Szorstka egzotyka

Cztery dary króla

Źródło grafiki: Aleksander Księżopolski
Soulpete to najbardziej zapracowany producent w Polsce. I do tego człowiek, o którego dziełach nie można powiedzieć złego słowa. W 2018 roku obdarował nas już czterema płytami, a każda jest godna uwagi.
Bardzo lubię Soulpete’a, nie będę ukrywał. To producent, który ma swoje brzmienie, potrafi zbudować bit-fortecę i bit, od którego zakręci się łezka w oku. Niezwykle dobrze dobiera sobie raperów, z którymi postanawia robić płyty. Efekty jego działań zawsze ściśle pokrywają się z tym, co uznaję za najwyższej próby hip-hop. Tylko, kurde, jest z nim jeden problem. Gdybym chciał napisać tekst o każdej z płyt, które wypuścił w tym roku (a warto!), to nic innego by na łamach mojego cyklu się nie pojawiało. Zatem z okazji oficjalnego przejścia zespołu BonSoul w szeregi wytwórni Asfalt postanowiłem podsumować jego tegoroczne dokonania.

Na pierwszy ogień idzie krążek z kwietnia, RAW ROAD, nagrany wespół z Bodziersem i amerykańskim raperem Hezekiahem, a za scratche odpowiada DJ Eprom. To kolejny po Soul Raw album z zagranicznymi artystami. Tym razem kooperacja okazała się równie owocna. Na tyle, że DJ Premier puścił kilka numerów z tej płyty w swojej audycji. Dzięki partnerskiemu układowi producentów album jest różnorodny; żeby się o tym przekonać, wystarczy przesłuchać Food (Stop That) a Swear to God. Hezekiah, mimo że pod względem rozpoznawalności plasuje się raczej w piątej lidze w tabeli raperów, potrafi rapować, ma swój styl i wie, jak w stu procentach wykorzystać dane mu podkłady. Z albumu najbardziej polecam właśnie Food (Stop That) i I’ve Been Blessed, którego brzmienie przywodzi trochę na myśl Undisputed Champs z Soul Raw.



Druga w kolejności jest majowa premiera: Postacie Fikcyjne EP z Laikike1’em, kolegą z Almost Famous i Rap Addix. Ta płyta to specyficzny lot czy koncept, bo tak też można to nazwać. W końcu to storytelling, na który składa się pięć utworów opowiadających o losach czwórki bohaterów powiązanych ze sobą konceptem powstawania gwiazdy. Projekt charakterystyczny jak maniera pisankowa Laika (ciekawych odsyłam na jego FB). Warstwa tekstowa jest specyficzna: rozumiemy poszczególne słowa i linijki, ale o czym są te zwrotki? Oto tajemnica, którą odsłonią kolejne odsłuchy, a przynajmniej taką nadzieję ma odbiorca. Zresztą sięgnijmy znów do pięknego przykładu alter-copy towarzyszącego tej płycie: Inspiracje do scenariusza stanowiły odpowiednio: Stellify Iana Browna z angielskiego Gotham, czyli, kurwa, wiadomo, że Manchesteru (…) oraz True Romance napisanego przez Quentina, kiedy według twórców tego arcydzieła, przegiął z telewizją. Raperzy mieli za zadanie skupić się na formie, oddaniu klimatu sytuacji, o jakich piszą, a treść, jak to zazwyczaj w ich wypadku bywa, pozostać ma dla słuchaczy niezrozumiała. Nic dodać, nic ująć.

Pod względem muzycznym jest znów inaczej. Na pierwszy plan często wychodzi tu gitarowy bas (rzecz dość rzadka w podkładach Soulpete’a), który współgra z doskonale pociętymi wokalnymi samplami (Ciepła sień, Złożone kształty) i chwytliwym pianinem (Stealthify). Z zaskoczeń: rap Laikike1’ana jest stosunkowo mało agresywny, do czego nie są przyzwyczajeni jego słuchacze. Nie zaskakuje za to ilość niezwykle przemyślanych linijek i jak zawsze charakterystyczny język rapera. Intrygujące są już pierwsze wersy z Ciepłej sieni: Szukałem ciebie długo, wątpiłem, że znajdę, / i myliłem drzwi z framugą, tak jak Lema z Zajdlem.

