Ścieżki malarstwa

Mrok, porno i tandeta – czyli Zdzisław Beksiński

Zboczeniec i impotent. Twórca kiczowatych obrazków porno, miłośnik perwersyjnej demonologii, prowokator i odludek. Człowiek znienawidzony przez wielu, odrzucany przez środowiska artystyczne i wielkie instytucje. Wielbiony pod niebiosa przez fanów horrorów, fantastyki i mroku. Z zewnątrz – sympatyczny okularnik. W środku – człowiek trochę mroczny i dziwny: wesoły, pewny siebie, a jednocześnie nerwowy, zagubiony. Dobra, miła i inteligentna postać, której najciemniejsze pokłady duszy były pożerane przez pasożytnicze demony.



Ludzie mówili, że na rodzinie Beksińskich ciąży klątwa. Zofia po długoletniej i ciężkiej chorobie zmarła i pozostawiła załamanego męża i niedojrzałego syna, 40-letniego dzieciaka o rozchwianej osobowości. Smutne, lecz taka śmierć to nic niezwykłego, nie niesie ze sobą widma przekleństwa.

Co dalej? Rok po śmierci matki Tomasz Beksiński, kultowy „Wampir” z radiowej Trójki i charyzmatyczny dziennikarz muzyczny, podjął piątą próbę samobójczą, tym razem zakończoną sukcesem. W pożegnalnym liście do ojca przepraszał go za swój egoizm, za psychiczne męczarnie, jakie zadawał rodzicom przez ponad 20 lat – odkąd w wieku 16 po raz pierwszy spróbował się zabić. Przepraszał za wymuszanie na nich ustępstw poprzez grożenie kolejnym zamachem na swe życie, za awantury, które serwował matce, gdy ta nie spełniała jego życzeń, za gburowatość i egocentryzm, rozchwianie emocjonalne i arogancję. Tomasz Beksiński czuł się wewnętrznie martwy od chwili, gdy wszedł w dorosłość. Jego rodzicie przez 20 lat żyli w nieustannym strachu, że ich syn – dorosły przecież, ale zupełnie niedojrzały i nieprzystosowany – za chwilę po raz kolejny spróbuje się zabić.

Zdzisław Beksiński przeżył śmierć swojej ukochanej żony i samobójstwo zdruzgotanego psychicznie syna. Widział, jak Zofia stopniowo umiera na jego oczach, podobnie jak Tomasz, który przez lata był żywym trupem. Sam Zdzisław, opętany przez całe życie mrocznymi wizjami i rozkładającymi go wewnętrznie fobiami,dokonał żywota sześć lat po synu. W 2005 roku Paweł Handler [1] – syn zaprzyjaźnionej pomocy domowej malarza – zadaje Beksińskiemu 20 ciosów nożem i zabija go w jego własnym mieszkaniu.

Nie ma oczywiście znaczenia, czy na Beksińskich faktycznie ciążyła klątwa. Ważniejsze są fakty sprawiające, że życie Zdzisława i jego bliskich jawi się jako pole nierównej walki między szaleństwem i pragnieniem normalności, między strachem i odwagą, sztuką, która daje ukojenie, i wewnętrzną pustką, która powoli pożera wolę życia. Walki ze śmiercią, która fascynuje i pociąga, oraz walki z życiem, które nie chce być tak piękne, jak powinno.Przez 76 lat Zdzisława prześladowały koszmary własnej śmierci, wizje wewnętrznego rozkładu i zniszczenia oraz kresu swego syna i rodziny (do najczęściej powtarzających się snów należał ten o jego ojcu powstającym z grobu oraz o synu, którego mordował własnymi rękami). Bał się dotyku, podróżowania, czuł odrazę do kobiet w ciąży, miał skłonności masochistyczne i kompleksy związane ze swym niemęskim wyglądem. Jednocześnie był osobą niezwykle dobrą i niekonfliktową, kochającym ojcem i mężem. Nieustannie balansował na granicy szaleństwa i najbardziej bał się, że przez swoje demony znienawidzi bliskie mu osoby.

Kilka faktów biograficznych. Zdzisław urodził się w Sanoku w roku 1929. Spędził tam większość swego życia, nie licząc okresu studiów architektonicznych w Krakowie, oraz ostatnich kilkunastu lat, które przeżył na warszawskim Służewie. Od dziecka pragnął zostać reżyserem filmowym, jednakże sytuacja finansowa uniemożliwiła mu podjęcie drugich studiów (swoją drogą, wizja Beksińskiego jako filmowca jest niezwykle intrygująca). W latach 50. i 60. uznawano go za jednego z najbardziej obiecujących twórców polskiej awangardy. Jego zdjęcia, rzeźby i obrazy, bliskie stylistyce  abstrakcjonizmu, zdobywały szacunek środowisk artystycznych, zapewniły mu pewną sławę i budowały renomę.

