Imaginacje&Inspiracje

I jeszcze jedno o Gaimanie

Źródło grafiki: news.bbcimg.co.uk/media/images/79842000/jpg/_79842607_neil-gaiman.jpg
Przyszła pora na coś, co planowałem i zapowiadałem już jakiś czas temu – przybliżę Wam wszystkie pozostałe artystyczne dokonania Neila Gaimana. Pisałem już szczegółowo o Nigdziebądź oraz (razem z Magdą Pawłowską) o komiksach Brytyjczyka, jednak wciąż zostało parę rzeczy do dopowiedzenia. Przede wszystkim dotyczą one dorobku literackiego pisarza, który w Polsce możemy poznać niemalże w całości, jako że każde jego nowe dzieło trafia do nas – nakładem wydawnictwa MAG – stosunkowo krótko po swojej premierze. Ale fantasta z Wysp jest kimś o wiele więcej niż jedynie literatem...
Scenarzysta, reżyser, poeta, okazjonalny muzyk. Zdobywca wielu nagród, ceniony celebryta beletrystycznego światka. Ekscentryk wiecznie noszący się na czarno. Miłośnik kotów (jakżeby inaczej). Mąż uznanej piosenkarki Amandy Palmer. Przyjaciel wielu innych artystów. I wreszcie autor mniej więcej dwunastu powieści (jednej napisanej wspólnie z niedawno zmarłym Terrym Pratchettem), czterech w pełni oryginalnych zbiorów opowiadań (najnowszy w kwietniu zawita do naszych księgarni, a jego recenzji możecie się spodziewać również na naszym portalu), a także niezliczonej ilości publikacji innego rodzaju (w tym specjalnego tekstu na pięćdziesięciolecie Doktora Who i... oficjalnego przewodnika po świecie serii Autostopem przez Galaktykę, a zarazem artykułu o jej autorze, Douglasie Adamsie). Posiada on wiele przeróżnych obliczy, które tak naprawdę dopełniają się, tworząc w miarę spójny obraz doprawdy nietuzinkowej persony.

Jednak jaki jest Gaiman-pisarz? Mniej więcej taki jak Gaiman-komiksiarz, tylko bardziej. W swoich utworach prozaik nie tylko zachwyca oryginalnością idei czy bogactwem wyobraźni, lecz także na postmodernistyczną modłę bawi się wyświechtanymi motywami kultury. Odświeża i reinterpretuje mity, przedstawia alternatywne wersje zdarzeń baśniowych i biblijnych, świeże spojrzenie na znanych fikcyjnych bohaterów. Widać przy tym, jak wielką sprawia mu to często przyjemność. Weźmy na przykład radośnie groteskowy tytuł jednego z tekstów ze zbioru Rzeczy ulotne: Zbłąkane oblubienice złowieszczych oprawców w bezimiennym domu nocy potwornego pożądania (uwaga: to tytuł już skrócony). Kompilacje opowiadań Gaimana mają przy tym jeszcze jedną szczególną cechę – poszczególne historie przeplatane są utworami poetyckimi, miniaturami lub nawet quasi-filmowymi scenkami, czyniąc całość bardziej różnorodną i pozwalając czytelnikowi poznać artystę z różnych jego stron. Obszerne wstępy pełne refleksji umożliwiają natomiast zajrzenie za kulisy procesu tworzenia.

Pełnowymiarowe utwory pisarza można podzielić na dwie zasadnicze kategorie: baśniowe opowieści oraz odmienne oblicza świata. Oczywiście oba gatunki często się przeplatają, jednak aby uprościć sprawę, dokonam jasnego rozróżnienia. Do pierwszej grupy zaliczają się więc przede wszystkim: mroczna Koralina, magiczny Gwiezdny pył, nieco upiorna Księga cmentarna, a także przeznaczony dla młodszych czytelników Odd i Lodowi Olbrzymi. Pierwsze dwie pozycje doczekały się (kolejno) bardzo dobrej animowanej oraz całkiem udanej aktorskiej ekranizacji z udziałem znanych artystów – Dakoty Fanning, Michelle Pfeiffer, Roberta De Niro i innych. Każda z pozycji odwołuje się do innego wzorca baśni: począwszy od wędrówki w poszukiwaniu własnej tożsamości i miejsca na ziemi aż do wypełnienia jakiejś szczególnej misji. To jednak wyjątkowe szczegóły, doprawienie tych gawęd hojną porcją fantazji sprawia, że w każdej z nich – choć niektóre oddziałują na odbiorcę słabiej niż inne – znaleźć można coś wyjątkowego, niezaprzeczalnie wartego uwagi.

