Kultura w dymkach

Komiksowe niekomiksy

Źródło grafiki: Greg Shaw - The Walrus Magazine
…albo też niekomiksowe komiksy – specyfika obrazkowej sztuki sprawia, że podobne twory stają się jej nieodłączną częścią. Wojciech Birek na przykład zauważa w komiksie silny potencjał anarchistyczny, czyli wpisane niemal w definicję gatunku zamiłowanie do wolności, które objawia się bezceremonialnością wobec formy i treści. 
Komiks a komiksowość

Co sprawia, że komiks jest komiksem? Problemy z definicją już nie raz pojawiały się w naszym cyklu (choćby przy okazji artykułów o komiksie internetowym, niemym, dziecięcym i satyrycznym), co dało jasno do zrozumienia, że nie jest to jedynie dylemat teoretyczny, ale realna trudność pojawiająca się przy obcowaniu z utworami komiksowymi. Dlatego warto za Przemysławem Zawrotnym wyodrębnić obok terminu komiks (odnoszącego się do medium) także pojęcie komiksowości (powiązane z aspektami gatunku artystycznego), której może brakować niektórym przykładom sekwencyjnych historii obrazkowych, ale która za to może się ujawniać w innych dziedzinach kultury. Można zatem mówić o komiksowym filmie – czyli takim, który czerpie z języka charakterystycznego dla komiksu, wykorzystuje narzędzia zwykle z nim kojarzone. Można też mówić o komiksach (czy też niby-komiksach) pozbawionych komiksowości, nie wpisujących się w ramy wyznaczane przez definicję, a przez to zbliżających się do innych sztuk; takie komiksy noszą miano formalnych eksperymentów, ponieważ zacierają granice gatunkowe.

Ten drugi przypadek będzie dzisiaj w centrum mojego zainteresowania. Postaram przyjrzeć się kilku zjawiskom, które usytuowane są gdzieś na obrzeżach komiksowej domeny, skąd wyciągają swoje macki w stronę innych kulturalnych dyscyplin – głównie animacji i sztuk plastycznych.

Sen o ruchu

Komiks opowiada o dzianiu się, są w nim historie, przygody, wydarzenia. A jednak zamknięty jest w statycznej formie kartek papieru połączonych okładką. Dlatego od początku swojej działalności komiksiarze próbują przełamać te ograniczenia. Wielu z nich stosuje chwyty wypracowane w ramach gatunku – takie jak „linie ruchu”, zwielokrotnienie, efekt rozmazania, „ruch subiektywny” czy poliptyki (wszystkie wymienione przez Scotta McClouda w Zrozumieć komiks). Inni twórcy postanowili za to wetknąć nos w nie swoje sprawy i znaleźć rozwiązanie gdzieś za płotem dzielącym komiks i animację.

Tak powstały motion comics, czy też komiksy animowane, będące – jak sama nazwa wskazuje – hybrydą obu tych sztuk. Historyjki obrazkowe jako tworzywo filmowe są wzbogacane o dźwięk i szczątkową animację. To wystarczy, aby pogwałcić jedną z głównych reguł komiksu, to znaczy niezależność przekazu od czasu odbioru / projekcji. Dlatego też słowo „komiks” w nazwie tego gatunku jest mocno naciągane, a jednak potrzebne w takim czy innym kształcie, ponieważ te krótkie widea najczęściej powstają na podstawie konkretnych zeszytów komiksowych i nieraz zachowują ich elementy, jak np. oryginalne kadrowanie oraz dialogowe dymki.