Kolejny projekt to Triste Sol, sierpniowy album nagrany z Te-Trisem, raperem, o którym pisałem w zeszłym roku. I znów za produkcję albumu nie odpowiada tylko Soulpete: tym razem do muzycznej wypadkowej dołącza producenckie alter ego Teta, czyli Trizak. Ich celem było nagranie bezpretensjonalnej, słonecznej i przyjemnej dla ucha płyty. I taka ona jest.

Te-Tris po powrocie do podziemia już na dobre wyzbył się pisania od linijki i dopracowywania absolutnie każdego detalu. Stąd też wynika luźna forma tego albumu: znalazło się tutaj miejsce na pełen nawiązań wstęp (Wajb, Ja, Klavo), numer z grubą braggową przewózką i bardzo dobrymi gościnnymi występami JNR-a i KPSN-a (Fenix), pięciominutową pościelówę (Zagubieni), a także trzy utwory instrumentalne, za które odpowiada w całości Soulpete. Brzmieniowo to trochę jak wyjazd na drinki do Vice City: ciepłe, organiczne brzmienie pełne instrumentalnych wstawek, ze świetnymi samplami i klawiszami.

Z całego albumu moim faworytem jest pierwszy singiel, Cienie – powolny numer pełen gier słownych i odbiegający od tradycyjnej konstrukcji rapowych utworów, ale za to z bardzo melodyjnym śpiewanym refrenem:



I jak dotąd ostatni, również sierpniowy album: epka BonSoulu Kiwka Fifka, Rap do Piwka. Ten materiał to przypieczętowanie bardzo udanej trylogii zespołu i swoisty znak jakości ze strony sceny. To jedyny krążek, na którym wystąpiło tylu gości. To same gwiazdy starego, tradycyjnego podziemia (Starszy Brat, Jot, Okoliczny Element, Junes), a do tego wspomniany wcześniej Laikike1 oraz szafujący ostatnio featuringami Peja i z uśmiechem skrobiący dno Kuba Knap. Brzmieniowo ta płyta nie odbiega od poprzednich części trylogii, zresztą tematycznie również. Bonson, rapowy gospodarz, po raz kolejny wspina się na wyżyny w pisaniu technicznych wersów i łączy je z urokliwym chamstwem (Nie przyjdziesz na nasz koncert, tak jak tam w chuj razy jakoś / A ja może bym się przejął, gdybym zauważył, szmato z Nie jestem zupą pomidorową, żeby mnie każdy lubił) czy z trochę melancholijną autorefleksją i klasycznym motywem blokowisk (Od dawna nie czuję się spoko sam ze sobą / Tracę kolor świata, jakieś marne prowo oraz Od dawna nie czuję się spoko sam ze sobą / Jak ten blok tracę kolor albo coś nie tak jest z głową / Każdy z nas żyje jak umie, ja się gubię częściej trochę / Ale i tak spotykamy się pod tym samym blokiem z Setek serc w jednym miejscu). Do tego są jeszcze relacje z życia alkoholowego z chwytliwym pijackim refrenem i świetnym gitarowym samplem (Trochę o piciu, ale nie tylko). Czyli wszystko, czego można było się spodziewać, na poziomie, którego można było się spodziewać. Oczekiwania spełnione w 100%.

A, album kończy świetny Outro/Remix utworu Dobranoc z Lepiej się witać. Odpowiednie zakończenie, jeśli wziąć pod uwagę, że trylogia rozpoczyna się od Dzień dobry.




Można założyć, że to już wszystkie krążki od Soulpete’a w tym roku, bo obecnie BonSoul jeździ w trasie koncertowej po Polsce, ale na przyszły rok jest już zapowiedziana druga część Almost Famous, a wejście w szeregi Asfaltu również każe spodziewać się kolejnych nagrań. A ja już nie mogę się doczekać.


Soulpete na FB

Bonson na FB

Te-Tris na FB

Laikike1 na FB


Wszystkie albumy znajdziesz na profilu wytwórni SORAW  na YouTubie oraz na platformach streamingowych.

Aleksander Księżopolski

Absolwent translatoryki i filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim. Od zawsze miłośnik dziwnych mieszanek; fan hip-hopu, science-fiction z twarzą Philipa K. Dicka, a także anime. Pisuje opowiadania i tłumaczy różne różnostki. Uczy się absurdu od Kafki, Camusa i Gombrowicza. Można go śledzić jako @tl3vis na Instagramie.