Szorstka egzotyka

Zaburzenia. Sny o igłach

Źródło grafiki: projekt okładek: Sebastian Skrobol; grafika główna: AK
Cóż, regularnie nie podlewam kwiatków,
Z moim stylem życia koreluje tylko kaktus,
Wszystkie roztocza na mnie, nie jestem tu z przypadku,
I wie to kilku świadków moich wzlotów i upadków.

Bohater dzisiejszego tekstu, Kuba Witek, to postać nietypowa. Wydał dwie książki: powieść quasi-biograficzną oraz opis podróży rowerem przez Islandię, a niedawno jego debiutancki film dokumentalny, Isoland, traktujący właśnie o polskich emigrantach na Islandii, nagrodzono nawet na festiwalu filmowym. Zaczynał jednak od rapu i o rapie tu będzie, bo jest o czym mówić.

Pod koniec listopada 2015 roku w polskim rapie wydarzyło się coś niezwykłego i nie chodzi mi o czwarty mixtape Prosto ani o album Soboty. Premierę miał drugi krążek zespołu Zaburzenia w składzie Kuba Witek oraz Szatt. Ten, który pozwolił im w jakiś sposób zaistnieć w świadomości przeciętnego słuchacza, choć wcale nie było to łatwe. Igły bowiem to krążek bardzo emocjonalny, biograficzny, uderzający w swoich obrazach, ale daleki od łatwej płaczliwości, a do tego ambitny muzycznie, gdyż łączy hip-hop z bardzo przyjemną elektroniką oraz jazzem.

To samo można powiedzieć właściwie o większości albumów rapującej części zespołu – Kuby Witka, wcześniej znanego pod pseudonimem Tusz Na Rękach. A powstało ich sporo, począwszy od Get fejm or die tryin’ z 2010, które obwołano debiutem roku, ale przepadła w cieniu Kilku numerów o czymś Małpy, produkcji z roku poprzedniego, nowego klasyka polskiego podziemia, który pozwolił autorowi grać koncerty przez dobre osiem lat, zanim ten nagrał kolejny krążek. Fakt, że Witek nie odniósł podobnego sukcesu – nawet mimo udziału w Młodych Wilkach Popkillera – można przypisać temu, że był zajęty życiem na Wyspach, gdzie kończył studia z inżynierii dźwięku, i nie grał koncertów w Polsce, wykorzystując hype i zbierając pieniądze. Nie znaczy to, że porzucił wtedy rapowanie, zdecydowanie nie: założył swój label, Gruby Kot, i wydał w nim kilka swoich płyt, a także płytę producencką Nocnych Nagrań, duetu producenckiego tworzonego przez Szatta oraz Nowoka. Projekt upadł, gdy w 2013 ukazał się album Tusza w UrbanRecords, wówczas mainstreamowej wytwórni inwestującej w newschool, a napędzającej te inwestycje sukcesem Donatana. Niestety, nie przełożyło się to na wzrost popularności i Witek ostatecznie zmył tusz z rąk i po jakimś czasie uzewnętrznił się już w Zaburzeniach.

Witek po debiucie zawsze starał się wyprzedzać swoje czasy, jeżeli chodzi o stylistykę, i często skręcał w elektronikę. Idealnie się to złożyło przy produkcji albumu z Szattem, który zjadł zęby na muzyce będącej wypadkową delikatnej, organicznej elektroniki i hip-hopu: zaczął od bardziej kameralnej płyty producenckiej jako Nocne Nagrania oraz jednego krążka nagranego pod tym szyldem z Tuszem (Kurz ma słodki smak), potem wyprodukował Plastikowy kosmos Ciry, czy niezależne Future Voices i Bloom, wydany w labelu Flirtini. Takie samo brzmienie dał w Snach, w których ginę oraz Igłach, w których wspiął się na wyżyny swoich umiejętności, a podkłady do Śniegu czy Strachu to muzyczna poezja: po prostu trzeba jej posłuchać. Wśród tego wszystkiego znalazły się wciąż tempa i akcenty hip-hopowe (Stary Nowy Jork czy błąkająca się trąbka w Krótkiej historii o miłości do... najlepiej tego dowodzą). Na pewno o sukcesie Igieł zadecydowała fantastyczna warstwa muzyczna, mająca tu równe prawa, co rap.

Pod względem tekstów nastąpiła destylacja; Witek zawsze bazował na swoich doświadczeniach życiowych (a te są bogate, jak szybko można się przekonać). Między chłodzącymi skórę wspomnieniami świątecznymi ze Śniegu i przykrym storytellingiem w Krótkiej historii o miłości do… znajduje się wnikliwa analiza strefy umysłowo-emocjonalnej swojego młodszego ja w Uwarunkowaniach oraz czarnowidztwo socjologiczne w Śmietniku. Na szczęście Witek prawie całkowicie skupia się na portretach, a nie dostarcza od razu klucza do analizy i interpretacji.

