kimś? Nie można nie zauważyć, że jest to zagwozdka stara jak zestaw Lego 6690. Okej. Może i rozgrywane jest to całkiem zgrabnie, a postać Rexa, w którym główny bohater ma się przeglądać, dobrze napędza cały wątek. To jednak nie zmienia faktu – twórcy nie silili się na oryginalność. Ot, kolejne wykorzystanie klasycznego schematu. Chciałoby się czegoś więcej. Chociażby położenia większego nacisku na te same pytania w przypadku Lucy. Bo choć bohaterka również ma tożsamościowy problem, to potraktowano go po macoszemu.

Na świat klocków bezpośrednio wpływa świat realny. Tu zadaniem twórców było zaprezentowanie głównej idei Lego, czyli wspólnej zabawy, i przedstawienia jej jako rozwiązania problemów. Bardzo ładnie. Tylko że już uzasadnienie tego clou jest nudniejsze niż w pierwszej części. Tam po wyjściu poza rzeczywistość plastikowych figurek ukazywało nam się przeciwstawienie ojca chcącego posklejać zestawy w statyczną dioramę i pochłoniętego nieskrępowaną zabawą synka. To fajnie pokazywało, jak klocki, zabawka dla ludzi wielu pokoleń, są przez te pokolenia traktowane – od paliwa dla dziecięcego „chaosu kreatywności” po budulec dla dorosłego tworzenia „skończonego dzieła”. W Lego Przygoda 2 mamy zaś po prostu konflikt na linii brat – siostra. Sytuację ratuje poplątanie całej połączonej akcji. W pakiecie dostajemy też całkiem przyjemną intrygę, dzięki której dobrze oddano zawiłości dziecięcego umysłu (szczególnie dziewczęcego. Królowa Wisimi – mistrzostwo!).

Tak sobie teraz myślę, że oba filmy są jakby trochę nie po kolei. Najpierw powinna iść część z konfliktem brata i siostry, a później z konfliktem poważniejszym. Wówczas całkiem mali (nowi) widzowie za każdym razem dostaliby pouczającą historię. Za to nieco starsi mogliby wraz z całą opowieścią dorosnąć do bardziej złożonych problemów. To rozwiązanie byłoby logiczne jak same klocki lego. No ale mniejsza o to. Lecimy dalej, bo chcę opowiedzieć o głównej zalecie filmu.

Jest nią absolutnie fenomenalny, doskonały i znakomity humor. Ze śmiechu spadłyby mi laczki, gdyby nie to, że miałem sznurowane buty. Poziom dowcipu to zasługa Phila Lorda i Christophera Millera (z usług duetu scenarzystów korzystano również przy pierwszej części). Jeśli żądacie referencji, przejrzyjcie listę produkcji, przy których obaj pracowali. Dość wymienić Jak poznałem waszą matkę, Brooklyn 9-9, czy ostatnio Spider-Man Universum. Lord i Miller sprawili, że Lego Przygoda 2 nie jest tylko filmem dla kochanej dziatwy, ale też uczciwą rozrywką. Serio. Sprawdzi się lepiej niż niejedna komedia, w której aktorzy nie mają głów z plastiku.

Podsumowując. Gdybym miał ocenić Lego Przygodę 2 w skali od bidnego zestawu z motorówką policyjną 30002 do wypaśnego Sokoła Millenium 75192, to dałbym taki mocny zestaw z pociągiem pasażerskim 60197. Mimo wszystko to tylko film. Nie idziemy do kina grzebać w pudle z kolorowymi elementami, tylko wysiedzieć 90 minut przed ekranem. I siedząc tak, niestety widzimy klasyczne błędy sequela. Nie znaczy to jednak, że zmarnujemy czas. Jest naprawdę zabawnie, a wartka akcja przykrywa pewne niedociągnięcia. Krótko mówiąc, na seansie bywa czadowo. Idźcie i obejrzyjcie. Przecież wiem, że kochacie Lego.


tytuł: Lego Przygoda 2

reżyseria: Mike Mitchell

scenariusz: Phil Lord i Christopher Mille

obsada: Chris Pratt, Elizabeth Banks, Will Arnett, Tiffany Haddish

czas trwania: 102 minuty

data polskiej premiery: 8 lutego 2019

gatunek: animacja/komedia

dystrybutor: Warner Bros



Lego Przygoda 2 obejrzeliśmy dzięki współpracy z Cinema City


W gorącym sezonie filmowym polecamy kilka innych recenzji na Z CYKLU.pl. Przeczytajcie o historii jedynej prawdziwej Królowej w filmie Bohemian Rhapsody, duecie Bradley Cooper & Lady Gaga w Narodzinach gwiazdy, a także o niejednoznacznym obliczu lat 60. w filmie Green Book.

Michał Ciemniewski

Do niedawna – brzęczący słoikami student kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Od niedawna – mieszkaniec Krakowa parający się codziennością w krainie obwarzanków. Muzyka jest jedyną rzeczą, wokół której potrafi skoncentrować myśli na dłużej niż pięć minut. Wielki miłośnik popu i jego adwokat z urzędu, broniący tego gatunku przed podłymi oszczerstwami. Jego ulubiona liczba to 100000000, a w przyszłości chce zostać samolotem.