Ścieżki malarstwa

Zbuntowani artyści

Twórców często kojarzy się z buntem i z działaniem na przekór zasadom – zarówno artystycznym, jak i społecznym. Kojarzy się ich także z walką jednostki ze skostniałą masą ludzką lub despotyczną tradycją. I nie bez powodu. Wiele zmian w obyczajowości, kulturze i świadomości społeczeństw poprzedzają analogiczne zmiany w świecie sztuki. Artyści bywają często awangardą rewolucji i przemian, nierzadko wspomagają swoją twórczością rebelie i bunty. Błędne byłoby jednak założenie, że wszyscy malarze to z zasady buntownicy – podobnie jak w każdej innej dziedzinie życia, jednostki wywrotowe są mniejszością występującą przeciw większości. Artyści również najczęściej buntowali się przeciw dyktaturze poprzedniego pokolenia artystów.



W romantyzmie stosunek do ludzi sztuki stał się specyficzny, zyskali oni inny status niż wcześniej. Zbuntowanych indywidualistów, którzy czerpią inspirację z wnętrza duszy i tworzą dla samej rozkoszy tworzenia, raczej nie dało się uświadczyć w czasach preromantycznych. Po prostu pozycja i rola malarza, muzyka czy poety była wtedy zupełnie inna. Współcześnie (może nawet od lat 20.–30. XX wieku) odchodzi się od romantycznego obrazu twórcy, artysta ponownie pragnie pełnić jakąś konkretną, przydatną i niezbędną funkcję w społeczeństwie, a nie być wyrzutkiem, nieszczęśliwym indywidualistą.

Oczywiście w XX wieku istniało tyle postaw i nurtów oraz tyle interpretacji roli twórcy, że ciężko jest stawiać takie ogólne twierdzenia. Niemniej w zasadzie każdy awangardowy nurt buntował się – zarówno przeciw dawniejszej sztuce, jak i przeciw stosunkom społecznym. Czasem był to bunt jednostki przeciw masie, a czasem bunt masy i społeczności przeciw indywidualistom. A za najbardziej chyba burzliwy i pełen buntu okres w sztuce można uznać początek XX wieku, a ściślej – jego pierwsze trzy dekady.

Pod koniec pierwszego dziesięciolecia zawiązało się ugrupowanie futurystów, które jak każdy z ruchów awangardowych, dążyło do szeroko zakrojonych zmian, wykraczających poza same działania artystyczne. Z tego też wynikał mariaż ideologiczno-polityczny z włoskimi faszystami, których futurystyczni malarze wspierali swoją sztuką. Futuryzm był jednak ruchem skomplikowanym i mimo bliskich powiązań z partią faszystowską miał wiele interesujących cech. Najbardziej charakterystyczny był dla jego przedstawicieli narkotyczny zachwyt nad techniką, postępem, maszynami, rozwojem technologii, szybkością, ruchem i wszystkim, co wiązało się z nowoczesnym światem początku XX wieku. Ponieważ artyści tworzący w tym nurcie działali przed pierwszą wojną światową, mogli sobie jeszcze pozwolić na ten naiwny zachwyt nad wielkością technokratycznej cywilizacji. Buntowali się więc przeciw szeroko rozumianej tradycji, przeciw klasycznym wzorcom piękna i dawnej estetyce, wprowadzając w jej miejsce swoje własne, nowe kategorie. Samochody, ruch uliczny, wojny, zniszczenie, chaos nowoczesności – to wszystko było dla nich piękniejsze niźli dzieła antyczne lub renesansowe, które przedstawiciele sztuki akademickiej uznawali za oczywisty wręcz wzorzec estetyczny.



Ruchy awangardowe pragną rozbić stary porządek i zbudować nowy, oparty na lepszych zasadach. Do tego doprowadzić powinna między innymi rewolucja w sztuce. Taka postawa ma w sobie sporo szaleństwa, a jeszcze więcej naiwności. Futuryści postulowali między innymi wprowadzenie absolutnie karkołomnego sposobu zarządzania przestrzenią miejską. Pragnęli, by co kilka–kilkanaście lat wyburzać do gołej ziemi wszystkie miasta i budować je od podstaw, w zgodzie z najnowszymi trendami i osiągnięciami technologii. Miało to sprawić, że miasto będzie zawsze nowoczesne i postępowe, a wszystkie zabytki i inne starocie znienawidzone przez przedstawicieli futuryzmu (w większości Włochów, co pewnie nie jest bez znaczenia, gdy się zastanowić nad genezą ich nienawiści do antyku, zabytków i tradycji) przestaną „szpecić” zdrową tkankę miejską.

