Obejrzeliśmy

Po co ci ten obcy?

Źródło grafiki: materiały prasowe
Zdaje się, że nikt nie przygotowywał petycji, żeby do kin wrócili Faceci w czerni, ogłoszenie nowej części kosmicznej serii nie wywołało więc wielkiej ekscytacji. Sytuacji nie zmieniła też premiera – brak wielkich dyskusji, krytycy i recenzenci raczej omijają temat.
Bo i nie ma za bardzo o czym mówić. Nie jest to oczywista klapa czy film tak zły, że należałoby mu poświęcić cały zestaw bezlitosnych memów. Nie jest to też zdecydowanie kinowy sukces – nie wnosi w życie widzów nic nowego, ciekawego, godnego wzmianki. Men in Black: International to najzwyklejszy przeciętniak, co potwierdzają oceny na portalach takich jak Filmweb czy IMDB, na których średnia wynosi nieco ponad pięć gwiazdek na dziesięć możliwych. Gorzej sprawa wygląda w oczach krytyków – na Rotten Tomatoes pomidorek najnowszej odsłony Facetów w czerni wyliczono na 23% świeżości. Na półce sklepowej byśmy go nie tknęli.

A co czeka tego, kto jednak skusi się na seans? Historia nie jest skomplikowana. Dziewczynka spotyka obcego, obserwuje w ukryciu, jak dwóch gości w czarnych garniturach czyści pamięć krótkotrwałą jej rodziców za pomocą nagłego błysku. Jako dorosła kobieta (w tej roli Tessa Thompson) robi wszystko, żeby rozwiązać tę zagadkę dzieciństwa i dołączyć do tajemniczej organizacji. Kiedy udaje jej się to osiągnąć (po zdobyciu łatki lunatyka we wszystkich oficjalnych agencjach rządowych), wpada prosto w historię zawierającą romanse, spiski, przekręty, zamachy – wszystko na skalę galaktyczną. Aha, nie zapominajmy o nowym partnerze bohaterki: przystojnym agencie, nieco aroganckim i bardzo lekceważąco traktującym niebezpieczeństwa, żywej legendzie MIB (swojej milutkiej facjaty oraz gołej klaty użyczył Chris Hemsworth).

Czy da się wyciągnąć coś ciekawego z takiego filmu, z takiej fabuły? Po seansie mogę stwierdzić na pewno, że wiele w tym wszystkim motywów dualistycznych – na poziomie produkcji i akcji. Oryginał i kontynuacja, stare i nowe. Mężczyzna i kobieta, legenda i marzenie, znane i obce. Ale czy coś z tego wynika? Czy dostajemy zaskakujące wnioski, ciekawe syntezy, spójną całość? Twórcy nie rozwinęli żadnego z „nowoczesnych” wątków. Wprowadzenie kobiecej bohaterki na pierwszym planie skwitowano jednym żartem i jednym dialogiem dotyczącym nazwy agencji, w której przecież kobiety pracują od lat. Gdzieś w tle pojawił się lekko zarysowany motyw azylu dla kosmicznych uchodźców – bez rozwinięcia, bez głębszej refleksji. A przecież jest w tym pomyśle potencjał na małą rewolucję i odświeżenie serii, danie jej szansy na nową młodość oraz kolejne części! Gdyby tak faceci (i babeczki) w czerni nie tylko chronili Ziemię przed galaktycznymi szumowinami, lecz także otworzyli się na potrzebujących, współpracę, asymilację, stopniowe wprowadzanie myśli o obcych do życia codziennego ludzi…

Ale nie, nie mamy nic nowego, nic przełomowego. Nie mamy w sumie nic dobrego, wartego wzmianki. Men in Black: International to film o niczym. Wszystkie wątki są przewidywalne do bólu, łącznie ze zdrajcą i kretem w agencji – zupełnie nie tym, którego nam nachalnie podtykają pod nos scenarzyści. Efekty są poprawne, obcy wyglądają naturalnie – ale gdyby zamiast nich wprowadzić inne postacie, nie zmieniłoby to wiele w strukturze historii. Przeciętne i do zapomnienia są też kreacje aktorskie – i Thompson, i Hemsworthowi brakuje charyzmy, a chemia między nimi zdecydowanie nie prowadzi widzów w kierunku przewidzianym przez twórców.

W ostatecznym rozrachunku Men in Black: International nie podpada nawet pod czystą rozrywkę – nie mogę powiedzieć, że dobrze się bawiłam w kinie. Po prostu przesiedziałam film w fotelu, bez wielu pozytywnych czy negatywnych wrażeń. Jeśli wybierzecie inny tytuł, niczego nie stracicie.


tytuł: Men in Black: International

reżyseria: F. Gary Grey

scenariusz: Matt Holloway, Art Marcum

obsada: Chris Hemsworth, Tessa Thompson, Liam Neeson

czas trwania: 1 godz. 55 min

data polskiej premiery: 14 czerwca 2019 r.

gatunek: komedia, sci-fi

dystrybutor: United International Pictures


Film obejrzeliśmy dzięki współpracy z Cinema City


Magdalena Pawłowska

Redaktor naczelna tego kulturalnego przybytku. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.