Nordisk kino

Kino skandynawskie – gdy dorosły przekracza granicę

Źródło grafiki: "Kongen av Bastøy" by mortsan is licensed under CC BY 2.0
Obecnie wzrasta zainteresowanie kinem Skandynawii, a filmy pochodzące z tego obszaru trafiają do dystrybucji nie tylko w kinach studyjnych, do których – jak wiadomo – chodzą tylko bogate snoby, hipsterzy i zbuntowani studenci, lecz także na ekrany dużych sieci jak Cinema City czy Multikino, do których kierują się zwykli zjadacze chleba. Mniej jednak ważne jest to, czy jesteśmy hipsterami, studentami, zwykłymi ludźmi – ważniejsze, że sztuka filmowa nas interesuje. A projekty skandynawskie to nie tylko dzieła Bergmana i dziwne obrazy o trollach czy elfach – to dużo więcej. 
Ostatnio w kinach swoje pięć minut przeżywa Królowa kier, która zainspirowała mnie do stworzenia spisu kilku filmów poruszających trudne tematy w sposób bezpretensjonalny, bezpośredni, ale też nienarzucający opinii widzowi. Niektóre z nich inspirowane są prawdziwymi wydarzeniami. Motywem listy staną się nadużycia bohaterów w relacji dorosły – dziecko bądź osoba niepełnoletnia. To trudny temat, ponieważ łatwo otrzeć się o banał, a całą historię sprowadzić do krótkiej opowieści, w której dorosły jest zły, bo jest dorosły, a dziecko – skrzywdzone, bo niedorosłe. Wybrane przeze mnie filmy pozostają w pamięci na długo, i to wcale nie z powodu infantylności.


1. Królowa kier, tyt. oryg. Dronningen, reż. May el-Toukhy, Dania, Szwecja 2019, wyst. Trine Dyrholm, Gustav Lindh, Magnus Krepper

Film May el-Toukhy, nagrodzony nagrodą publiczności podczas festiwalu Sundance, stanowi kobiecą odpowiedź na ruch #MeToo, który w niedawnym czasie w znaczący sposób zmienił postrzeganie mediów i dał głos pokrzywdzonym osobom na całym świecie. Stereotypowe myślenie wskazuje na mężczyznę jako odwiecznego sprawcę, a kobietę – ofiarę. Reżyserka odwraca ten schemat: na miejscu ofiary umieszcza nastolatka, a kobietę czyni oprawcą. Anne jest prawniczką, na co dzień zajmuje się nieletnimi ofiarami molestowania seksualnego. Jej mąż, Peter, ma z poprzedniego małżeństwa 17-letniego zbuntowanego syna Gustava, który większość życia spędził w Szwecji. Chłopak sprawia problemy wychowawcze, a jego matka nie radzi sobie z nimi, wysyła więc ona syna do ojca mieszkającego w Danii – i tak Anne poznaje Gustava, z którym w niedługim czasie nawiązuje gorący romans.

Na ironię zakrawa fakt, że Anne broni w sądzie ofiary molestowania seksualnego. Reżyserka właśnie wokół tego tworzy główny konflikt, zmuszając nas do odpowiedzi na pytanie, czy my, jako widzowie, będziemy w stanie usprawiedliwić zachowanie Anne? To matka i żona pomagająca skrzywdzonym. Czy to, co zrobiła, wpływa na to, co zdziałała dla ofiar?

Na uwagę zasługuje przede wszystkim rewelacyjna rola Trine Dyrhol, która buduje swoją bohaterkę z paradoksów – jest zamknięta w sobie, ale jednocześnie otwarta, romantyczna, lecz twardo stąpa po ziemi, wrażliwa na krzywdę, a bezwzględna. Tak właśnie postępuje, gdy odrzuca Gustava, a zraniony nastolatek, zrozumiawszy, że został wykorzystany, próbuje się bronić i pogrążyć macochę.