Innym uroczym pomysłem grupy futurystycznej było powołanie parlamentu artystów, który miał zastąpić skorumpowany i nieefektywny parlament funkcjonujący dotychczas. O ile można uwierzyć w szczerość intencji twórców i zrozumieć przekonanie, że być może malarze i poeci działaliby na rzecz państwa z większym oddaniem niż elita polityczna (choć jest to zapewne jedynie romantyczna nadzieja), o tyle wiara w zdolność artystów do porozumienia się ponad podziałami i większe umiejętności organizacyjne była już zupełnie nieuzasadniona.

Kolejnym awangardowym kierunkiem, który w swym buncie poszedł nawet jeszcze dalej niż futuryzm, był dadaizm. Nurty te są od siebie bardzo odległe, w zasadzie znajdują się na dwóch biegunach sztuki awangardowej, i każdy z nich buntował się w nieco inny sposób i przeciw czemu innemu. Dadaizm i trochę późniejszy surrealizm dążyły nie tylko do zanegowania porządku społecznego i wartości estetycznych, ale również do zanegowania samej sztuki, artysty, a także sposobu postrzegania rzeczywistości. O surrealizmie pisałem już jakiś czas temu w tekście o Maxie Ernście, dlatego nie będę się zagłębiał w jego skomplikowaną naturę. Dadaizm zaś – bezpośredni przodek surrealizmu – był ruchem w gruncie rzeczy bardzo prostym. Jego przedstawiciele uznali, że należy zupełnie zerwać z całą zachodnioeuropejską tradycją, z jej destrukcyjnym postępem, ideologią i filozofią wytwarzającą abstrakcyjne i oderwane od rzeczywistości teorie i wartości. Zdaniem dadaistów wszystko się przewartościowało, a cywilizacja europejska zgniła, należało więc ją zwalczyć. Głównym celem ataków była właśnie sztuka, przez ostatnie sto lat tak bałwochwalczo wywyższana ponad inne formy działalności człowieka.

Dadaiści, ogarnięci traumą pierwszej wojny światowej, buntowali się przeciw pragmatycznej, płytkiej umysłowości mieszczańskiej, która zdominowała kulturę Europy i stała się, ich zdaniem, jednym z powodów wybuchu największego konfliktu zbrojnego w dziejach ludzkości. Dla tych artystów była już tylko jedna droga – zniszczyć to, co pozostało, zrównać z ziemią cały ten fałszywy porządek i pozostawić zgliszcza. Dadaiści nie chcieli zbudować nic nowego, ich żywioł stanowiły chaos, kpina, groteska, absurd i destrukcja. Malarstwo było ich wrogiem, gdyż było najpopularniejszą i najbardziej klasyczną ze sztuk wizualnych, główną ostoją akademików. Dlatego właśnie dadaiści tworzyli nowe techniki artystyczne, takie jak kolaż, fotomontaż czy ready-mades. To ostatnie zyskało szczególną sławę za sprawą luźno związanego z dadaistami Marcela Duchampa, który w 1917 roku wywołał ogromny skandal: wystawił w muzeum paryskim pisuar, podnosząc tym samym zwykły i niezbyt szlachetny przedmiot do rangi dzieła sztuki.



Dochodzimy więc do punktu, w którym to malarstwo, podobnie jak inne „klasyczne” gatunki sztuk wizualnych, staje się celem ataków artystów. Oczywiście w tamtym czasie miało się ono jeszcze dobrze i przez długie lata stanowiło główne pole eksperymentów formalnych dla wielu nurtów i wielu twórców. Istotne jest jednak to, że w czasach pierwszej awangardy artyści zdołali podważyć niemal wszystkie pewniki i wszelkie kategorie, jakie odziedziczyli po dawnych pokoleniach. Był to okres wielkiego buntu i wytyczania nowych dróg. W buncie tym malarstwo i inne sztuki dokonały niesamowitych rzeczy i być może nieco się wypaliły.


Witold Dąbrowski

Absolwent kulturoznawstwa, student grafiki na warszawskiej ASP, pisarz amator. Pasjonat sztuk wizualnych i literatury (którymi stara się zajmować zarówno teoretycznie, jak i praktycznie), uwielbia fantastykę, muzykę elektroniczną, mistykę i surrealizm.