Ścieżki malarstwa

Czy malarstwo kłamie?

Źródło grafiki: http://zwierciadlo.pl/2011/kultura/sztuka/andrea-pozzo-i-jego-niesamowite-trojwymiarowe- freski/attachment/flickr-205683149-hd
Malarstwo, podobnie jak inne sztuki przedstawiające, bardzo długo zniewolone było przez pragnienia artystów i oczekiwania odbiorców, zasadzające się na konieczności dokładnego i realistycznego odtworzenia rzeczywistości. Mimetyzm oznacza dążenie do naśladowania świata, do przedstawiania go takim, jakim jest „naprawdę”. Gdy jednak pytamy o „prawdziwość” rzeczywistości, musimy zadać sobie pytanie, na jakiej zasadzie demaskujemy bądź potwierdzamy jej realność. Ostatecznie każdego człowieka cechuje inna percepcja, wynikająca zarówno z naszych uwarunkowań biologicznych, jak i społecznych. Charakter zjawisk postrzeganych zmysłowo jest rzeczą umowną i choć w wielu przypadkach nie wpływa on na nasze codzienne funkcjonowanie (gdyż intelekt i doświadczenie niwelują te i tak niewielkie różnice), warto jednak o tym pamiętać, kiedy używa się określeń totalizujących.



Jeżeli malarstwo przez całe wieki dążyło do oddania świata widzialnego w sposób całkowicie realistyczny i mimetyczny, możemy z całą pewnością uznać – nawet zapominając o powyższych rozważaniach – że temu zadaniu nie podołało. Farba na płótnie bądź drewnie nigdy nie zatraci swej materialności ani swego charakteru. Obraz malarski nie zyska nigdy głębi przestrzeni i nie ucieknie od płaskości podłoża. Zastygłe na wieczność postacie, choćby nawet rozrywały je eksplozje ekspresji, nigdy nie ruszą się z miejsca, nigdy nie wyjdą poza pewną sugestię ruchu. Świat obrazu zawsze będzie ograniczony ramami płaskiej powierzchni, na której się znajduje, zawsze będzie więc „jedynie” reprezentacją. Zarówno absolutny realizm i autentyczność dane fotografii, jak i nieskrępowany ruch będący domeną kina pozostają niedostępne malarstwu – tej starej, anachronicznej sztuce, mogącej tak niewiele wnieść do wielkiego zbioru sztuk, utrwalających świat takim, jak go widzimy „naprawdę”.

Świadomość własnych ograniczeń pozwala przekuć słabości w siłę – jakkolwiek banalnie to brzmi, warto podkreślić ten fakt oraz odnieść go do sytuacji malarstwa, które w XIX wieku zostało zwolnione z niewykonalnego wręcz obowiązku nałożonego nań przez kulturę. Fotografia, oraz (wkrótce potem) film osiągnęły niemal najwyższy poziom mimetyzmu (najwyższym byłaby nieodróżnialność, do której dąży wirtualna rzeczywistość), tym samym pozwalając malarzom na odszukanie drogi wykorzystującej specyfikę medium i specyfikę sztuki. Oczywiście również ten aspekt twórczości poszczególni autorzy eksploatowali już od dawna. Obraz iluzjonistyczny czy realistyczny, a tym bardziej barokowy, renesansowy czy średniowieczny, nigdy nie był jedynie próbą pokazania rzeczywistości zgodnej z tym, jak ona się nam objawia, lub jak my ją widzimy. Zawsze okazywał się pewną interpretacją, zawsze zawierał w sobie również inne elementy: symboliczne, ilustracyjne, „literackie” i czysto formalne. W XIX wieku pewne podstawowe ograniczenie zniknęło, co dało twórcom niespotykane dotychczas możliwości.

Malarstwo zawsze kłamie i zawsze mówi prawdę. Wbrew pozorom nie jest to sprzeczne, gdyż malarstwo (jak każda inna sztuka) zawsze dąży do powiedzenia pewnej prawdy (o świecie, o ludziach, o autorze, o sobie samym) za pomocą sztucznych środków, za pomocą kłamstwa. Można również rzec, że malarstwo kłamie, ale to jak się tym kłamstwem posługuje, pokazuje pewną prawdę o czasach, w których powstaje dane dzieło, a także prawdę o jego autorze oraz o świecie, w którym tworzył. Takim kłamstwem jest perspektywa próbująca ukazać rzeczywistą, fizyczną i przestrzenną konstrukcję świata, będącą niemożliwą do idealnego oddania na płótnie. To „próbowanie” jest jednak pozorne, gdyż perspektywa – przynajmniej w interpretacji Panofskiego, znanego historyka sztuki – ukazuje nie rzeczywistość fizyczną, lecz społeczno-mentalną, stanowi więc obraz tego, jak ludzie postrzegali swój świat. Tym samym perspektywa geometryczna (renesansowa) jako absolutne kłamstwo z punktu widzenia realizmu, stojące w sprzeczności z możliwościami naszego zmysłu wzroku, pozostaje prawdziwa jako reprezentacja wyobrażeń o świecie towarzyszącym odrodzeniowym artystom i myślicielom. Świecie idealnie uporządkowanym i racjonalnym, świecie, od którego człowiek może się odseparować, aby pojąć go swym naukowym Rozumem –  zbadać go, zrozumieć i opanować. W średniowieczu wielkość postaci przedstawianych na obrazach zależała od ich społecznego statusu – i to również był rodzaj perspektywy. Król w zestawieniu z chłopem jawił się jako olbrzym. Z jednej strony jest to rozwiązanie kompletnie nierealistyczne, z drugiej zaś bardzo logiczne, czytelne i „prawdziwe”.



Gdy mówimy o fotografii i jej wpływie na obraz malarski, być może należy stwierdzić, że malarstwo stało się mniej „zakłamane” wtedy, gdy mogło zostać zastąpione przez fotografię. Przywołajmy znaną definicję malarstwa modernistycznego, które uznaje obraz za (przede wszystkim) płaską powierzchnię pokrytą farbami w odpowiednim porządku. Taka definicja pozwala oczywiście tworzyć nie tylko dzieła w duchu postimpresjonizmu czy abstrakcję, lecz także obrazy figuratywne i realistyczne, z tym że funkcja tej sztuki się zmieniła. Malarstwo w końcu przestało udawać, że jest czymś innym niż w rzeczywistości. Oczywiście potem przychodziły kolejne nurty, definicje i filozofie się zmieniały, niemniej jednak malarstwo nie musiało już przedstawiać rzeczywistości za pomocą „kłamstwa” iluzji.


Witold Dąbrowski

Absolwent kulturoznawstwa, student grafiki na warszawskiej ASP, pisarz amator. Pasjonat sztuk wizualnych i literatury (którymi stara się zajmować zarówno teoretycznie, jak i praktycznie), uwielbia fantastykę, muzykę elektroniczną, mistykę i surrealizm.