Recenzje

Losów Alcatraza Śmiałego ciąg dalszy

Źródło grafiki: AK
Ustalmy pewną ważną rzecz: nie ma co zaczynać opowieści od środka, więc jeśli wcześniej nie mieliście styczności z wybitnym ciszlandzkim bohaterem, arcylegendą rodu Smedrych, wirtuozem narracji oraz niszczycielem par excellence, to macie trzy opcje: a) przeczytajcie pierwszy tom jego przygód (niezwłocznie!), b) zerknijcie do poprzedniej recenzji, do której link znajdziecie u dołu strony, c) a w ogóle to najlepiej zróbcie jedno i drugie. 
Zrobione? No! To możemy przejść do meritum, czyli tego, jak cudowne to są książki, niemal równie cudowne jak ich bohater, a zarazem autor. I nie, nie jest to żadna zawoalowana ironia, bibliotekarski podstęp mający na celu w wyjątkowo pokrętny sposób zdyskredytować wroga (pamiętacie, mam nadzieję, że żyjemypod dyktatem wszechpotężnej sekty Bibliotekarzy – dobrze sobie o tym czasem przypomnieć) ani wyraźny dowód na to, że tej recenzji nie pisał jakiś tam Antoni Kaja, tylko sam Alcatraz Smedry we własnej cudownej osobie (on ujawniłby się o wiele subtelniej, na przykład stwierdzając wprost, że przecież oceny równie cudownej książki nie można pozostawić byle gryzipiórkowi, no, chyba że to Folsom Smedry, bo lepiej, kiedy wszystko zostaje w rodzinie). Mamy tu do czynienia ni mniej, ni więcej niż tylko z wyjątkowo udanym przykładem literatury młodzieżowej, która wymaga od swojego czytelnika nieco więcej i wciąż wprost wyśmienicie bawi się zarówno nim, jak i formą. Innymi słowy, mimo już trzech tomów na karku (z dotychczas powstałych pięciu – powinszować wydawnictwu tempa publikacji!), seria trzyma wysoki poziom, a żarty Smandersona bawią do rozpuku (od momentu wydania liczba ofiar śmiechawki wzrosła o 99,9%).

W tym momencie – a zapewne już wcześniej – ludziom, którzy zgodnie z sugestią zapoznali się albo z pierwszym tomem, albo z recenzją, albo z jednym i drugim, zapaliła się czerwona lampka. „Ale jakże to? Przecież Alcatraz Smedry robił do tej pory wszystko, co w jego mocy, żeby udowodnić nam, że NIE JEST cudowny, bohaterski, przystojny jak na swój młody wiek (auć!) i ze wszech miar szlachetny oraz godny podziwu. Czy zaszła jakaś pomyłka?” Ależ w żadnym razie, i w tym tkwi kolejny atut tych książek – wraz z głównym bohaterem ewoluuje narracja. W drugim tomie protagonista stara się nam dobitnie wykazać, jak wielkim jest kłamcą i jak konieczne jest w życiu zachowanie otwartego umysłu, w trzecim natomiast poprzez przyjęcie postawy skrajnie megalomańskiej pokazuje potencjalnie szkodliwe efekty sodówy uderzającej mocno do głowy. Wszystko po to, abyśmy mieli pełen wgląd w jego przemianę z herosa w zdrajcę i… ale nie będę uprzedzać faktów. Każdy zabieg jest przemyślany, każda (no, prawie) dygresja ma swoją funkcję. No bo w jakiej innej pozycji beletrystycznej (tfu! powieści autobiograficznej) autor zrobi przerwę na popcorn, żebyś mógł wrócić na chwilę do odpowiednich rozdziałów, albo pomyśli o twoich potrzebach fizjologicznych? Odbiorca ma tu nawet możliwość współodczuwania irytacji, że nie wspomnę o poznawaniu dalszych tajników pisarstwa czy pożytecznych życiowych poradach (dotyczą one chociażby zawsze enigmatycznych i zgoła niepojętych relacji damsko-męskich).

Nasz główny bohater przez duże „B” nie jest oczywiście jedyną postacią wartą uwagi.Oprócz znanych nam barwnych figur pokroju spóźniającego się na rany dziadka Leavenwortha czy zgryźliwej Bastylii zostaje nam zaprezentowana cała plejada nowych członków rodu Smedrych… i nie tylko. Pójdźmy chronologicznie. Oto co ciekawsze dramatis personae:

Australia Smedry – tyleż radosna, co roztrzepana młoda dama, która może poszczycić się tym, że umie obudzić się rano i wyglądać niewiarygodnie brzydko (naprawdę!).

Kazań „Oż, orzechy!” Smedry – karłowaty (ale nie lubi tego określenia) wagabunda ze skłonnością do gubienia się i upodobaniem do wykrzyknień, w których występują różne gatunki orzechów.

Attica Smedry – enigmatyczny ojciec protagonisty, notoryczny ryzykant, twórca śmiałych teorii, miłośnik poklasku(koszmarny rodzic).

Pattywagon Smedry – kobieta o wyrazistym charakterze (pisząc to, ryzykuję wyrzucenie przez okno) i wyjątkowej zdolności do mówienia niestosownych rzeczy w niezręcznych sytuacjach.

