Kultura w dymkach

Silva rerum comicsorum

Źródło grafiki: Fot. Magdalena Pawłowska
Ach, komiks. Za każdym razem, gdy zamierzam napisać o nim parę słów, muszę temperować zapędy mojego wewnętrznego fanatyka, który nie robiłby nic poza głoszeniem dobrej nowiny o najciekawszej formie sztuki. Bo jak tu przejść obojętnie obok cudów tak różnorodnych i zaskakujących, że do ich analizy można z powodzeniem przyłożyć narzędzia różnych dziedzin: literaturoznawstwa, krytyki filmowej czy sztuk plastycznych? 
Ze względu na pokrewieństwo komiksu z innymi tekstami artystycznymi o cechach fabularno-narracyjnych w naturalny sposób narzuca się ich wzajemne porównywanie i zapożyczanie terminów teoretycznych. Dobrym i oryginalnym przykładem mogą tu być komiksowe formy sylwiczne. Okazuje się bowiem, że staropolski gatunek, który przeszedł metamorfozę i przeżywa drugą młodość w literaturze najnowszej (a niektórzy dopatrują się w nim nawet jednego ze źródeł internetowych blogów), dostarcza kategorii do określenia i nazwania pewnych procesów dosyć częstych w historyjkach obrazkowych. Ale po kolei, zacznijmy dla porządku od form zakorzenionych w tradycji literackiej.

W okresie staropolskim zbiór domowych zapisków (z łacińska zwany silva rerum, czyli „las rzeczy”) zawierał notki dotyczące ważnych wydarzeń, praktyczne porady i przepisy dla wzorowych gospodarzy i gospodyń, a także teksty literackie – wszystko zebrane w formie księgi rodzinnej. W okresie postmodernistycznym gatunek wrócił do łask, choć w mocno zmienionej wersji – teraz przede wszystkim podkreśla się różnorodność formy, treści i stylistyki, bardzo często okraszonych wątkami metatekstowymi i autobiograficznymi. Za wzorowy przykład może służyć Kalendarz i klepsydra Tadeusza Konwickiego.

A jeśli już wspominamy o różnorodności i metatekstowości, to przecież niejeden komiks pokazuje, że właśnie ta forma tworzy podatny grunt dla wszelkiego rodzaju wariacji chwytów artystycznych. Nic więc dziwnego, że na półkach z komiksami znajdziemy również sylwy, chociaż jak to z tą sztuką zazwyczaj bywa, lepiej mówić o elementach sylwy czy formach sylwicznych, ponieważ nieczęsto zachowywana jest czystość gatunkowa. Słusznie zwrócił na to uwagę Wojciech Birek w książce Z teorii i praktyki komiksu. Propozycje i obserwacje, w której cały rozdział poświęcono tym problemom. Od autora tego zapożyczę też listę cech charakteryzujących omawiany gatunek, aby łatwiej pokazać jego niezwykłości.

Do ważniejszych wyznaczników zdecydowanie należy mnogość elementów o charakterze zewnętrznym, wtórnym. Tutaj czyhają liczne pułapki na zwolenników teorii. Bo ile konkretnych składników to wystarczająco wiele, by mówić o obfitości? I co zrobić z fragmentami nielicznymi, ale spełniającymi kryteria sylwiczności? Najlepiej po prostu mieć na uwadze, że istnieją utwory, które w całości można zakwalifikować jako sylwy, oraz takie, które odznaczają się cechami sylwicznymi, środkami wyrazu wplecionymi w większą strukturę. Mogą one urozmaicać dzieło na poziomie formalnym czy stylistycznym, mogą także występować pod postacią metatekstowego komentarza lub aneksu. Wszystkie te czynniki należy brać pod uwagę podczas poszukiwań wyróżników silva rerum w komiksach. Łatwiej jednak będzie, jeśli skupimy się na „zewnętrzności” tych wyznaczników.

W przypadku dzieł literackich cechy sylwy przejawiają się w ukształtowaniu tekstu, procesach stylistycznych i formalnych. Natomiast komiks ze swoją warstwą wizualną wymaga rozszerzenia kategorii także na elementy graficzne. Jeśli więc jako komponent akcji lub dodatek pojawia się strona gazety albo odręcznie sporządzona notatka, odwzorowana zostaje nie tylko jej treść, lecz także wygląd, przez co ów składnik zaczyna funkcjonować na prawach wyodrębnionego artefaktu. Tym bardziej, że bardzo często powielane (czy fingowane) są także cechy jednostkowe, na przykład oznaki użytkowania, zniszczenia itp. Sprawia to, że obiekty takie zyskują większą autonomię, wyróżniają się znacznie w toku narracji – stają się czasem nawet naddatkiem lub aneksem luźno związanym z fabułą. Można zatem przyrównać te zabiegi do kolażu czy cytatu, ale o odmiennych celach strukturalnych i interpretacyjnych.

