Kultura w dymkach

Między rozrywką a filozofią – rozedrgane wizje Joanna Sfara

Źródło grafiki: i.huffpost.com/gadgets/slideshows/278297/slide_278297_2053141_free.jpg
Zostajemy jeszcze we Francji, kraju, który wydał na świat wielu ważnych oraz wyjątkowych twórców powieści graficznej. Jednym z nich jest właśnie Joann Sfar – rysownik, scenarzysta, satyryk i reżyser filmowy pochodzenia żydowskiego. Nas interesować będą szczególnie dwa pierwsze aspekty jego twórczości. Przede wszystkim ze względu na to, że artystę wyróżniają dwie rzeczy: jego niepodrabialny (choć nie do końca, ale o tym za chwilę) styl oraz szeroki wachlarz poruszanych przez niego tematów.
Zacznijmy od kreski: wpierw drżącej i falującej, a przez to niemalże żywej, chwilę potem zaś statycznej i konkretnej, ujętej w karby. Styl Sfara jest zarazem jakby pospiesznie niechlujny i dopieszczony, malarski, bogaty w detale; momentami karykaturalny, kiedy indziej wręcz podręcznikowo realistyczny aż do anatomicznego szczegółu; zaskakująco spójny w swojej niekonsekwencji. W wielu przypadkach także same kadry charakteryzują się mniej zwartą formą oraz kształtem. Postaci z kart dzieł Francuza mają często za duże oczy, chwilami tracą naturalną anatomię, jakby wymykając się spod kontroli autora, to jednak tylko dodaje im charakteru, w wielu przypadkach służy podkreśleniu szczególnych cech bądź nastrojów. Do ostatecznego efektu trzeba się przyzwyczaić, ale po pewnym czasie wprost nie sposób nie docenić go również jako wyrazu silnie zindywidualizowanej estetyki. 
Fabularnie Sfar sprawdza się najlepiej, kiedy koncentruje się na refleksji nad człowieczeństwem oraz wszystkim, co się z nim wiąże. Kiedy z filozoficznym zacięciem pochyla się nad zagadnieniem religii albo analizuje relacje międzyludzkie, ujawnia sekrety naszych dusz i bez owijania w bawełnę dokonuje konstruktywnej krytyki, wtedy jego scenariusze prawdziwie błyszczą, pokazując jak bardzo ambitny może być komiks jako medium.

Źródło grafiki: www.sklep.gildia.pl/komiksy/219966-kot-rabina-tomy-1-5

Najlepszym przykładem tego rodzaju dzieła jest Kot rabina, który doczekał się trzech wydań zbiorczych oraz tegorocznej publikacji szóstego tomu (nie wspominając o wyśmienitym filmie tego samego twórcy). Opowiada on o przygodach bezimiennego kota z Algierii posiadającego dar mowy (zjadł kiedyś papugę) chowanego w kulturze żydowskiej i starającego się zrozumieć zwyczaje dwunogów. Funkcjonujący poza społeczeństwem czy kulturą narrator umożliwia artyście podszytą ironią ocenę systemów wierzeń oraz obyczajowości, nie tylko ludu Abrahamowego, ale też innych wspólnot, afrykańskich i nie tylko (w jednym albumie kot trafia także do Francji). Pomimo z lekka humorystycznego wydźwięku jest to na pewnym poziomie historia o braku tolerancji oraz wewnętrznym skostnieniu kultur. Stworzeniem najbardziej otwartym na innych wydaje się ostatecznie czworonóg pozbawiony jakichś konkretnych norm moralnych. Prawdziwie humanistyczny tekst, który wielokrotnie bawi, ale przy tym skłania do myślenia. 
Podobnego wydźwięku należy się prawdopodobnie spodziewać w zapowiedzianej na listopad publikacji Sokrates Półpies, z tym że protagonistą będzie tym razem najlepszy przyjaciel człowieka obracający się w świecie mitologii greckiej. Jest na co czekać! 
W kręgu żydowskim rozgrywa się także akcja pięcioczęściowego cyklu Klezmerzy, którego pierwszy tom ukazał się również w Polsce. Ukazanie tragikomicznej natury życia umożliwiają Sfarowi perypetie Noégo Davidovitcha, Barona Tyłka Swego i niezwykłej trupy muzyków: Havy, uciekinierki ze swojej wioski, Yaakova wydalonego z jesziwy [1], choć był najlepszym uczniem rabina, Vincenza, lunatyka i wirtuoza skrzypiec oraz Tchokoli, Cygana, który cudem uniknął śmierci z rąk Kozaków, wędrującej za chlebem po kraju pogrążonym w II wojnie światowej w poszukiwaniu wesel i bar micw [2]. Bogaty w elementy muzyczne, jak wiele innych utworów tego artysty, nawiązujący do obrazów Marca Chagalla – komiks ten pokazuje dobitnie, jak wszechstronny to twórca. Szkoda, że na pierwszej odsłonie serii się skończyło.