Folsom Smedry – recenzent wszystkiego, z zawodu i natury, nad wyraz źle tańczy (tak źle, że przy wtórze muzyki staje się nagle wojownikiem kung-fu).

Himalaja Skaliste – reformowana Bibliotekarka, która w razie potrzeby przeistacza się w wieloręką boginię porządku i katalogowania (oczywiście w przenośni).

Rikers Dartmoor – brat Bastylii, autor cyklu rozrywkowych książek o fikcyjnych przygodach Alcatraza (najnowsza, Alcatraz Smedry i klucz mechanika, jest podobno bardzo kiepska), nieudolnie starający się naśladować zwyczaje naszego świata i spragniony wrażeń.

Oprócz nich poznajemy całą rzeszę utajonych i zupełnie jawnych wrogów (między innymi Tę, Której Imienia Nie Wolno Wypowiadać, brzmi znajomo?), dowiadujemy więcej na temat natury talentu Smedrych, struktur podzielonej na frakcje sekty Bibliotekarzy czy zakonu Rycerzy Krystalii. Tułamy się od Biblioteki Aleksandryjskiej, pilnowanej przez demonicznych kustoszy i przypominającej labirynt,do Królestwa Nalhalli, rojącego się od zamków różnych kształtów i rozmiarów. Wraz z naszymi bohaterami wybuchamy, spadamy, uciekamy, ścigamy, walczymy, przegrywamy, wygrywamy, kochamy, nienawidzimy, odkrywamy sekrety, przechytrzamy, dajemy się oszukać, ujawniamy zdrady i dowiadujemy się całego mnóstwa ciekawych rzeczy, którymi posłużę się teraz, zamiast przybliżać fabułę (bo po co?). Dlatego też, jeśli chcecie dowiedzieć się:

1) ile istnieje powodów, dla których niscy ludzie mają lepiej od wysokich (przynajmniej sto dwadzieścia siedem),

2) czy da się zepsuć grawitację (niestety nie),

3) co można określić przymiotnikiem „szajsoklapydny” (wyłącznie paluszki rybne),

4) jaka kara czeka smoka za pożarcie dziewicy pierwszego stopnia (odebranie skrzydeł i stulecia służby ludziom w charakterze środka transportu),

5) kto wynalazł pytanie (oczywiście Sokrates),

6) czym różni się Archiwum Królewskie (nie biblioteka) od zdecydowanie biblioteki (bałaganem),

7) jaka jest główna przyczyna raka u udomowionych nietoperzy owocożernych (ostatniostroństwo, straszliwa plaga!),

a także poznać odpowiedzi na wiele innych pytań (wiem, jestem paskudny, że na powyższe odpowiedziałem od razu, ale w przypadku tego rodzaju „beletrystyki” liczy się nie rezultat, ale droga, która do niego prowadzi, zobaczycie), koniecznie kupcie te cudowne książki i wesprzyjcie niezaprzeczalnie szczytną inicjatywę, jaką jest Fundusz Ochrony Przyrody Alcatraza Smedry’ego na rzecz Kupowania Alcatrazowi Smedry’emu Fajnych Rzeczy. Poza tym nikt tak dobrze (i z taką nonszalancją) nie burzy czwartej ściany jak wyżej wymieniony.

Kilka końcowych uwag do polskiego wydania. Jacek Drewnowski nadal robi kapitalną robotę (w końcu to nie jego wina, że w naszej kulturze nie istnieje coś takiego jak popołudniowe odcinki specjalne). Mój szacunek dla niego nigdy nie przeminie, chociaż jego przekładom czasem przydałaby się staranniejsza redakcja. Również bez oryginalnych ilustracji Hayley Lazo (rzeczniczki prasowej rekinów wielorybich) to zdecydowanie nie byłoby to samo. I tylko szkoda, że projektant świetnej okładki drugiego tomu nie odpowiadał również za okładkę tomu trzeciego, bo seria zdecydowanie by na tym zyskała (tak czy inaczej jest jednak lepiej niż na początku). Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, wypatrując mającej nadejść znienacka wielkiej klęski protagonisty. Co i wam z całego serca polecam.

Z wiarygodnych źródeł wiem, że Folsom Smedry daje tym pozycjom pięć na pięć i trzy czwarte w skali humorystycznej satysfakcji. Też się ku temu skłaniam.

PS. Zmiana nazwiska w tytule to zabieg jak najbardziej zamierzony.

Recenzja pierwszego tomu tutaj.


autor: Alcatraz Smedry (a.k.a. Brandon Sanderson)

tytuł: Alcatraz kontra Bibliotekarze #2. Kości Skryby

tłumaczenie: Jacek Drewnowski

wydawnictwo: IUVI

miejsce i rok wydania: Kraków 2017

stron: 320

format: 137× 206 mm

oprawa: miękka

autor: Alcatraz Smedry (a.k.a. Brandon Sanderson)

tytuł: Alcatraz kontra Bibliotekarze #3. Rycerze Krystalii

tłumaczenie: Jacek Drewnowski

wydawnictwo: IUVI

miejsce i rok wydania: Kraków 2017

stron: 312

format: 137× 206 mm

oprawa: miękka


Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.