Szorstka egzotyka

Bonson/Rasmentalism. Ostatni taniec

Odszedł za wcześnie trochę może ale wiesz ogólnie,
Dziś pewnie poszlibyśmy w tango jeszcze przed południem.

Początek roku to ryzykowny czas na premierę płyt, bo pamięć publiki i krytyków bywa krótka, więc trudno styczniowym pozycjom przebić się do podsumowań. Nie powstrzymało to jednak Bonsona i Rasmentalismu od ruszenia w taniec tego samego dnia, czyli 26 stycznia. Rasmentalism po raz kolejny zmienił kategorię, a Bonson zaprezentował brutalne pijane pogo, w którym łokciami obrywają wszyscy, a najbardziej on sam.

Tango to czwarta płyta Rasmentalismu, który zadebiutował w 2013 roku, i czwarta odsłona zespołu. Pójście w taniec nie odnosi się jednak tylko do tytułu tego albumu. Gdyby rap był tanecznym Grand Prix, to każda płyta to inny styl, inne proporcje. Za młodzi na Heroda było ładnie raperskie, pełne determinacji (Umarł król, niech żyje!) upstrzone metaforami, soulowe –  Ment przedstawił się jako doskonały, w końcu wyważony producent. Druga płyta, Wyszli coś zjeść, była okazją do poszerzenia pola muzycznego, która pozwoliła na pewne eksperymenty brzmieniowe (arabeska w Systemie interwałów). To również także pierwsze deklaracje Rasa o tym, że nie jest raperem oraz jego konfrontacja z sukcesem i budzikiem na 13:00. Przy 1985 Ras zaznaczał, że interesuje go treść, że hip-hip ma być o czymś… Mówił też o Wschodzie i kazał ludziom zdejmować buty, przy okazji kombinując dużo z wokalem (nie zawsze udanie), a poważnie ograniczył swoje charakterystyczne, złożone metafory. Wtedy skończył się ciekawy okres dojrzewania, o którym mówił Flint, a który przez krytyków był przyjęty jeszcze lepiej niż debiut.

Można przypuszczać, że 1985 nie przypadło do gustu słuchaczom, tak jak krytykom, ponieważ Rasmenci grali trochę mniej koncertów, a przy okazji wywiadu dla NewOnce Ras oznajmił, że jego podejście do muzyki znów się zmieniło: zaczęła interesować go głównie muzyczność,  ma być przyjemnie, mięso ma wejść z cekinami, mimo że nikogo nie obchodzi, co ma do powiedzenia.

Dlatego Tango to swoisty powrót do korzeni; do tych kawałków, które sprawiały, że słuchacz czuł z głośników promienie słońca. Opis płyty zapowiada świadomą zabawę formą i muzyką, a sam raper też podkreślał, że chciał dać muzyce wybrzmieć, a nie ją zagadywać. Można polemizować z tym, czy jest to „miejska historia miłosna” czy „spopowienie” oraz „warszawocentryzm” i idące za tym spłycenie tematyczne, ale jedno jest pewne: udało im się stworzyć album bardzo przyjemny dla ucha. Na pewno dużo jest prawdy w zdaniu, że Tango brzmi jak płyta Flirtini (zespół Mentosa, muzycznej połówki Rasmentalismu), na której Ras jest tylko gościnnie. Może i przyszedł zrobić życiu zdjęcie, ale został namalować obraz, farby dobiera doskonale, a pędzlami potrafi się posługiwać jak mało kto, ale finalnie w ramach może znaleźć się mniej treści, niż chcieliby jego starzy fani. Być może niezwykle trafne dobranie gościnek zaowocuje odbiciem w popularności, czego im życzę.

W przypadku Bonsona na treść naprawdę nie można narzekać. Jeżeli nowy Rasmentalism to sprawnie poprowadzone tango, w którym zgadzają się figury, ale może czasem widać markowany uśmiech, a pasja momentami wchodzi w sepię, to Bonson to pijane, wściekłe i wściekle smutne pogo, rzucanie się w tłumie, szarpanie i bycie szarpanym, wymierzanie łokci i kolan w innych, ale też często przyjmowanie ich na siebie. Jeśli Tango jest ładnym miejskim obrazkiem o miłości, Instagramie i rekreacyjnych narkotykach, to Postanawia umrzeć jest spektakularnym rzygiem, w którym widać wymieszaną wódę, życiową niestrawność i podejrzane proszki. Na szczęście treści albumu daleko do Paulo Coelho.

Nie jest to nowy Bonson – to ten sam, którego słuchacze znają od debiutu Historii po pewnej historii z Matkiem z 2011 roku. To Bonson, który schował się na dwa legale (również z Matkiem) i który wystawiał łeb na Bonsoulach i AF. Sęk w tym, że krążki wyprodukowane przez Soulpete’a miały inny ton. Przebijał się przez nie smutek – tak – ale muzykę tworzył gniew, frustracja dopowiadała kroki, w innych przypadkach prym wiódł Bonson dyletant, mający na wszystko wywalone (szczególnie Bonsoul 3), lub Bonson technik, próbujący związać sznurówki kilku różnych butów, w efekcie łączący różne tańce-połamańce, ale pląsający nawet zgrabnie (solowe Znany i lubiany podzielone na część new- i oldschoolową).

