LUS|TRO

JESZCZE NIE | JUŻ


WNĘTRZE. LABORATORIUM CHEMICZNE – DZIEŃ

Miareczkowanie: kropla bezbarwnego roztworu wpada z zakraplacza do kolby znajdującej się poniżej. Roztwór w kolbie ma barwę malinową.

PLENER. UL. WÓJTA RADTKEGO – DZIEŃ

Gdynia, ulica przed halą targową. Bardzo wczesny ranek. Po drugiej stronie ulicy sprzedawcy zaczynają rozkładać swoje stragany. Jest ich jeszcze niewielu – to pierwsi osadnicy tego dnia.

Bliżej, po tej stronie, po chodniku spacerują pojedyncze gołębie. Uciekają spłoszone na widok nadchodzących ludzi.

WNĘTRZE. LABORATORIUM CHEMICZNE – DZIEŃ

Miareczkowanie: do kolby wpadają rytmicznie kolejne krople. Nagle roztwór staje się na moment bezbarwny. Ręka w lateksowej rękawiczce delikatnie potrząsa kolbą. Klarowny płyn ponownie zyskuje malinowy odcień.

PLENER. UL. ARMII KRAJOWEJ – DZIEŃ

Starszy pan siedzi na ławce między drzewami i karmi gołębie chlebem. Ptaki zlatują się i, ośmielone, coraz odważniej do niego podchodzą.

WNĘTRZE. LABORATORIUM CHEMICZNE – DZIEŃ

Miareczkowanie: do roztworu w kolbie wpadają ostatnie krople – pierwsza, druga... Dopiero trzecia kropla trwale odbarwia płyn.

PLENER. UL. WÓJTA RADTKEGO – DZIEŃ

Na jezdni między halą targową a chodnikiem leży rozjechane, brudne od krwi ciało gołębia. Kierowcy wymijają je beznamiętnie.
Po chodniku wśród ludzi spaceruje już pokaźne stado ptaków.


                                                                                         CIĘCIE:


Przemiany to synonim życia i synonim kina, czyli ich wspólny mianownik. Gdybym pokusił się o skonstruowanie sieci skojarzeń, przyszłoby mi wybierać spośród setek możliwości: przemian społecznych i światopoglądowych, przemian w sposobach użytkowania materiałów i przedmiotów, przemian aktorów przed wejściem na plan filmowy i po zejściu z niego. Przemian młodych ludzi w dorosłych, a dorosłych – w starców.

Wybrałem spośród nich drobne zmiany, takie, które zachodzą nieustannie. Ich obecność łatwo przeoczyć. To przemiany otoczenia: stopniowe, podyktowane pragmatyzmem i rozwojem, na przykład, tkanki miejskiej.

Nawet już po uzyskaniu praw miejskich, czyli po 1926 roku, Gdynia wciąż bardziej przypominała rybacką wieś niż miasto. Pięknie położona, w 2015 roku jest perłą modernizmu, symbolem architektonicznego postępu, jedną ze stolic polskiego kina i miastem, w którym – według oceny mieszkańców – panuje najlepsza ogólna jakość życia [1]. Każda przemiana ma jednak swoją cenę.

Budowanie tożsamości rosnącej grupy odbywa się kosztem autonomii jednostki. Anonimowość w siedzibach ludzkich okazuje się symptomem nadmiaru i przepełnienia. Nie tylko my przestajemy mieścić się w zdobytej przestrzeni. Nawet dzikom, które ryją w ziemi już pod moim domem, wydaje się brakować miejsca między blokami mieszkalnymi budowanymi bez umiaru.


[1]http://wyborcza.pl/piatekekstra/1,134664,14990482,Jak_zamieszkac__to_tylko_w_Gdyni__we_Wroclawiu_lub.html

Paweł Gładysz

Student biologii na Uniwersytecie Gdańskim, anglista i tłumacz. Scenarzysta samouk i obserwator kultury popularnej. Uważa, że najważniejsze są drobiazgi oraz że dzień bez kubka zielonej herbaty to dzień stracony.