Kultura w dymkach

Polska celebracja komiksu, czyli ekstaza tuż za progiem

Źródło grafiki: d-nm.ppstatic.pl/kadr/k/r/5c/ae/56102fc528976_o,size,933x0,q,70,h,733273.jpg
Gdy padnie słowo „konwent”, większości polskiego fandomu przyjdzie na myśl wyłącznie Pyrkon albo zdeklasowany przez niego Polcon. Jednak te dwie największe imprezy w kraju – w przeciwieństwie do San Diego Comic-Con –  z komiksem mają niewiele wspólnego. Nie oznacza to, że w kraju nad Wisłą brakuje corocznych dużych zlotów miłośników tej sztuki. Wręcz przeciwnie, a na dodatek mają one częstokroć więcej do zaoferowania niż ich bardziej szumni krewniacy.
Zanim przejdziemy do przykładów, warto przybliżyć ogólny charakter wydarzeń tego rodzaju. To, że kosztują o wiele mniej od amerykańskiego protoplasty, jest rzeczą oczywistą – nie trzeba w końcu płacić ani za zdjęcia z gośćmi, ani za autografy, ani za inne podobne atrakcje. Wystarczy jeden bilet, a podstawową różnicę stanowi czas jego ważności. Przede wszystkim jednak – niezależnie od liczby zgromadzonych osób – polskie konwenty komiksowe mają bardziej kameralną, a przez to całkiem swojską atmosferę.

W czym to się przejawia? Środowisko twórców powieści graficznych jest nietypowe ze względu na dużą otwartość na odbiorcę. Wcale nie tak trudno zamienić tu parę słów z idolem, a autografy (zazwyczaj w formie rysunków), w przypadku literatów często zupełnie bezosobiste, zależą także od tego, kto chce je otrzymać, wkłada się w nie więcej trudu, fantazji oraz serca. Komiksowe afterparty często wcale nie są zamknięte, a przez to umożliwiają bliższą interakcję z gośćmi danego festiwalu (zdarza się nawet, że co sympatyczniejszy komiksiarz postawi ci piwo), co w Ameryce raczej nie byłoby możliwe. Szczególną atrakcję stanowią tzw. bitwy komiksowe, podczas których ścierają się artyści z różnych zakamarków globu, realizując na miejscu sugestie podsunięte przez publikę.

Dodajmy do tego całe mnóstwo standardowych elementów imprezy: różnorodnych prelekcji, spotkań z twórcami, wystaw, warsztatów rysunku i tworzenia scenariuszy, kiermaszy książek, stoisk wydawnictw oferujących fanom komiksów premiery przygotowane specjalnie na tę okazję, a otrzymamy prawdziwy raj dla zwolenników tego medium. Nie grozi nam nuda, a ekstatyczna atmosfera udziela się bardzo szybko. W końcu tego rodzaju wydarzenia powinny stanowić przede wszystkim wyśmienitą zabawę.

Źródło grafiki: images.gildia.pl/_n_/komiks/imprezy/mfk/2015/1-520.jpg

Gdzie odbywają się konwenty? Istnieje kilka ważnych punktów na mapie Polski. Nasza podróż zacznie się w miejscu, w którym organizowane jest wydarzenie o największym prestiżu. Chyba nikt nie przypuszczałby, że scenerią dla najistotniejszego spotkania wielbicieli komiksu (i gier komputerowych) stanie się Łódź. W tym industrialnym otoczeniu już od 24 lat ma miejsce festiwal, o którym słyszeli wszyscy choć trochę zorientowani w temacie, a którego ranga tkwi już w nazwie – Międzynarodowy Festiwal Komiksów i Gier Komputerowych. Tysiące osób przybywają w jeden październikowy weekend do miasta, aby zobaczyć zagraniczne sławy – goszczono już choćby Grzegorza Rosińskiego, Jeana Girauda a.k.a. Moebiusa czy scenarzystę Briana Azzarella. Odbywa się także specjalny konkurs, w którym jury ocenia krótkie formy komiksowe. To chyba najbardziej „konwentowa” z polskich imprez o tej tematyce; częściej można się tu również zetknąć z cosplayem.