Witek zawsze stawiał na pierwszym miejscu emocje. W sensie technicznym nie można mu zarzucić nic oprócz może tego, że miejscami nadużywa bardzo dokładnych rymów. Z drugiej strony można powiedzieć – jak to robi  sam raper – że w jego twórczości są elementy spoken word, wykraczające poza ramy rapu, a nieśmiało wchodzące na tereny poezji. I na szczęście nie ociera się już przy tym o pretensjonalność.

Jestem uciekinierem. Oswajam swoje lęki,

Bezwład ciała, zaglądając im w szczęki,

Ciarki, które spływają na koniec ręki,

Aż kapie z opuszków atramentu błękit

Lub czerń. Myśli część w nią spowita,

Jabłka, jabłonie – metafory o stereotypach,

Uwarunkowaniach, skłonnościach i deficytach.

Czytasz między wersami albo sens zanika,

Mijam korowód ciał w marszu, choć martwych,

Obraz się wtapia w tęczówki szarej barwy.

Drugi powód do szczęścia to fakt, że wśród emocji przelanych na album przeważają melancholia i w pewnym sensie ironiczne rozczarowanie, a nie rozpacz miłosna, bo zdarzały się w karierze rapera też takie utwory. Zresztą po wpisaniu pseudonimu Witka w wyszukiwarkę YouTube można wpaść w bardzo przykry dysonans poznawczy, którego można użyć do podsumowania jego kariery. Oficjalny klip na kanale Tusza do Bez ciebie nie ma mnie, przyzwoicie trueschoolowego podsumowania rozpadania się związku z kilkoma bardzo dramatycznymi linijkami (nie tylko pod względem emocjonalnym), ma na chwilę obecną 12 tysięcy wyświetleń. Wyjątkowo kiczowaty i tandetny blend na kanale SzUstego (czyli zmiksowanie wokalu i podkładu z dwóch różnych utworów) ma wyświetleń… półtora miliona. Właściwie na 10 pierwszych wyników 7 stanowią blendy. To jest jakiś obłęd (pun not intended).

Niemniej jednak należy cieszyć się z tego, że Igły pozwoliły Zaburzeniom się przebić na tyle, że zagrali w końcu trasę koncertową poza granicami wyobraźni członków zespołu, a także sprzedali pewnie trochę więcej płyt, niż zwykle. Gratyfikacja finansowa z kolei prawdopodobnie pozwoliła Witkowi na wyjazd na Islandię, a z niego, jak widać, zdołał już wykuć kolejny sukces. W natłoku innych zajęć Zaburzenia przycichły muzycznie, choć ostatnio pół żartem, pół serio pojawił się post czyniący aluzję do premiery kolejnego projektu w tym roku. Warto trzymać rękę na pulsie, byle tylko nie trzeba było czekać na jesień.


Czego jeszcze warto posłuchać?

Zaburzenia – Sny w których ginę na YouTube i Spotify

Debiutancki album w tym składzie. Taki sam ładunek emocjonalny w tekstach, trochę mniej spektakularne bity. Niewiele brakuje mu do kontynuacji, zabrakło tylko szczęścia przy odbiorze.

Szatt – Bloom na Spotify

Bardzo dobrze oceniany debiut instrumentalny Szatta, cieplejszy od produkcji z Zaburzeń, ale kompozycyjnie używający tych samych narzędzi i trochę bardziej bogatszy aranżacyjnie.

Nocne Nagrania – Linia 00:14 na YouTube

Jeden z moich ulubionych albumów. Nocny, klimatyczny, bogato czerpiący z sampli i cutów ze starych polskich filmów, bardziej hip-hopowy i klasyczny niż reszta wymienionych pozycji, ale niezdominowany przez rapujących gości.


Album: Igły

Artysta: Zaburzenia

Label: independent

Rok wydania: 2015

Igły  na Spotify i YouTube

Zaburzenia na FB

Kuba Witek na FB

Szatt na FB

Kuba Witek na YT


Polub Z CYKLU na Facebooku, żeby wiedzieć, kiedy ukaże się kolejny tekst: o, tutaj.

Jeżeli posiadasz konto na Instagramie, możesz tam śledzić autora: tl3vis



Aleksander Księżopolski

Absolwent translatoryki i filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim. Od zawsze miłośnik dziwnych mieszanek; fan hip-hopu, science-fiction z twarzą Philipa K. Dicka, a także anime. Pisuje opowiadania i tłumaczy różne różnostki. Uczy się absurdu od Kafki, Camusa i Gombrowicza. Można go śledzić jako @tl3vis na Instagramie.