Wywiady

Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn z debiutancką płytą „Superbohater”

„Życie to dla nas basen, z którego ktoś wypuścił wodę, gdy my już przebraliśmy się w kąpielówki”.
Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn to krakowska grupa, w której skład wchodzą: Aleksander Czerkawski (gitara, ukulele, wokal, teksty), Michał Zachariasz (gitara, melodyka), Mateusz Marek (ukulele, gitara, wokal, teksty), Paweł Królikowski (gitara basowa, kontrabas) i Jakub Tokarz (perkusja).

W ubiegłym roku zespół wygrał największy w Polsce festiwal kabaretowy PAKA, wystąpił także jako support przed grupą Scorpions na festiwalu Tauron Life Festival Oświęcim.

O sobie mówią, że mają do świata pretensje, skargi, zażalenia i DYSTANS, bo niestety ze wszystkich możliwych ludzi urodzili się akurat sobą. Ich teksty dotykają spraw wspólnych nam wszystkim – od planowania wakacji czy zakupów po związki.

Przy okazji marcowego koncertu w warszawskim klubie Hydrozagadka spotkaliśmy się z muzykami, żeby porozmawiać o ich debiutanckiej płycie.


Apolonia Cichocka, Z CYKLU: Jesteśmy kilka godzin przed koncertem promującym debiutancką płytę zespołu Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn. To długa nazwa… Skąd wziął się na nią pomysł?

Mateusz Marek: Mamy gotową odpowiedź na to pytanie: nazwa jest taka, ponieważ wszyscy dobrze zdajemy sobie sprawę, że powinna być komercyjna, chwytliwa, łatwa do zapamiętania i powtórzenia, i w to przede wszystkim celowaliśmy.

Widzę, że się udało. Czy długa i skomplikowana nazwa przeszkadza, czy przeciwnie – dzięki niej jesteście lepiej zapamiętywani?

MM: Minusem jest to, że absolutnie wszyscy zwracają uwagę na tę nazwę i wyrażają się o niej niepochlebnie, a plusem… to, że absolutnie wszyscy zwracają uwagę na tę nazwę.

Jakie utwory znalazły się na waszej płycie?

Aleksander Czerkawski: Utworów jest dziesięć, są różne i każdy jest tylko raz. A pomiędzy nimi – również dlatego polecamy posłuchać tej płyty – specjalne zapowiedzi, które charakteryzują nie tylko naszą muzykę, ale oddają też charakter zespołu.

MM: O naszej płycie można powiedzieć, że jest albumem konceptualnym.

AC: Można o nas powiedzieć, że jesteśmy gorszym, brzydszym, biedniejszym i mniej fajnym polskim Pink Floyd.

À propos gwiazd muzyki popularnej – niedawno udało wam się wystąpić jako support niemieckiego zespołu Scorpions. Jak do tego doszło?

AC: Można powiedzieć, że Scorpions to taki gorszy, mniej fajny niemiecki Pink Floyd (śmiech). To było naprawdę ciekawe. Zwłaszcza że zespół Scorpions grał tuż po nas. Niecałe sześć godzin później…

Między nami a zespołem Scorpions, który serdecznie pozdrawiamy – mamy nadzieję, że chłopaki też o nas pamiętają – grało sporo innych zespołów, które właściwie też supportowaliśmy. Byli to na przykład muzycy z zespołu LP. Z wokalistką tego składu nawet udało nam się poznać. Między innymi dlatego było to dla nas ciekawe przeżycie, że z tymi wszystkimi gwiazdami, które tego dnia występowały na scenie, mieliśmy okazję się minąć. Okazywało się zresztą, że są to świetni ludzie. Bardzo dobra była też organizacja całej imprezy. I mimo że graliśmy na samym początku, piętnaście minut po otworzeniu bramek (co sprawiało, że nie mogła nas usłyszeć cała publiczność, bo nie dało się zrobić tak, żeby cała publiczność znalazła się pod sceną w kilka minut), ludzie zwracali na nas uwagę. Z początku mieliśmy pewne obawy – występowaliśmy jako początkujący zespół, który dopiero zaczyna koncertowanie po Polsce – ale udało nam się nawiązać kontakt z publicznością i to było dla mnie najważniejsze.

Skoro jesteśmy przy kontakcie z publicznością, to powiedzcie: kim jest wasza publiczność? Czy wasza twórczość ma swoją grupę docelową?

MM: Oczywiście. Są to przede wszystkim młode, atrakcyjne dziewczyny (śmiech). Moim zdaniem – nie wiem jak z resztą zespołu – są to ludzie o dużym poczuciu humoru, z dystansem do siebie i do świata, którzy lubią ironię i sarkazm. Mówimy zresztą o sobie, że wszyscy jesteśmy grubi, smutni i samotni.

AC: I nasza publiczność też taka jest (śmiech).

MM: Oni naprawdę to kochają. Uwielbiają opowiadać o swoich życiowych niepowodzeniach i pechu, który tak naprawdę nam wszystkim towarzyszy.

