LUS|TRO

NIE | POROZUMIENIE


WNĘTRZE. SKLEP – DZIEŃ

Najzwyklejszy sklep spożywczy w czeskiej Pradze, lato. ANKA – turystka - kupuje butelkę wody i trzy bułki, które leżą na ladzie zapakowane w siatkę. Płaci 18 koron. Nie zna ani słowa po czesku, więc nadrabia nerwowym entuzjazmem.

ANKA
Dziękuję!


Po odejściu Anki od kasy boleśnie znudzona kasjerka opuszcza stanowisko pracy. Bóg istnieje: koniec zmiany.


PLENER. ULICA PRZED SKLEPEM – DZIEŃ


Na ławce niedaleko sklepu siedzi ZOŚKA. Większą część twarzy dziewczyny zasłaniają markowe okulary, z których jest ona bardzo dumna, chociaż ciągle spadają jej z nosa. Zośka z twarzą wystawioną do słońca zlizuje loda cieknącego po wafelku. Nieźle grzeje.


Wraca Anka.


ZOŚKA
I co, kupiłaś?

ANKA
No tak.

ZOŚKA
Ile zapłaciłaś?

ZOŚKA
Ile zapłaciłaś?

ANKA
Osiemnaście.

ZOŚKA
Jak osiemnaście? Nie mogłaś zapłacić tyle co ja. Wzięłaś jeszcze wodę.

ANKA
Chyba jej nie policzyła.

ZOŚKA
Masz paragon?

ANKA
A po co? Nie mam, no trudno.


Anka siada obok Zośki i przymierza się do odkręcenia butelki. Zośka patrzy na nią krzywo.


ANKA
Ej, rzeczywiście. To jakby już kradzież, nie?

ZOŚKA
No.

ANKA
To co mam zrobić? Mam tam wrócić i oddać czy co?

ZOŚKA
Nie wiem. Głupio kraść wodę.

ANKA (po chwili wahania)
Dobra, to wrócę. Siedź tu.


WNĘTRZE. SKLEP – DZIEŃ


ANKA wchodzi do środka i natychmiast kieruje się w stronę stoiska z wodą. Rozgląda się, czy nikt nie patrzy, i wyciąga butelkę z torby.


Niespodziewanie nadchodzi sprzedawca. Zestresowana Anka szybko chowa wodę z powrotem. Zostaje to uwiecznione przez sklepowy monitoring.


Czeka, aż ekspedient odejdzie. Już ma sięgać do torby, gdy od tyłu zaskakuje ją OCHRONIARZ.


OCHRONIARZ (po czesku)
Poproszę panią ze mną.

ANKA (po chwili)
Ach, ja?! Ja nie mówię po czesku.

OCHRONIARZ
Będę musiał wezwać policję. Proszę ze mną.

ANKA
Policję?! Przecież niczego nie ukradłam!

OCHRONIARZ
Widziałem, jak chowa pani wodę do torebki. Zapłaciła pani za nią? Mogę zobaczyć paragon?


Anka rozumie wystarczająco dużo, żeby zacząć się nerwowo rozglądać w poszukiwaniu kasjerki, która ją obsługiwała. Kobieta na pewno zapamiętała jej twarz.


Ale kasjerki nie ma. Na jej miejscu siedzi opasły sprzedawca.


ANKA
Ojeju... Ale no moja przyjaciółka przed sklepem...

OCHRONIARZ
Proszę do wyjścia.

ANKA
Nie! Ja nigdzie nie idę. To pomyłka jakaś, tu przed chwilą była kasjerka, ona mnie pamięta...


Ochroniarz protekcjonalnie łapie Ankę za ramię i próbuje ponaglić, ale Anka ma na ten temat inne zdanie.


OCHRONIARZ
Proszę pani...

ANKA
Kurwa, niczego nie ukradłam!


Anka wyrywa ramię z uścisku i staje przed zdziwionym mężczyzną. Wyciąga z torebki wodę i stawia mu butelkę pod nogami.


Zero reakcji. Anka odchodzi.


PLENER. ULICA PRZED SKLEPEM – DZIEŃ


ZOŚKA kończy jeść loda. Część deseru spada jej na bluzkę. Jest tym faktem rozdrażniona. Próbuje zetrzeć plamę i nie zgubić przy tym markowych okularów; rozgląda się jednocześnie za ANKĄ, która wciąż jeszcze nie wróciła.


Nagle zatrzymuje wzrok na przejeżdżającym radiowozie. Anka wali skutymi rękoma w tylną szybę.


ZOŚKA
No. To mama się ucieszy.


Bez pośpiechu zbiera rzeczy z ławki i podąża za radiowozem, który dawno zdążył już odjechać. Słońce zachodzi za kamieniczkami.


ZOŚKA (CD)
(z sarkazmem)

Cześć, mamo!... Wszystko okej, tylko Ankę skuli, bo buchnęła wodę... Kiedy wracamy? No nie wracamy, bo wydałam całą kasę na kaucję. W całych Czechach już nam nawet tiktaków nie sprzedadzą...

                                                                                         CIĘCIE:



Czasem jest tak, że nagle znajdujemy się w przedziwnej sytuacji, na wskroś odczuwając kreatywność losu, tyle że nikt wcześniej nie krzyknął „Akcja!”. Nie bardzo wiemy wtedy, co mamy robić. Lepiej nie wykonywać gwałtownych ruchów i przemyśleć sprawę, zanim się coś powie. Wiemy o tym, ale mimo wszystko wybuchamy śmiechem. Obficie dolewamy oliwy do ognia, bo przecież i tak nie możemy się opanować! I dobrze. Rzeczywistość nie zawsze jest poważna. Dystans ratuje przed zawałem. Oglądajmy własny film z dziką przyjemnością! Próbujmy tylko pamiętać o tym, że z głupstw można się śmiać, ale RACZEJ nie należy ich robić.

Paweł Gładysz

Student biologii na Uniwersytecie Gdańskim, anglista i tłumacz. Scenarzysta samouk i obserwator kultury popularnej. Uważa, że najważniejsze są drobiazgi oraz że dzień bez kubka zielonej herbaty to dzień stracony.