Recenzje

Jesteś już libertynem?

Źródło grafiki: Artur Baranowski
Wiele lat temu, a było to w czasach, kiedy religii nie uczono jeszcze w szkolnych salach, mój katecheta mawiał, że pokusy są po to, by z nimi walczyć i na koniec… im ulec. Wiedziony tą nauką, sięgnąłem po wydany dwa lata temu Katechizm libertyński. Tytuł wydawał się odpowiadać myśli ewangelizacyjnej mojego katechety. 
Mała książeczka formatu brewiarza wypełniona jest figlarnymi tekstami traktującymi o seksie. Co tam traktującymi, powiedzmy wprost – każda strona to świntuszenie na maksa. Ale bezpruderyjność z XVIII wieku nie ma nic wspólnego ze współczesną wulgarnością. Oczywiście książka mówi wprost i, o zgrozo, zawiera odpowiednio dosadne ilustracje. Interesująca zdaje się głównie ta część życia, o której mawia się: „pierwszą przyjemnością w moim życiu była przyjemność moich rodziców”. I, jak się okazuje, lekkie obyczaje to nie jest łatwa sprawa. Życie bez ograniczeń i zahamowań wymaga nie tylko odwagi, lecz także uczciwych studiów. Materiał do rzeczowej analizy przynosi Katechizm libertyński, a każda dama zdecydowana splamić swoje dobre imię i pogrzebać etykietę głęboko w grobie rozpusty znajdzie tu gotowe instrukcje, jak to zrobić najlepiej i z największą rozkoszą.

Ale niech nie zwiedzie Was moja recenzja, bo chociaż mamy do czynienia z poradnikiem rozpusty, to jednak nie został on napisany dla pań w brudnych sukienkach, stojących w ciemnych uliczkach portowych miast. To raczej podręcznik dla wykwintnych kurtyzan (lub pretendentek do tego zawodu), takich, które swoje usługi chcą wypełniać na najwyższym poziomie i za konkretne pieniądze. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że to także broszurka dla panów, których wyobraźnia stymuluje popęd seksualny. Mówiąc wprost – lektura dla podniety. Wyobrażam sobie, jak przed trzema wiekami panowie chowali ją w fałdach eleganckich strojów i przekazywali sobie ukradkiem.

Bo, moi mili, wiecie przecież, że orgazm powstaje w mózgu, a nie metr niżej. A zatem czytajcie Katechizm libertyński, a nawet nieście dobrą nowinę wszystkim ludziom. I trenujcie wyobraźnię.


autor: Mademoiselle Theroigne

tytuł: Katechizm libertyński

wydawnictwo: słowo/obraz/terytoria

przekład: Tomasz Stróżyński

miejsce i rok wydania: Warszawa 2016

liczba stron: 120

format: 100 × 170 mm

oprawa: miękka 


Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.