Kultura w dymkach

Słodko i kwaśno, śmiesznie i prześmiewczo

Źródło grafiki: Magdalena Pawłowska (kolaż)
Lemoniada – napój doskonały w swojej prostocie – dzięki właściwościom orzeźwiającym jest sprawdzonym sposobem na parne lipcowe dni. Sprawdzi się również jako… analogia do satyry komiksowej, obie są bowiem sprytną mieszanką dwóch przeciwstawnych smaków – słodyczy i kwaskowatości.
Naturalnym chwytem dla satyry jest ośmieszająca negacja, czyli wykorzystanie na pozór lekkich i dowcipnych treści (łyżka miodu), które ukrywają w sobie krytykę, ostre i piętnujące przesłanie (sok z cytryny). Satyra może więc jednocześnie śmieszyć i wyśmiewać, bawić i ganić, chociaż zapewne wszystko zależy od odbiorcy. Czy należy do branej pod ostrzał grupy sympatyków danej partii politycznej? Identyfikuje się z hejtowanym stylem życia? Jest członkiem naznaczonej stereotypami mniejszości narodowej? Będzie utyskiwał na swój los, bo został niesłusznie skarykaturowany przez zakompleksionego autora? Czy raczej w pełni zgodzi się z przesłaniem i pośmieje się przez łzy, zagryzając zęby, wkurzony na tę durną część społeczeństwa, tak celnie zobrazowaną przez artystę?

Komiks może dostarczać takich sytuacji hurtowo. Oba słodko-kwaśne elementy wpisane są w jego historię. Cząstka komiczna znajduje się nawet w jego nazwie – a wzięła się tam z angielskiego terminu comic strip (tłumaczonego w nadwiślańskim języku po prostu jako „komiksowy pasek”), czyli swego czasu najpopularniejszej formy komiksowej obecnej w czasopismach wszelkiego rodzaju, ale w tych satyrycznych – na szczególnym miejscu. Jeśli bowiem odłożymy na bok teorie o źródłach sztuki komiksowej w malowidłach naskalnych, hieroglifach czy tkaninie z Bayeux, najmniej kontrowersyjny początek komiksu wyznaczają właśnie gazetowe rysunki satyryczne.

I tutaj już tradycyjne napotkamy problem z definicją. Niektórzy badacze widzą komiks w sekwencji obrazów, inni większą wagę przykładają do połączenia elementów wizualnych z językowymi (z przewagą tych pierwszych). W ten sposób dla niektórych wszystkie ilustracje satyryczne będą komiksem, a według innych można tak zakwalifikować tylko te składające się z co najmniej dwóch kadrów. Tak czy inaczej przełomowy w historii komiksów jest XIX wiek i urozmaicenie szpalt gazetowych ilustracjami, wykonywanymi dzięki technice drzeworytu. Pozwoliło to na umieszczenie na jednej stronie tekstu i rysunków, co szybko uczyniło komiks sztuką masową…

A także rozpoczęło długi okres rozwoju i eksperymentów, prowadzących prościutko do tworów, które dzisiaj kojarzymy jako komiksy. Za reprezentatywne środowisko możemy uznać brytyjskie czasopisma z XIX wieku, na których przykładzie łatwo zaobserwować drogę ewolucji historyjek obrazkowych[1]. Wszystko zaczęło się od prześmiewczych rysunków, objaśnianych potem szczegółowo w towarzyszących im artykułach, a często także zaopatrywanych w podpisy, napisy wewnątrz ilustracji, dymki, wiersze lub parodie różnych sztuk. Później pojawiały się także sekwencje dwóch kadrów, nadal z objętościową przewagą słownego komentarza, który stopniowo ograniczano na rzecz coraz bardziej ciętego humoru i klarownego przekazu wizualnego. Ostrze satyry początkowo wymierzone było w sytuację polityczną, ale zaczęło się także obracać w stronę codzienności; wyśmiewano np. wiktoriańskie obyczaje. Także forma rozrastała się w nowych kierunkach, podążając za pomysłami rysowników, którzy wypróbowywali nowe układy kadrów, ich obramowania, wielkość i kształty, wymyślali coraz bardziej skomplikowane historie, odłączające się od macierzystych czasopism i zaczynające żyć własnym życiem w niezależnych publikacjach. Odważali się nawet na rezygnację ze słów i tworzenie pierwszych komiksów niemych. Tak oto, można powiedzieć, jesteśmy już w domu, a wszystko dzięki tytułom typu „Figaro in London”, „Punch” czy „Judy”.

