Obejrzeliśmy

11:11

Po ochach i achach wyczytanych u innych recenzentów spodziewaliśmy się obrazu na miarę Szóstego zmysłu, Innych, może nawet Milczenia owiec, ale nasze oczekiwania zostały zbyt mocno rozbudzone. My Wam tego nie zrobimy, postaramy się natomiast oddać filmowi sprawiedliwość. Lubicie się bać? Będziecie się bać. Lubicie, gdy szare komórki intensywnie rozpracowują znaczenia? To my to seans dla Was. Do momentu, gdy wszystko staje się (nie)jasne.
Reżyser egzotycznego horroru Uciekaj! nagrodzonego Oscarem za scenariusz oryginalny kontynuuje rozprawę z nierównościami społecznymi. Ponownie wymiata amerykańskie brudy spod dywanu, ponownie osadza akcję w gronie rodzinnym, ale tym razem wystawia widza na sparring z własnym odbiciem, które nie ma dobrych intencji.

Przeciętna afroamerykańska rodzina z dwójką dzieci przybywa do domu w nadmorskiej miejscowości. Dla Adelaide to powrót do traumatycznego doświadczenia z najmłodszych lat, gdy zaledwie kwadrans spędzony bez opieki rodziców odwrócił jej życie o 180 stopni. Pełna złych przeczuć namawia męża do powrotu. Niespodziewanie na podjeździe pojawia się czworo ludzi – bliźniaczych kopii Wilsonów – którzy wchodzą bez pukania.

Rozpoczyna się przerażający spektakl. Od progu staje się jasne, że doppelgängers – co dosłownie oznacza „podwójnych wędrowców” – to mroczne odbicia Wilsonów. Mały Jason przez całą drogę próbował wykonać sztuczkę z krzesiwem. Tej nocy zostaje sam na sam z oszpeconym przez ogień piromanem. Gdyby nie blizny napastnika, byliby jak dwie krople wody. Znudzona nastoletnia Zora straciła serce do lekkoatletyki, ale jej psychopatycznie roześmiane alter ego na bieżni nie miałoby sobie równych. Gabrielowi, głowie rodziny, usta się nie zamykają. Gotów jest też użyć pięści w obronie bliskich. Jego waleczność szybko weryfikuje Abraham, uosobienie milczącej, prymitywnej siły. Gabe ze strachem spogląda jakby we własne oczy. Kim więc jest Red, jeśli nie bliźniaczą siostrą jedynaczki Adelaide? Biała i czerwona lwica gotowe są zabić, żeby chronić swoje dzieci, ale stawka okazuje się znacznie wyższa. Adelaide prześladuje siglum Jr 11:11: „Dlatego tak mówi Pan: »Oto sprowadzę na nich nieszczęście, którego nie będą mogli uniknąć; będą do Mnie wołali, ale ich nie wysłucham«” (za Biblią Tysiąclecia). Po czyjej stronie jest Bóg?

Ponieważ trwa Wielki Post, To my wydaje się propozycją adekwatną do okoliczności. Rozgrywający się na ekranie taniec ze śmiercią nosi cechy średniowiecznego danse macabre: enigmatyczne zbiegi okoliczności zwiastują niechybny koniec, a wydarzenia z rysem komediowym zachowują biblijną powagę sytuacji.

Gatunkowo film przypomina samochód, który wiezie widzów ekscytująco krętymi ścieżkami. Zapowiada się na horror psychologiczny zupełnie różny od filmów z przeklętymi dziećmi, przewiewami w przedpokoju i demonami wyglądającymi zza winkla, następnie ktoś wrzuca piąty bieg, film przechodzi w dramatyczną groteskę, żeby ostatecznie nie wyrobić na zakręcie i boleśnie zderzyć się z science fiction.

Musimy uważać na słowa, żeby nie psuć Wam zabawy. Zadanie to nie powiodło się reżyserowi To my. Czy z prób ulogiczniania pewnych kwestii uczynił swoje modus operandi? Dość powiedzieć, że czasem warto ugryźć się w język oraz że niewiedza widza uszlachetnia suspens i ratuje film przed zabójczą dosłownością. Nie podchodźcie do niego zdroworozsądkowo, a docenicie unikalną wizję Jordana Peele’a. Dla niecodziennego klimatu, kompozycji kadrów, montażu i znakomitej Lupity Nyong’o zdecydowanie warto jednak zasiąść w kinowym fotelu.


tytuł: To my

reżyseria: Jordan Peele

scenariusz: Jordan Peele

obsada: Lupita Nyong’o, Winston Duke, Shahadi Wright Joseph, Evan Alex, Elisabeth Moss, Tim Heidecker

czas trwania: 2 godz.

data polskiej premiery: 22 marca 2019

gatunek: horror, thriller

dystrybutor: United International Pictures Sp. z o.o.


To my obejrzeliśmy dzięki współpracy z kinem Helios


Paweł Gładysz, Antoni Kaja