Źródło grafiki: http://www.sklep.gildia.pl/komiksy/260284-wampir

Wszystko zaczęło się od cokolwiek infantylnych opowiastek o małym Wampirku i jego przyjaciołach (w tym dziecięcej wersji samego Sfara). Potem nadeszła dłuższa opowieść, nieco fragmentaryczna pod względem fabuły, lecz z pewnością interesująca, czyli Mały świat Golema. Wreszcie całość nabrała kształtu, głębi oraz charakteru wraz ze zbiorczym wydaniem komiksu Wampir. Głównym bohaterem jest tutaj melancholijny romantyk starej daty (nowoczesność przyprawia go wręcz o ból głowy) Ferdynand, krwiopijca z Wilna, który swoje ofiary kąsa tylko jednym zębem, aby nie czynić im zbytniej krzywdy. Wprost nie da się go nie polubić. Osią jego przygód są zakończone zazwyczaj klęską próby odnalezienia miłości, a towarzyszy im całe mnóstwo epizodów komicznych. Barwne jest tutaj wszystko: paleta wykorzystanych kolorów, mitologia świata przedstawionego, postaci drugoplanowe (z których część pojawia się także w innym cyklu, Profesorze Bellu), takie jak choćby gburowaty inspektor Humpty Dumpty (takie przezwisko, nie prawdziwe imię), nieszczęśliwy Człowiek-Drzewo, zwariowana mandragora Lio czy psotny duch Westchnienie. Rysownik miesza konwencje, bawi się stylistyką gatunku (wygląd wampira nawiązujący do filmu Nosferatu, gotyckie wnętrza itp.), wrzuca do fabularnego kotła coraz to inne surrealistyczne pomysły, znajduje nawet miejsce na odrobinę metafikcji (fenomenalny wątek odrzuconego sumienia Ferdynanda). Najważniejsze jest jednak to, że tę ryzykowną oraz brawurową mieszankę czyta się po prostu świetnie! W tomie zbiorczym wydanym przez Timofa i Cichych Wspólników znalazły się na razie cztery z sześciu opowieści o Wampirze, reszta podobno ma się ukazać w publikacji pod tytułem Aspirine
Na tle tych twórczych kreacji znacznie słabiej prezentuje się wzmiankowany już Profesor Bell. Ta intertekstualna opowieść, wydana u nas w formie trzech albumów w twardej oprawie, wyraźnie czerpie z opowiadań o Sherlocku Holmesie (wskazówką jest choćby wizerunek głównego bohatera czy postać jego nemezis), a także filmów (King Kong) oraz mitologii (wierzenia irlandzkie, żydowska kabała). Choć łatwe w odbiorze, historie te nie wyróżniają się niczym szczególnym poza komicznym motywem pomocnika detektywa – ducha oraz drugą częścią cyklu pt. Lalki Jerozolimy, która w ciekawy sposób ponownie nawiązuje do kwestii religii i potrafi nieźle zaskoczyć. Graficznie mamy do czynienia z tym samym co zwykle. Od trzeciego tomu zmienia się rysownik, stara się on jednak jak najwierniej odtwarzać styl Sfara. Ogólnie rzecz biorąc, jest to przykład dość standardowej historii o zagadkach paranormalnych, której nieco zabrakło pazura.

Źródło grafiki: www.dziennik-literacki.pl/images/news/MalyKsiaze/011.JPG

Co ciekawe, Francuz nie ogranicza się tylko do własnych projektów. W roku 2008 (rok później rzecz trafiła do Polski) podjął się niełatwego zadania adaptacji klasycznej książki Antoine’a de Saint-Exupéry’ego Mały książę dla potrzeb powieści graficznej. Wyszedł z tej próby zwycięsko, wzbogacając dodatkowo już w swej esencji oniryczną baśń i celnie oddając jej ducha oraz zachowując wielopoziomowe płaszczyzny interpretacji. Dzieło to to przede wszystkim majstersztyk wizualny, do wielokrotnego podziwiania. 
Nad większością wyżej omówionych cykli Joann Sfar pracował równolegle, dlatego też należy na nie patrzeć z tym większym podziwem. Niełatwo przeskakiwać od jednej opowieści do drugiej, pozostając wiernym atmosferze każdej z nich. Świadczy to znów o szerokim wachlarzu inspiracji komiksiarza, chęci dotknięcia wielu problemów, opowiedzenia wielu historii. Wszystkie je łączy jednak wyjątkowa oprawa graficzna i równie szczególne podejście. I już z choćby tego powodu warto po nie sięgnąć.


Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.