Anne wyciąga pełen wachlarz możliwości obrony przed oskarżeniami pasierba: wiek, pozycję, zawód, sukcesy życiowe, poważanie wśród społeczeństwa… Okazuje się, że kobieta, która zajadle broni skrzywdzonych osób, równie zajadle broni samej siebie, gdy na jaw wychodzą jej przewinienia. W obrazie May el-Toukhy dama kier stanowi symbol egoizmu i ukazuje wręcz wynaturzenie form władzy – opiekuńczość ustępuje żądzy panowania nad innymi, a silny instynkt samozachowawczy wypacza wszelkie poczucie norm moralnych. Nieugięta postawa Anne doprowadza do bezsensownej tragedii, a widza pozostawia bez pocieszenia i oczyszczenia.


2. Kartoteka 64, tyt. oryg. Journal 64, reż. Christoffer Boe, Dania 2018, wyst. Nikolaj Lie Kaas, Fares Fares, Johanne Louise Schmidt

Kartoteka 64 to kolejna odsłona cyklu o Departamencie Q, mieszczącym się w Kopenhadze, który zajmuje się nierozwiązanymi sprawami sprzed lat. Po raz kolejny widz spotyka się z marudnym Carlem Mørckiem i jego obdarzonym poczuciem humoru syryjskim asystentem Assadem. Będzie to dobra propozycja (jak też cała seria) dla fanów intryg mocnych, lecz powolnie (choć bez przesady) rozwiązywanych, w czym widz towarzyszy bohaterom – a jednocześnie unika bezsensownych pościgów wśród świstów kul.

W latach 1929-67 w Danii sterylizacji poddano 11 tysięcy kobiet. Jak można się domyślić, nikt nie uzyskał zgody od operowanych, co gorsze, wśród poszkodowanych były także ciężarne. Skrzywdzono kobiety wywodzące się z biednych rodzin, jednostki z tzw. marginesu społecznego, córki alkoholików, imigrantki, osoby naruszające porządek społeczny, również te, u których podejrzewano choroby psychiczne. Kierowano się względami rasowymi oraz światopoglądowymi. Ten niechlubny epizod z historii Danii zasadzający się na czystości narodowej krwi stanowi wątek Kartoteki 64.

Młoda Nete, grana Fanny Bornedal, zachodzi w ciążę przed osiągnięciem pełnoletności z chłopcem, któremu zdecydowanie przeciwny jest jej ojciec. Ten, dowiedziawszy się o haniebnym czynie córki, postanawia wysłać latorośl do specjalnego zakładu oddalonego o wiele kilometrów i od domu, i od jej ukochanego. Schemat w tym miejscu jest całkiem znany – dziewczyna musi okres ciąży spędzić z daleka od znajomych, oddać dziecko, naprawić swoje winy i wtedy dopiero będzie mogła wrócić do domu. Nete jednak ani myśli zapominać o ukochanym, o którym wciąż opowiada, próbuje nawet ucieczki, co ostatecznie skazuje ją na największą porażkę. Lekarze (czy można ich tak nazwać? Przecież – po pierwsze nie szkodzić) uznają ją za przypadek beznadziejny i poddają przymusowej sterylizacji.

Carl i Assad próbują rozwiązać zagadkę trzech ciał odnalezionych przez kopenhaskich robotników w jednej z kamienic. Na początku nic nie trzyma się kupy, a zły i tak nastrój Carla pogarsza to, że Assad poprosił o zmianę wydziału. Kluczem do rozwiązania okazuje się nowoczesna klinika ginekologiczna, gdzie zgłasza się córka znajomego Assada – nastoletnia uczennica, która zaszła w ciążę. Decyduje się na wykonanie aborcji, lecz lekarz przeprowadzający zabieg decyduje się pójść na całość – sterylizuje nastolatkę, tłumacząc to obroną czystości krwi duńskiej (dziewczyna jest imigrantką).

W Kartotece 64 dochodzi do haniebnych i przerażających nadużyć względem kobiet – zarówno tych niepełnoletnich, jak i już starszych. Gorsze jest jednak to, że inspiracją do powieści, a następnie ekranizacji, są prawdziwe wydarzenia z Danii, które stały się udziałem wielu niewyobrażalnie skrzywdzonych osób. Film szokuje, wprawia w osłupienie, a jednocześnie zmusza do postawienia – może banalnego w tym momencie – pytania o granicę między dobrem a złem, między nauką a zbrodnią, między dobrem narodu a zwykłym okrucieństwem.