Źródło grafiki: www.ppe.pl/upload/images/articles/19/84/26/1984266400.jpg

Przenosimy się do stolicy, w której w 2010 roku pewien festiwal zastąpił inny – jednodniowy, uważany za drugi po łódzkim najważniejszy event rodzimego środowiska powieści graficznej, czyli Warszawskie Spotkania Komiksowe. Mam tu na myśli Komiksową Warszawę, która trwa już nieco dłużej, ale kontynuuje chwalebną tradycję poprzednika. Majowe wydarzenie pokrywa się dodatkowo z Targami Książki, odbywającymi się w tym samym czasie i miejscu, i choć prezentuje się skromnie na tle święta literatury, zajmującego wyższe piętra Stadionu Narodowego, wciąż oferuje wyjątkowe przeżycia i gwarantuje opuszczenie miasta stołecznego z lżejszym portfelem.

Co ciekawe, w Warszawie odbywa się także inna impreza, Interkomix, związana bardziej z twórcami krajowymi i promocją polskiego komiksu,w trakcie której przyznawane są specjalne nagrody, Koraki (od imienia syna Tarzana) w wielu różnych kategoriach.

Nasza wycieczka kończy się nad morzem. Co roku latem w Gdańsku wydawnictwo mangowe Hanami organizuje przy wsparciu m.in. Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej Bałtycki Festiwal Komiksu. Lokacja jest może skromna – jedno piętro Centrum Handlowego „Manhattan” (mieści się tam filia biblioteki oraz Pracownia Komiksowa) plus niekiedy kilka stoisk na parterze – a program tworzą głównie prelekcje i spotkania z autorami, wciąż jednak warto zajrzeć do Trójmiasta w ciągu tych kilku dni. Zawsze nawdycha się człowiek trochę jodu. Swego rodzaju tradycją festiwalową stał siępoprzedzający go mecz piłki nożnej, w którym biorą udział zaproszeni goście, natomiast jeśli o same znane nazwiska chodzi, często natrafimy tutaj chociażby na charakterystycznego francuskiego twórcę, Tony’ego Sandovala.

Źródło grafiki: images.gildia.pl/_n_/komiks/tworcy/unka-odya/ilustracje/11-560.jpg

Na deser zostawiłem konwent, który reklamuje się jako „największe święto fanów mangi, gier i fantastyki w północnej Polsce” – Baltikon. Dlaczego mówię o tym sopockim wydarzeniu na sam koniec? Ponieważ od reszty różni je geneza, podobna do Comic-Conu. Otóż, jak sama nazwa wskazuje, zaczęło się od zlotu miłośników komiksu japońskiego (oraz wschodniej animacji); nadal zresztą najwięcej cosplayerów nawiązuje do tego kręgu kulturowego. Dopiero później organizatorzy imprezy poszerzyli krąg zainteresowań, a prelekcje zaczęły dotyczyć fantastyki rozumianej rozleglej. Wciąż jednak miłośnicy dzieł mangaków znajdą coś dla siebie: nauczą się chociażby konstruować własnego bohatera. Baltikon to kolejna letnia pozycja obowiązkowa dla wielbicieli konwentowego klimatu, jakże pełnego luzu, oraz popkultury w jej różnorakich przejawach. Łatwo tam znaleźć ludzi o podobnych zainteresowaniach, pograć w RPG-a lub planszówki. Słowem: dla każdego coś miłego. Może i wydarzenie jeszcze raczkuje, ale jestem przekonany, że z każdym kolejnym rokiem będzie jedynie umacniało swoją pozycję w kalendarzu krajowych imprez tematycznych.

Jak widać, polscy fani komiksu nie muszą daleko szukać. Jest zdecydowanie w czym wybierać, jeśli chodzi o ciekawe eventy, a wbrew pozorom dotarcie na miejsce także nie stanowi problemu, bo czego by nie mówić o naszym systemie komunikacji, sytuacja przedstawia się już nieco lepiej. Warto poznać środowisko komiksowe – w szczególności ze względu na unikatową, bardzo przyjazną atmosferę (choć nie sposób ukryć, że nie każdy doceni specyficzność świata komiksiarzy), a tego rodzaju wydarzenia stanowią ku temu najlepszą okazję. Nasze konwenty może nie dorównują San Diego Comic-Conowi, ale mam wrażenie, że to nawet lepiej – w końcu amerykańskie święto komiksu nie jest pozbawione wad. Z pewnością można bawić się na nich wcale nie gorzej niż za oceanem.


Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.