W Polsce oczywiście też startowaliśmy z poziomu gazetowego, swoje stripsy mieliśmy na przykład w warszawskim czasopiśmie „Mucha” wydawanym od 1868 roku. Ogniem i mieczem, czyli przygody szalonego Grzesia to pierwszy polski serial komiksowy, publikowany na początku XX wieku we Lwowie na łamach obrazkowego pisma satyryczno-politycznego „Szczutek”. Dalej mamy przykłady z okresu międzywojennego, czyli równolatków Koziołka Matołka – Froncka czy Wicka Bułę, oraz bliższe nam już czasowo komiksy PRL-owskie.

Krajowa satyra komiksowa i dzisiaj ma się dobrze. Lista nazwisk autorów, tytułów czasopism i nazw blogów byłaby długa. Gatunek ten zszedł jednak ze stron periodyków kupowanych w kioskach Ruchu, można się za to na niego natknąć także w oddzielnej formie zeszytowej. Przykładem niech będzie Jeż Jerzy i dosyć niewybredny obraz polskiego społeczeństwa osiedlowego. Wojna z dresiarzami i skinami, bezlitosny pocisk po wadach narodowych – to stałe elementy serii Rafała Skarżyckiego i Tomasza Leśniaka, ale zdarzały się też docinki w kierunku popkultury, ekologów czy konkretnych polityków.

Satyra największą moc ma jednak wtedy, gdy staje się ważnym elementem walki z reżimem. Tak jest w przypadku komiksu afrykańskiego[2]. Weźmy taki Egipt, gdzie sztuka żartu politycznego to jeden z mechanizmów przetrwania, a ten sposób reakcji na warunki życia jest świetnym pomostem między zaangażowanymi dziennikarzami i społeczeństwem. Rzecz jasna im większy jest totalitaryzm, tym częściej rysownicy muszą schodzić do podziemia, uciekać się do subtelnych aluzji i dwuznaczności. Czasem sytuacja staje się na tyle niebezpieczna, że autorzy zmuszani są do emigracji lub ścigani przez instytucje państwowe z powodów politycznych – za zniesławienie autorytetu władzy można ponieść najcięższe kary, z karą śmierci na czele. W związku z tym zdarzają się i manifestacje w sprawie uwolnienia komiksiarzy z więzienia. Teoretycznie afrykańskie konstytucje wspierają wolność słowa, a poszczególne rządy dążą do demokratyzacji, a jednak strach przed konsekwencjami niejednokrotnie zmuszał wydawców do autocenzury.

Wiktoriańska Anglia, międzywojenna Polska, współczesna Afryka. Polityka, obyczaje, dresiarze i dyktatorzy. W tym krótkim tekście miejsce znalazło się dla wszystkich tych i wielu innych celów satyry, a że jest to ułamek całości, każdy może się sam domyślić. Wniosek też jest banalny – zawsze i wszędzie znajdzie się w naszym świecie mnóstwo absurdów, które należy poddać krytyce. A satyra w komiksie poradzi sobie ze wszystkim śpiewająco, ponieważ tutaj puenta widoczna jest na pierwszy rzut oka, niestłumiona zbędnymi słowami.

[1] Za: P. Hamera, Rozwój sztuki komiksu w XIX-wiecznych brytyjskich periodykach satyrycznych [w:] red. G. Gajewska, R. Wójcik, KOntekstowy MIKS. Przez opowieści graficzne do analiz kultury współczesnej, Poznań 2011.
[2] Za: J.A. Lent, Afrykańska sztuka komiksu i żartu rysunkowego: wymiar historyczny i współczesny [w:] KOntekstowy MIKS…, dz.cyt.

Magdalena Pawłowska

Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.