3. Wyspa skazańców, tyt. oryg. Kongen av Bastøy, reż. Marius Holst, Francja, Szwecja, Polska, Dania 2010, wyst. Benjamin Helstad, Trond Nilssen, Stellan Skarsgard

Na norweskiej wyspie Bastøy od początku XX wieku istnieje zakład poprawczy, gdzie trafiają niepokorni chłopcy – zwykle z nizin społecznych, ci, którzy nie umieją się dostosować. Żeby jednak otrzymać szansę poprawy, buntownicy muszą odbyć stosowną karę i udowodnić przełożonym, że chęć na jakiekolwiek bunty przeszła im raz na zawsze. Wydaje się, że stwierdzenie „misja resocjalizacyjna” jest wręcz pomyłką, ponieważ nadzorcy może misję mają, lecz zdecydowanie nie można jej nazywać resocjalizacją zbuntowanych. Misją upokarzania – owszem. Mieszkańcom placówki nadaje się numerki, nie używa się ich imion, stale stosuje się kary cielesne, racje żywnościowe są niewystarczające, a praca – ponad siły. Nad całym ośrodkiem czuwa dyrektor Håkon, który może i przypomina sobie raz na jakiś czas, że pod numerkami kryją się prawdziwi chłopcy, jeszcze dzieci, ale koniec końców dobra kara to według niego najlepsza nauka dla młodych osobników.

Sytuacja zmienia się jednak, gdy na wyspę dociera Erling – chłopak, który nie ma już nic do stracenia, gdyż ciąży na nim wyrok za zabójstwo. Choć podstawową zasadą ośrodka jest nauka dostosowania się, Erling broni się przed tym wszelkimi możliwymi sposobami, co budzi w innych więźniach nadzieję i jednocześnie staje się zarzewiem buntu.

Kluczowy element fabuły stanowi codzienna krzywda buntowników, gdy jedna ze stron, posiadająca zdecydowaną przewagę, zaczyna nadużywać swej władzy, co w końcu prowadzi do stosowania przemocy, także tej najtragiczniejszej – seksualnej. Zadanie filmu Holsta polega na przypomnieniu historii opartej na faktach, ukazującej błąd systemu wychowawczego z początku wieku (ośrodek zamknięto w 1953 roku), a także na krytyce norweskiej polityki społecznej, która zgubiła złoty środek.

Jest to film wielopłaszczyznowy. Zmusza widza do zastanowienia się, w którym miejscu znajduje się nasz polski system – czy aby czasem nie popełniamy podobnych błędów? Jak pokazuje obraz Holsta, polityka twardej ręki prowadziła do powstania patologii, które próbowano nazywać tradycyjnym chrześcijańskim wychowaniem, mającym jednak niewiele wspólnego z założeniami religii. Olbrzymia przewaga wychowawców nad ich podopiecznymi doprowadza do nadużyć, które z czasem sięgają coraz dalej: zaczyna się od przemocy słownej, kończy na fizycznej. Zostaje także zaburzona równowaga w relacji dorosły – dziecko, w której dorosły ma kształtować nieletniego, uczyć życia go w społeczeństwie, lecz powinien to czynić na stopie partnerskiej, być wychowawcą, ale także przyjacielem, nie wrogiem i oprawcą.


