Recenzje

Hasib i komiksowa szkatuła

Źródło grafiki: grafika w tle: Designed by GarryKillian / Freepik
Należę do osób, które ze sztandarowym dziełem Davida B., czyli Rycerzami Świętego Wita, mają spory problem. Pomimo niezaprzeczalnej unikalności warstwy graficznej oraz poruszająco intymnego charakteru opowieści (opowiada ona wszak o chorobie cierpiącego na epilepsję brata artysty) był to dla mnie komiks nazbyt przeładowany formalnie, a jego tętniące życiem czarno-białe ilustracje odebrałem jako dość męczące. Z tego też powodu z pewną ciekawością zabierałem się do najnowszego dzieła twórcy, chcąc się przekonać, czy tym razem mojej lekturze zaczną towarzyszyć inne odczucia. 
Hasib i królowa węży to historia o wiele skromniejsza od monumentalnego opus magnum uznanego rysownika, co w żadnym razie nie stanowi tutaj wady. Dokonał on reinterpretacji mniej znanej z 1001 opowieści Szeherezady, opisującej losy tytułowego syna wielkiego mędrca, beztrosko marnującego swoje życie, aż do momentu pewnej niefortunnej wyprawy do lasu z grupą miejscowych drwali. Odkrycie przez nich cudownej studni pełnej przedniego miodu zapoczątkowuje ciąg niezwykłych zdarzeń, a kolejne wątki snutej ze swadą opowieści dają początek coraz to nowym gawędom, tworząc tym samym szkatułkową formę całego komiksu. Jedynym zaś ogniwem łączącym je wszystkie jest enigmatyczna królowa węży.

Fabułę dzieła, podobnie jak książkowego oryginału, zaludnia całe mnóstwo fantastycznych istot – dżinów, ghuli, demonów, aniołów, kobiet-ptaków – czy na poły legendarnych postaci, a krainy przemierzane przez bohaterów roją się od cudów pokroju mówiącej trawy pozwalającej chodzić po wodzie tudzież żywych pałaców. Na wskroś baśniowy charakter świata przedstawionego wprost idealnie pasuje do niespożytej twórczej energii Davida B. Artysta nieustannie bawi się formą, nawiązując strukturą kadru do miniatur z Bliskiego Wschodu i sztuki średniowiecznej, eksperymentując z perspektywą, a także okraszając wszystko wymyślną ornamentacją. Styl ilustracji bywa karykaturalnie groteskowy (powykręcane ludzkie sylwetki), dziki (chaos nagromadzonych sylwetek stworzeń, niejako stopionych ze sobą w boju), dziecinny i prymitywny, a zarazem wyszukanie umowny. Sprzyja mu także kolor, dzięki któremu barwna rzeczywistość wykreowana przez wyobraźnię autora momentalnie pochłania czytelnika, którego wzrok z lubością chłonie kolejne plansze.

Choć już z powodu oprawy wizualnej jest to pozycja ze wszech miar godna uwagi, również i scenariuszowi Hasiba nie sposób cokolwiek zarzucić. Wiernie odtworzony zostaje nastrój uniwersalnych arabsko-perskich bajań. Zgrabnie współistnieją ze sobą tutaj rozmaite kultury oraz religie, miejsce dla siebie znalazły i filozofia, i romans, i intryga. A wszystko to w oprawie klasycznej historii o wschodnim Głupim Jasiu, który dzięki szczęściu pokonuje przeciwności i osiąga sukces. Co prawda czepialscy odbiorcy mogą zwrócić uwagę na to, że opowieść zmierza ostatecznie w zupełnie innym kierunku niż w tym sugerowanym na początku (i przytoczonym również z tyłu okładki), a więc niejako nie wypełnia złożonych obietnic, ale czyż te naprawdę dobre historie nie mają właśnie tendencji do wymykania się spod kontroli osób je snujących, do kroczenia niczym koty własnymi ścieżkami? Niemniej nie sposób nie rozważać, co też kryło się za pięcioma kartami pozostawionymi głównemu bohaterowi w spadku przez ojca, których nie dane nam jest nawet zobaczyć.

Hasib i królowa węży stanowi najlepszy możliwy przykład lekkiego komiksu. I choć nie aspiruje do ambicji największego dzieła twórcy, swoją graficzną ekstrawagancją może o wiele skuteczniej zachęcić do bliższego zapoznania z jego dorobkiem. Stanowi przez to wprost idealny punkt wyjścia do dalszego zgłębiania niezwykłego zjawiska, jakim z pewnością jest David B. Sam zresztą nabrałem ochoty na drugie podejście do Rycerzy Świętego Wita.


autor: David B.

tytuł: Hasib i królowa węży

przekład: Krzysztof Umiński

wydawnictwo: Kultura Gniewu

miejsce i rok wydania: Warszawa 2017

liczba stron: 110

format: 210 × 285 mm

oprawa: twarda


Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.