Wiele takich rozwiązań znajdziemy na przykład w dziele Steffena Kvernelanda pt. Munch. Autor zawarł w biografii malarza liczne reprodukcje jego dzieł, czasem ukazanych z fotograficzną dokładnością, a czasem przekształconych i wpisanych w fabularny ciąg komiksu. Elementami metatekstowymi oraz autotematycznymi, a w dodatku ewidentnie obcymi stylistyce i tworzywu całej publikacji, są wplecione w historię zdjęcia i rysunki przedstawiające samego Kverneladna oraz jego przyjaciela, którzy zwiedzają miejsca związane z Munchem, komentują obrazy oraz powstający komiks. Co więcej, większość materiału tekstowego to autentyczne cytaty z listów, notatek i dzienników malarza, jego znajomych oraz znawców malarstwa. Ich źródła zostały skrupulatnie odnotowane na ostatnich stronach książki, na których znalazły się także fotografie i szkice przedstawiające proces twórczy komiksiarza.

Źródło grafiki: "Munch" Steffena Kvernelanda
Takimi metatekstowymi komentarzami opatrzono też serię Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Do wybranych zeszytów, wydawanych w zbiorczych tomach, dołączane są takie elementy jak: „echa z przeszłości”, czyli krótki wstęp ze streszczeniem wydarzeń prowadzących do wypadków przedstawionych w publikowanych częściach, zestaw alternatywnych okładek, czasem wywiady z twórcami lub ich biografie, czasem historie postaci lub ich wizualna ewolucja. To jednak elementy wyselekcjonowane przez wydawcę. W takich przypadkach trzeba by sięgać po pierwsze wydania, aby sprawdzić, czy komentarze pochodzą od autora, czy stanowią element wtórny, zachęcający do kupna wznowienia.

 

Źródło grafiki: "Ród M", Wielka Kolekcja Komiksów Marvela
Inaczej ma się sprawa z dodatkami wplecionymi w fabułę, takimi, które znajdziemy w środkowych kartach komiksu. W pierwszym tomie przygód Hellboya, zatytułowanym Nasienie zniszczenia, całą stronę zamykającą pierwszy rozdział poświęcono na pokazanie dokumentu. Ten wyimek z akt Biura Badań Paranormalnych i Obrony został opatrzony odpowiednim numerem i pieczątką, zawiera oficjalne informacje na temat niemieckiej operacji „Ragna Rok” oraz szczątkowe dane i zdjęcia kadry dowódczej. Taki dodatek sprawia, że odbiorca otrzymuje artefakt pochodzący z rzeczywistości, o której czyta, dzięki czemu staje się ona w pewien sposób uprawomocniona, zyskuje wymiar antyiluzyjny, łatwiej w nią uwierzyć.

Źródło grafiki: "Nasienie zniszczenia", J. Byrne, M. Mignola
Podobne elementy, tyle że płynnie wplecione w kompozycję kadrów, znajdują się również w Ratboyu Krzysztofa „Prosiaka” Owedyka. W aneksie Ratboy rozbrojony pojawiają się „inspiracje i echa rzeczywistości”, w których autor omawia wybrane kadry. Stąd dowiadujemy się między innymi: Strona 7: Mega Club – oryginalny budynek i klub na ulicy Dworcowej w Katowicach, działa do dziś. (…) Pierwszy kadr rysowany był ze zdjęcia, jakich wiele poczyniłem na potrzeby Ratboya. Logo klubu oryginalne. Mamy więc tutaj dwa w jednym: cytat z rzeczywistości pozakomiksowej oraz autokomentarz – oba elementy charakterystyczne dla form sylwicznych.

Źródło grafiki: "Ratboy" Krzystofa "Prosiaka" Owedyka
Nie brakuje wśród komiksów także typowych sylw, mieszczących się w tym gatunku jako całość. Jako przykład Wojciech Birek wspomina w swojej książce tom Daniela Chmielewskiego Zostawiając powidok wibrującej czerni. To zbiór krótkich opowieści, pozornie niezwiązanych ze sobą i różnorodnych stylistycznie, zapisów uczuć, refleksji, przeżyć. Dopiero epilog uspójnia je i podpowiada nowe tropy interpretacyjne.

Źródło grafiki: "Inside Moebius", Jean Giraud: http://www.vuijlsteke.be/blog/2012/inside.jpg
Do innego zbioru komiksowych sylw przynależą publikacje przypominające dziennik artysty, w którym zawarte są pamiętnikarskie notki, szkice do powstających prac, wynurzenia teoretyczne, czasem urozmaicane zdjęciami. Z takiej formy wyrazu najczęściej korzystają autorzy bardzo swobodnie poruszający się w komiksowym medium: Jean Giraud ze swoim Inside Moebius, Lewis Trondheim (np. Approximate Continuum Comics), Joan Sfar w Piano czy Przemysław Truściński.

Odnalezienie w komiksie elementów sylwicznych i umiejętność przypisania konkretnego tytułu do gatunku silva rerum zdecydowanie pozwala na pełniejsze, bogatsze odczytanie dzieła. Wyznaczniki charakterystyczne dla danej odmiany genologicznej automatycznie wyzwalają w umyśle odbiorcy ciągi skojarzeniowe, które poszerzają horyzont czytelniczy. Jeśli zaś chodzi o formy sylwiczne, nieco zwiększony wysiłek lekturowy stanowczo się opłaca, ponieważ takie rozwiązania świadczą najczęściej o wysokiej świadomości autora i wiążą się z oryginalnymi poszukiwaniami artystycznymi.


Magdalena Pawłowska

Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.