Że na Postanawia umrzeć rapuje ten sam Bonson, można domyślić się po tym, że powtarzają się wersy, na przykład o tym, że mi mówili maratończyk, kilku chciało mi dotrzymać kroku, zara poszli z trzeciego Bonsoula. Tylko że teraz – w kontekście przywoływanych obrazów upodlenia alkoholowego, kłótni rodzinnych, bólu, który sam sobie sprawia, gdy zawodzi córkę – ma on wydźwięk zgoła inny. Te karuzele kontekstów, życiowych i muzycznych, przejawiają się na kilku poziomach na płycie, szczególnie w Pozorach i Borderze, a wypisać jedną parę wersów to jak nie napisać nic: tego trzeba posłuchać. Rap Bonsona ani na moment nie przestaje trzymać poziomu pod  względem technicznym, choć naprawdę nie musi. Dodajmy do tego bardzo nośne refreny i zdecydowanie widać, że gospodarz jest wyśmienitym raperem.

Inna sprawa z gośćmi, którzy przy gospodarzu wypadają zwyczajnie blado. Najlepiej wypadł Flojd, bo najmniej odstaje umiejętnościami rapowymi, a KPSN, który zajmował się głównie produkcją, rapuje poprawnie, a przy Bonsonie to jak prosić o zapomnienie. Niestety o Łuszym i Cywińskim lepiej nie wspominać, ale szczęśliwie zamykają się w jednym numerze. Zaproszone wokalistki radzą sobie nieźle, a szczególnie wyróżnia się Roma.

Jeżeli Mentos jest producentem uznanym, z marką potwierdzoną kilkoma albumami zespołu, składankami Flirtini i imprezami, to KPSN jest niemalże anonimem. Nie jest też Soulpete’em, ale potrafi zaskoczyć nieoczywistymi dźwiękami i wyciągnąć z Bonsona to, co najlepsze, na przykład w ciekawych, noonowskich Czymś więcej i Razach, które są moim faworytem z albumu, czy ze drugoplanowym, szwendającym się basem w Rano. Wcześniej wspominałem też o karuzeli muzycznej: przejścia w Borderze i Pozorach naprawdę sprawiają, że krew płynie szybciej. Są też momenty, które mogą się słuchaczom kojarzyć z Muzyką poważną Pezeta i Noona, a to komplement dla obu panów. Na osobną pochwałę zasługuje podkład autorstwa Pelo w Chcesz mnie poznać, z jęczącą i melancholijną gitarą. Raper jest tak zespolony z muzyką, że naprawdę trudno mi wyobrazić sobie jakieś remixy, szczególnie numeru tytułowego:

W normalnej sytuacji zarówno Rasmentalism, jak i Bonson to muzycy, po których można spodziewać się konkurencji o tytuł płyty roku. Jest jeden szkopuł: osobno obie płyty są zdecydowanie warte polecenia, choć dla zupełnie różnych słuchaczy i różnych nastrojów. Lecz w muzyczno-tanecznym Grand Prix ładne tango Rasmentów po prostu znika w starciu z tańcem ze śmiercią Bonsona przy akompaniamencie reszty klubu 27. Widać to było przy pierwszym i szczególnie drugim zestawieniu OLiS. Mam przeczucie, że pozostanie tak do końca roku. Reszta raperskiej braci ma bardzo trudne zadanie, jeżeli chce zaistnieć w 2018 roku.


Czego jeszcze warto posłuchać?

Almost Famous – Almost Famous

Album, o którego wielu zaletach już wcześniej pisałem. Najbardziej zbliżony wydźwiękiem do Postanawia umrzeć.

Rasmentalism – Za młodzi na Heroda

Najlepszy debiut od lat – tak mówiło się o pierwszym legalu Rasmentów wypuszczonym nakładem Asfaltu. Całkowicie zasłużenie. Bardzo przyjemne podkłady, teksty z jednej strony życiowe, z drugiej – słoneczne. Ogrom zabaw słowem. Najlepiej sprawdzić: 9 żyć, Umarł król, niech żyje i Off.


Polub Z CYKLU na Facebooku, żeby wiedzieć, kiedy ukaże się kolejny tekst (o, tutaj), a nic nie stoi na przeszkodzie, by sprawdzić nasze inne ciekawe artykuły, na przykład pierwszy tekst o Vernianach lub rozważania o pięknie i bestialstwie, i innych baśniowych problemach.

Jeżeli masz konto na Instagramie, możesz tam śledzić autora: tl3vis.


Album: Tango

Artysta: Rasmentalism

Label: Asfalt

Rok wydania: 2018

Niepełne Tango na YT i pełne na Spotify

Rasmentalism na FB

Album: Postanawia umrzeć

Artysta: Bonson, prod. KPSN

Label: StoproRap

Rok wydania: 2018

Niepełne Postanawia umrzeć na YT i pełne na Spotify

Bonson na FB

KPSN na FB


Aleksander Księżopolski

Absolwent translatoryki i filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim. Od zawsze miłośnik dziwnych mieszanek; fan hip-hopu, science-fiction z twarzą Philipa K. Dicka, a także anime. Pisuje opowiadania i tłumaczy różne różnostki. Uczy się absurdu od Kafki, Camusa i Gombrowicza. Można go śledzić jako @tl3vis na Instagramie.