AC: Ale nie każdy ma odwagę o tym mówić tak jak my i nasi słuchacze. Mamy podobne podejście do życia. Tak samo jak im wiele rzeczy nam w życiu nie wychodzi, tak samo jak my nasza publiczność jest przeciętna (śmiech).

To prawda. Duża grupa waszych słuchaczy identyfikuje się z waszymi tekstami, bo mówią właśnie o przeciętności. Ale mimo że patrzycie na świat przez pryzmat ironii i z dużym dystansem, opowiadacie o sprawach bliskich wielu osobom. Wiele waszych piosenek mówi o miłości…

AC: Ironia i dystans to nasz sposób na oswajanie rzeczywistości. Nawet na miłość warto spojrzeć czasem z takiej perspektywy, żeby zobaczyć w niej coś więcej.

MM: Nasze piosenki raz są lepsze, a raz gorsze, ale zawsze opowiadają jakąś historię. Każda z nich niesie refleksję. Wydaje mi się, że dlatego ludzie tych piosenek słuchają i często utożsamiają się z nimi, że śpiewamy o rzeczach, które naprawdę zdarzają się w życiu.

Braliście udział w takich imprezach jak przegląd kabaretowy PAKA i odbywający się cyklicznie w Łodzi festiwal piosenki turystycznej YAPA. To sugeruje, że nie trzymacie się jednego gatunku muzycznego. Macie zamiar pozostać w klimacie kabaretowo-poetyckim czy szukacie innych brzmień?

AC: Odpowiadają nam i kabaret, i poezja. Mamy zresztą spore grono słuchaczy, którzy lubią nas w takim wydaniu. Te dwa pierwiastki będą w naszej twórczości chyba zawsze, bo jesteśmy i poetyccy, i lubimy się wygłupiać i to chyba się nie skończy, dopóki ten zespół będzie istniał. Zresztą nie ukrywamy, że bardzo fajnie gra się na festiwalach poświęconych takiej muzyce.

MM: Przebrnęliśmy już przez różne etapy twórczości, co mocno wyrażało się w formie. Przestaliśmy grać wyłącznie na dwóch gitarach, nie są to już takie aranżacje ogniskowe. Chcemy się rozwijać i prawdopodobnie będziemy podążać w kierunku, który większość nazywa muzyką rozrywkową.

AC: W warstwie tekstowej pozostaniemy raczej przy humorze charakterystycznym dla naszej twórczości, co także planujemy rozwijać. Lubimy korzystać z różnych form wyrazu. Mamy za sobą zresztą kilka udanych eksperymentów. Jednym z nich było przygotowanie oprawy muzycznej do jednego z programów telewizyjnych. Ciekawe wyzwanie. Jesteśmy otwarci na nowe doświadczenia i choć obecnie skupiamy się na tworzeniu muzyki, to niewykluczone, że będziemy próbowali sił także w innych działaniach artystycznych, takich jak kabaret. Ważniejszy od formy jest pomysł i zrealizowanie go tak, żeby był ciekawy dla nas i naszych słuchaczy.

Utwory, które znalazły się na waszej debiutanckiej płycie, to podsumowanie waszej dotychczasowej działalności. Większość z nich jest słuchaczom znana z koncertów. Pracujecie już nad nowymi tekstami?

MM: Żyjemy w czasach, w których dużo rzeczy trzeba pokazać, żeby znaleźć się w takim momencie jak teraz. Ale my z tą płytą nie chcemy dotrzeć do ludzi, którzy już nas znają. Po raz pierwszy mamy narzędzie i okazję do tego, żeby się przebić do zupełnie nowego grona odbiorców. Chociaż utwory, które znalazły się na płycie, brzmią inaczej niż te, które publiczność zna z koncertów. I mimo że bardzo lubiliśmy je w poprzedniej wersji, postanowiliśmy je odświeżyć, żeby mogły trafić do szerszego obiegu.

Gdzie będzie można usłyszeć was na żywo?

MM: Po Warszawie planujemy między innymi Wrocław, Szczecin, Poznań, Lublin, Gdańsk i Kraków. Informacje o naszych koncertach oraz naszą muzykę można znaleźć na Facebooku, Instagramie, SoundCloudzie i Spotify. Wystarczy wpisać po slashu skrót nazwy naszego zespołu, czyli „SMKKPM”. Zapraszamy.


Więcej o debiutanckiej płycie SMKKPM przeczytacie tutaj

Apolonia Cichocka

Interesuje mnie kultura. Jej twórcy, ich wytwory i historie, które stoją za ich powstaniem. Lubię sztukę, która zmusza do refleksji i staram się unikać banału. Kiedy spodoba mi się utwór, potrafię zapętlić go na długie tygodnie. Nałogowo kupuję książki, ale rzadko czytam je dwa razy. Dla dobrej wystawy jestem w stanie pojechać na drugi koniec Polski.