4. Zło, tyt. oryg. Ondskan, reż. Mikael Hafstrom, Dania, Szwecja 2003, wyst. Andreas Wilson, Gustaf Skarsgard, Marie Richardson

Nominowany do Oscara zwycięzca nagrody Robert oraz Złotego Żuka przypomina nieco Wyspę skazańców – akcja tego drugiego dzieje się jednak w Szwecji, choć także jest inspirowany prawdziwymi wydarzeniami: film powstał na podstawie autobiografii Jana Guillou. (I tak, jeśli ktoś nie jest pewny, Gustaf Skarsgard to syn Stellana! Wszystko zostaje w rodzinie). Podczas seansu przenosimy się do lat 50. ubiegłego wieku. Erick, 16-letni bohater, mieszka z matką oraz ojczymem, wyznającym niestety zasadę twardego wychowania. Nawet najmniejszy błąd chłopca wywołuje w mężczyźnie ogromną złość, którą potrafi rozładować jedynie przemocą fizyczną. Warto zwrócić uwagę na to, że wymierzanie „kary” odbywa się w pokoju o intensywnie czerwonych ścianach – co od zawsze kojarzy się z agresją – a matka chłopca podczas tych „seansów” gra na fortepianie, by zagłuszyć krzyki syna. I własne sumienie.

Nauczony przemocy nastolatek wdaje się w liczne kłótnie w szkole, przez co zostaje z niej usunięty, matka zaś – kierując się jakimiś odruchami miłosierdzia – zapisuje go do płatnej, elitarnej akademii Stjärnsberg. Sytuacja Ericka nie ulega poprawie: w akademii panują niepisane reguły, według których starsi uczniowie mogą wykorzystywać młodszych, a grono pedagogiczne przymyka na to oko. Jak łatwo się domyślić, Erick w końcu doprowadza do buntu.

Wydarzenia ukazane w filmie nie pozostawiają nikogo obojętnym – większość filmu oglądałam ze ściśniętym żołądkiem, myśląc, że to, co dzieje się obecnie, pewnie okaże się lepsze od tego, co niedługo nastąpi. Widz obserwuje, jak uczniowie znęcają się nad sobą, ubolewając nad tym, że ofiara zwykle jest niewinna i bezbronna. Agresja wzmaga jednak agresję, przez co bohaterowie wpadają w błędne koło. Wychowawcy nie potrafią go przerwać – najboleśniejsze jest to, że niemalże nie reagują na to, co się dzieje z dziećmi, za które odpowiadają.

Atut filmu stanowi to, że główny bohater, który był wielokrotnie bity i sam wdawał się w liczne bójki, musi stawić temu czoło i nie ulec szerzącej się agresji – musi zrobić to dla siebie, dla rodziny, dla zachowania moralności, a także dla zakochanej w nim młodziutkiej kucharki. Musi też ocenić, czy to, co dzieje się wokół niego, jest jeszcze moralne, czy może już przekracza wszelkie granice. W obrazie Halfstroma dochodzi do wielu nadużyć – najpierw ojczym wychowuje pasierba poprzez system licznych kar, następnie szkoła – sławna na całą Skandynawię – okazuje się podobnym koszmarem bez wsparcia dorosłych.

Na uwagę widzów zasługuje młody, wówczas 22-letni, odtwórca roli Ericka, który stworzył realistyczną postać obdarzoną wybuchowym temperamentem, ale jednocześnie wrażliwą i rozsądną. Erick myśli, że byłby w stanie rozprawić się ze swoimi oprawcami, lecz to poskutkowałoby kolejnym usunięciem ze szkoły, czego nie wybaczyłaby mu matka – której nie chce zawieść, mimo że nie przychodziła mu z pomocą. To Erick w końcu przyjmuje rolę dojrzałej osoby będącej w stanie przeciwstawić się złu i naprawić świat. Film ukazuje to, że system elitarnej szkoły zawiódł na całej linii, a agresja napędzana agresją prowadzi jedynie do tragedii.


5. Polowanie, tyt. oryg. Jagten, reż. Thomas Vinterberg, Dania, Szwecja 2012, wyst. Mads Mikkelsen, Thomas Bo Larsen, Annika Wedderkopp

Nominowany do wielu prestiżowych nagród (Oscar, BAFTA, Złoty Glob) zwycięzca Złotej Palmy w Cannes zamyka moje zestawienie. Nie do końca spełnia warunki, które brałam pod uwagę podczas selekcji tytułów, lecz myślę, że warto o nim wspomnieć i potraktować go trochę jako przestrogę.

