Obejrzeliśmy

Sztuka dla świata

Lisa codziennie oddaje się wymagającej i obdartej z poezji pracy przedszkolanki. Pewnego dnia odkrywa, że jeden z jej podopiecznych tworzy w głowie poruszające wiersze. Przekonana, że odkryła drugiego Mozarta, angażuje się w rozwój zdolności Jimmy'ego. Zaczyna jednak – dla dobra młodego artysty i sztuki w ogóle – przekraczać granice zaufania dziecka oraz jego opiekunów.
Denerwujecie się, że opowiedziałam całą fabułę Przedszkolanki? Tak naprawdę tylko streściłam trailer, nie ma tu więc wielkiej złośliwości z mojej strony. Trzeba jednak przyznać, że producenci – w przeciwieństwie do mnie – podjęli dziwną decyzję, żeby w zwiastunie zdradzić fragment niemal ostatniej sceny, czym bez ogródek podpowiadają, jak kończy się historia. Tym bardziej, że treść filmu nie jest jedynie przyczynkiem do pokazania eksperymentów formalnych czy zadania ważnych kulturowo pytań. Owszem, problemy opowiedziane przez twórców wymagają szerszej dyskusji, ale fabuła stanowi integralną część całości, intrygującą sama w sobie.

Czego zatem można się spodziewać w trakcie ponad półtoragodzinnego seansu, który czasem trwania znacznie przecież przekracza ramy trailera? Przede wszystkim w filmie wielowymiarowo pokazano dwa główne problemy – wychowanie dzieci z poszanowaniem ich potrzeb i wrodzonych zdolności oraz miejsce sztuki we współczesnym świecie. Oba wątki łączy postać tytułowej bohaterki, Lisy, fantastycznie sportretowanej przez Maggie Gyllenhaal. Aktorka bardzo oszczędnymi środkami potrafiła oddać niuanse w mimice i gestach kobiety, która znalazła się w sytuacji trudnej pod względem moralnym, samotnie podejmuje niełatwe decyzje i liczy się z ich konsekwencjami. Wszystko podczas osobistej krucjaty przeciwko znieczuleniu społeczeństwa na efemeryczne piękno.

Nie chcę jednak brzmieć jak zagorzała zwolenniczka poczynań Lisy. Jej metody są zdecydowanie kontrowersyjne, a motywacje – wcale nie takie czyste. Sprawa rozbija się na liczne detale, wśród których można wyczuć także nutkę hipokryzji, kompensacji za własne niepowodzenia czy egoistycznej wizji siebie jako „ambasadorki ONZ do spraw kultury”. Rozgryzanie tej postaci zajmuje odbiorcę tak bardzo, że nie chcę Wam psuć zabawy, nie będę więc się bardziej rozpisywać.

Wróćmy do problemów, które Lisa ucieleśnienia i którym jednocześnie przeczy. Jak w bohaterce znajdujemy niejednoznaczności i poplątane motywacje, tak i przedstawienie wcześniej wspomnianych kwestii sztuki i wychowania dalekie jest od oczywistości oraz jasno wyłożonych odpowiedzi. Twórcom udało się podejść do tematu w najlepszy możliwy sposób – intrygują, nie spłycają i zostawiają miejsce dla odbiorców na interpretację oraz dopowiedzenia.

Czemu więc w ostatecznym rozrachunku nie jestem w pełni zadowolona z Przedszkolanki? Zdaje się, że wszystko przez wcześniejszą konfrontację z trailerem, który po pierwsze zdradza zakończenie historii, a po drugie – zgodnie z gatunkiem – cechuje się świetną dynamiką. Film oczywiście niuansuje wydarzenia opowiedziane w zwiastunie oraz dokłada nowe warstwy interpretacyjne do znanego rozwiązania. Ale spoilera w tak oryginalnej fabule nie można wybaczyć. Poza tym, mimo stosunkowo krótkiego czasu trwania, film się niejako rozlewa, akcja traci na ostrości, co też sprawia mały zawód.

Można to zatem nazwać porażką marketingu związaną ze stworzeniem zbyt dobrej treści promocyjnej.


tytuł: Przedszkolanka

reżyseria: Sara Colangelo

scenariusz: Sara Colangelo

obsada: Maggie Gyllenhaal, Parker Sevak, Gael García Bernal

czas trwania: 1 godz. 36 min

data polskiej premiery: 29 marca 2019 roku

gatunek: dramat

dystrybutor: M2 Films


Przedszkolankę obejrzeliśmy dzięki współpracy z Cinema City


Magdalena Pawłowska

Redaktor naczelna tego kulturalnego przybytku. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.