W tym czasie Beksiński para się różnych prac,aby utrzymać żonę i syna –zarządza budową, pracuje jako architekt (co uważa za pracę nudną i mało kreatywną, do tego wymagającą ustawicznego picia alkoholu z różnymi oficjelami, czego nie znosi) czy pełni funkcję „plastyka” w sanockiej fabryce pojazdów Autosan (gdzie jego nazbyt awangardowe projekty nie zdobywają mu popularności). Jest biedny i z trudem wiąże koniec z końcem; mimo to w pewnym momencie (1967) postanawia rzucić wszystko i przez rok nauczyć się malować na tyle, by móc z tego zarabiać. Ów moment można uznać za narodziny jego wielkiej kariery jako malarza –to początek tak zwanego okresu fantastycznego, czyli tego, z którym najbardziej kojarzy się Beksińskiego.

Począwszy od połowy lat 70. aż do schyłku życia, Beksiński miał status artysty kultowego i popkulturowego. Podziwiało go grono oddanych fanów, zarówno wśród marszandów i artystów, jak i ludzi kompletnie ze sztuką niezwiązanych i często nie interesujących się nią. Jest może najbardziej popularnym i rozpoznawalnym polskim malarzem na świecie – nie tyle z punktu widzenia wielkich galerii i instytucji, ile odbiorców kultury popularnej. Wchłonęła ona Beksińskiego i sama zaczęła go wykorzystywać: wielu grafików, malarzy czy muzyków na świecie przyznaje się do fascynacji Beksińskim (choćby zespół metalowy TOOL, którego członkowie otwarcie o tym wspominają).



W Polsce Beksiński ma zdecydowanie gorszą prasę.Polskie środowiska artystyczne nie lubią go z wielu powodów. Dla nich malarz niepotrzebnie zerwał niegdyś z formalizmem i poszedł w stronę fantastycznych, przerysowanych, niemalże akademickich obrazków. Jego dzieła mają charakter narracyjnych niby-ilustracji, schlebiających poślednim gustom. Niechęć ta przejawiła się chociażby w niedawnej awanturze związanej z przekazaniem wielkiej kolekcji obrazów Beksińskiego warszawskim publicznym instytucjom sztuki. Jak się okazuje, żadna nie miała ochoty przyjąć (za darmo!) tego zbioru i nie była zainteresowana stałym wystawianiem Beksińskiego.

A samo malarstwo? Obrazy tego artysty oddziałują mocno na odbiorcę, są niezwykle charakterystyczne i bezkompromisowe w swym charakterze. Dla samego Beksińskiego nie stanowiły – jak można sądzić – próby psychicznej samopomocy, nie były też szaleńczym wykwitem ani kiczem, malowanym pod publikę i dla pieniędzy. Beksiński traktował je z dystansem, lubił nimi szokować, a przy tym fascynował się fantastyką, szaleństwem i mrokiem. Malowanie uważał za swoistą zabawę. Cieszył się, że nazywają go „zboczeńcem i impotentem”, gdyż w ten sposób czuł, że przełamuje pewne tabu. Dla mnie jego obrazy balansują na granicy kiczu i subtelnej kreacji, raz opadając w czeluście najgorszej tandety, a raz wznosząc się na wyżyny artystycznej wrażliwości.



Na koniec słowo o owym dystansie Beksińskiego do własnej twórczości. Mówi to wiele o jego skomplikowanym charakterze, który pozwalał mu maniakalnie się czymś fascynować i jednocześnie wznieść się ponad to. Czarny humor to kolejne słowo-klucz, którym można spróbować opisać życie Zdzisława i Tomasza Beksińskich. Groteska przemieszana z depresją, dowcip podszyty mrokiem. Ostatecznie nie kto inny jak Tomasz Beksiński tłumaczył z angielskiego wykwity Latającego Cyrku Monty Pythona.

Znana jest historia opowiadana przez Tomka, w której przedstawia stosunek swego ojca do muzyki. W latach 70. Zdzisław Beksiński zakochał się w hard rocku i puszczał na cały regulator Deep Purple lub Black Sabbath. Zawsze przy muzyce malował, tak więc tworząc swoje – często bardzo misterne – obrazy, jednocześnie głośno tupał nogą w rytm. Pewnego razu, podczas tej właśnie czynności, przeżył niesamowity dreszcz rozkoszy przebiegający od czubka głowy aż po koniuszek kręgosłupa. Uznał to za znak, że właśnie tak powinno słuchać się tej muzyki – na cały regulator i głośno tupiąc nogą. Chwilę później okazało się, że ów dreszcz spowodował jeden z jego obrazów, który w wyniku drgań spadł ze ściany i walnął go w głowę.

Biografia Beksińskich dostarcza skrajnych emocji – i chyba to jest najbardziej fascynujące.     



[1] Magdalena Grzebałowska, Beksińscy. Portret podwójny, Kraków 2014.

Witold Dąbrowski

Absolwent kulturoznawstwa, student grafiki na warszawskiej ASP, pisarz amator. Pasjonat sztuk wizualnych i literatury (którymi stara się zajmować zarówno teoretycznie, jak i praktycznie), uwielbia fantastykę, muzykę elektroniczną, mistykę i surrealizm.