Centrum opowieści stanowi Lukas, który wiedzie po prostu umiarkowanie nudne życie – wolne chwile spędza z kumplami przy piwie, pracuje w przedszkolu jako opiekun i cieszy się sympatią dzieci. Akcja jest raczej powolna, ale są ku temu powody: widz musi lepiej zapoznać się z sytuacją Lukasa, poznać jego znajomych oraz społeczność miasteczka, gdzie mieszka. Ludność ceni sobie wspólne spędzanie czasu, szczere rozmowy i bliskość, chętnie także akceptuje rozwodnika. Dopóki Klara, córeczka najbliższego przyjaciela Lukasa, nie oskarża mężczyzny o molestowanie.

Małomiasteczkowe społeczności są zarazem cudowne i okrutne. Wszyscy znają się wzajemnie, a plotki zmieniają się w ciągu chwili w nieznające granic sensacje. Lukas, oskarżony o pedofilię, szybko zostaje wykluczony ze zgranej społeczności, a ci, którzy zostali po jego stronie, wcześniej czy później zaczynają wątpić, czy faktycznie jest niewinny – przecież w każdej plotce tkwi odrobina prawdy, tak? Akcja toczy się błyskawicznie, a choć zeznania dziewczynki nie wydają się ani do końca prawdopodobne, ani za bardzo spójne, dochodzi do bezlitosnego samosądu, gdy mieszkańcy postanawiają wziąć sprawę we własne ręce i wymierzyć sprawiedliwość.

Wszystko dzieje się przecież w słusznej sprawie: w obronie skrzywdzonego dziecka. A jak wiadomo, dziecko nie może kłamać. Często niestety nie kłamie w tych sprawach, czasem jednak (jak Klara) nieco rozmija się z rzeczywistością, chociaż nie robi tego, kierując się czystą złością czy wyrachowaniem. Dziewczynka stęskniona za ciepłym uczuciem ze strony dorosłego, darzy uwielbieniem właśnie Lukasa, który odprowadza ją ze szkoły i zawsze ma dla niej czas, podczas gdy rodzice często się kłócą. Mimo że Klara w końcu próbuje wycofać swoje oskarżenia i wyjaśnić sprawę, nikt już jej nie słucha.

Film Vinterberga pokazuje, że o ile należy zachować czujność i troszczyć się o najmłodszych, o tyle nie należy urządzać samosądów. Prezentuje zachowanie ludzi w sytuacji oskarżenia człowieka, które opiera się na pewniku – mieszkańcy mają pewność, że Lukas to pedofil, choć relacje dziewczynki są kręte i niejasne, a nikt nie potrafi mu udowodnić winy. W Polowaniu można odwrócić znane powiedzenie – złe słowo boli przez całe życie. Niesłuszne oskarżenie o pedofilię wpływa na życie nie tylko Lukasa, lecz także całej społeczności.


Wybrałam pięć pozycji, które znacząco mnie poruszyły – a to nie jest zbyt łatwe – oraz wydają mi się po prostu ciekawe pod względem zarówno fabularnym, jak i aktorskim. Lubię kino skandynawskie za otwartość, którą zauważam w większości obrazów, za bezpośredniość przy rozprawianiu się z narodowymi pomyłkami, niechlubnymi epizodami historycznymi czy tym, co drzemie w ludzkiej naturze, a o czym zwykle próbuje się zapomnieć. Cieszę się zatem niezmiernie, że wzrasta zainteresowanie kinem skandynawskimi, które ma wiele do zaoferowania i rozwija się całkiem prężnie.

Oglądajcie! 


Monika Jasek

Studiuje polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Trochę z przypadku – miała być filologia norweska. Przeważyła jednak miłość do książek i pisania, a norweskiego nauczyła się sama. Miłośniczka starego rocka, alternatywy i panów z gitarami o przyjemnym głosie. Zakochana w kinie (skandynawskim – a jakże!), wielbicielka literatury dziecięcej i młodzieżowej, interesuje się mitologią oraz fenomenologią religii. Gotuje i piecze, marzy jej się Japonia i dom wypełniony szczekaniem.