Zdecydowana większość motion comics zostaje powołana do życia jako materiał marketingowy, wykorzystywany przy promocji tradycyjnych komiksów lub ich wznowień albo jako swoisty rodzaj trailerów filmów i seriali. Dla mnie osobiście większość z nich jest raczej wtórna, ponieważ nie wyczerpuje w pełni ani potencjału komiksów, ani filmów animowanych – to tylko rodzaj ciekawostki dla fanów. Trafiają się jednak chlubne wyjątki, jak chociażby przygotowane przez studio Warner Bros. motion comics nawiązujące do filmu Jestem legendą (2007). Twórcy zdecydowali się zachować dymki i nie wprowadzać przy tym dubbingu, i zapewne właśnie to sprawia, że akurat te filmiki są całkiem znośne. Zazwyczaj to właśnie niezbyt umiejętnie podkładane głosy przekreślają w moich oczach (i uszach) animowane komiksy, ale w tym przypadku nam to nie grozi.
Obiecująco wyglądają także trzy odcinki The Dark Defender, spin-offu serialu Dexter, emitowanego swego czasu przez telewizję Showtime. Estetyka i sposób prowadzenia narracji są całkiem ciekawe, ocenę klimatu i treści chyba lepiej zostawić serialowym fanom.
Oczywiście naturalnym łącznikiem między takimi animacjami i tradycyjnymi komiksami na papierze są e-komiksy. Różnią się od komiksowych filmików tym, że symulują przerzucania stron, dzięki czemu to odbiorca decyduje o tempie lektury, może zatrzymać oko na dłużej w wybranych przez siebie momentach, nie jest skazany na bierną recepcję projekcji w odgórnie ustalonej prędkości. Dodatkowo uposażony jest w digitalne atrakcje, takie jak muzyka czy delikatna animacja grafiki, co podnosi walory estetyczne, a także otwiera utwory na ponadplanowe poziomy interpretacyjne. Interesującym przykładem jest komiks Overwatch. Reinhardt: Dragon Slayer – uzupełnienie do gry komputerowej, której brakowało tradycyjnej narracji. Warstwa graficzna jest fantastyczna, natomiast subtelne ruchy postaci i elementów tła oraz „ożywione” kadrowanie pomagają także niegraczom szybko i z przyjemnością wejść w świat Overwatch.
W stronę abstrakcji

Statyczna forma to dla komiksiarzy jedno z utrudnień komunikacyjnych – ale nie jedyne. W komiksie bowiem zazwyczaj pojawiają się słowa, a tam, gdzie są słowa, łatwo o zarzut gadulstwa. Szczególnie gdy obrazki z dymkami postawimy nie obok literatury, ale tuż przy sztukach plastycznych. Co zatem zostanie nam z „opowiadania obrazem”, jeśli postanowimy wyrzucić element narracji, snucia historii? Nie, nie będzie to po prostu obraz, a przynajmniej nie w założeniu pewnej grupy twórców niby-komiksów.

Między opowiadaniem obrazem a samym obrazem można wyodrębnić jeszcze formy pośrednie, do których z pewnością zaliczają się komiksy abstrakcyjne. Ich główną cechą jest brak treści, dlatego na pierwszy plan wysuwają się forma i autoreferencja. Jako inne ich wyznaczniki można wyróżnić na przykład zniekształcone kadry lub rysunki bez kadrowania:
W bardziej zachowawczych utworach tradycyjny układ zostaje zachowany, za to wypełnienie staje się nie do odczytania albo przez brak figuratywności:
albo z powodu podjęcia przez twórcę próby oddania stanów umysłu:
Do tego można dodać także rozmaite eksperymenty z gruntu literackie, które anektują do swojego języka elementy graficzne, a nawet posługują się wyłącznie obrazem: graficzne tłumaczenia utworów literackich, powieści hipergraficzne, poezję graficzną i wizualną.

Jak widać, obszary graniczne mogą być tak samo rozbudowane i różnorodne jak zasięg „czystego” komiksu. Co z tego wynika? Nauka wcale nie nowa ‒ o śmierci gatunków, o płynności ram definicyjnych i przede wszystkim o nieskończonej potencjalności formalnej z jednej strony oraz niezmierzonych możliwościach interpretacyjnych z drugiej. Piękno sztuki w najlepszej postaci.  

Podczas pisania artykułu korzystałam z tekstów: Wojciech Birek, Komiks – estetyka i narracja. Poszukiwania tożsamości medium w XXI wieku [w:] tegoż, Z teorii i praktyki komiksu. Propozycje i obserwacje; Przemysław Zawrotny, Ile jest komiksowości w komiksie? [w:] red. J. Czaja, M. Traczyk, Komiks. Wokół warstwy wizualnej; Scott McCloud, Zrozumieć komiks; Tim Gaze, A Quick Introduction To Abstract Comics [dostęp online].

Magdalena Pawłowska

Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.