Książki z drugiej dziedziny odznaczają się większą złożonością fabuły i, można by rzec, bardziej ambitnym wydźwiękiem. Ich bohaterowie odkrywają nieznane oblicza pozornie znanego świata, a niekiedy całe alternatywne przestrzenie (trylogia InterŚwiat). W tych krainach wciąż panuje dawna magia, a bóstwa zapomnianych religii starają się koegzystować z żyjącymi, skryte dzięki nowoczesnemu sceptycyzmowi. Opowieści stanowią często komentarz do współczesnego świata, jego prawideł, jednolicącej natury, która odziera życie z wszelkiej wyjątkowości (szczególnie wyraźne staje się zderzenie rzeczywistości oraz sfery wyobraźni w ostatniej powieści Gaimana Ocean na końcu drogi). Wyobraźnię artysty zaludniają na dodatek postaci szalenie wyraziste i zapadające w pamięć, takie jak Markiz de Carabas z Nigdziebądź czy Cień z Amerykańskich bogów – bohaterowie niejednoznaczni i odmienni, odszczepieńcy, którzy dzięki swej szczególnej pozycji zyskali inną perspektywę. Skrzące się specyficznym (często smoliście czarnym) humorem opowieści Brytyjczyka w udatny sposób łączą podszyte mrokiem szaleństwo ze swego rodzaju odczuwaną podskórnie nostalgią. Dodatkowym atutem jest plastyczny, bogaty język daleki od pretensjonalności, przy którego pomocy pisarz odmalowuje krajobrazy wzięte wprost ze swojej głowy.

W teorii powinno to czynić z powieści idealny materiał dla filmowców. Mimo to bodaj najbardziej cenione dzieło artysty – wspomniani już Amerykańscy bogowie – nie mogło znaleźć nikogo, kto zechciałby sprawować pieczę nad jego realizacją. Projekt wędrował od HBO do stacji Starz, a jego los pozostawał przez długi czas zagadką. Ostatecznie ogłoszono, że powstanie serial pod egidą chyba najlepszego z możliwych kandydatów, wizjonera telewizji Bryana Fullera (twórcy nowego Hannibala mam zamiar we właściwym czasie poświęcić osobny tekst). Zapewniono również, że autor silnie angażuje się w prace nad realizacją produkcji. Pozostaje nam tylko czekać na rezultat.

Przygoda Gaimana z kinem i telewizją zaczęła się jednak znacznie wcześniej. Jest on autorem scenariuszy do znanej space opery Babylon 5, pierwotnej odcinkowej wersji Nigdziebądź z 1996 roku, dwóch (oby było ich więcej!) pod wieloma względami wyjątkowych odcinków kultowego Doktora Who (jeden z nich jest szczególnie uwielbiany przez fandom), angielskiego tłumaczenia filmu Hayao Miyazakiego Księżniczka Mononoke oraz współscenarzystą raczej nieudanego widowiska Beowulf (Pamiętacie? To ten obraz ze złotą Angeliną Jolie i smokiem). Żadne z nich nie oddaje jednak jego artystycznej natury lepiej niż oniryczna Lustrzana maska, owoc współpracy z nikim innym jak Dave’em McKeanem, wieloletnim przyjacielem twórcy. Ten niesamowity obraz pełnometrażowy utrzymany w konwencji baśni czaruje nietypową stylistyką, bogactwem świata przedstawionego, a przede wszystkim obłędną atmosferą. I choć za wizualia odpowiada w dużej mierze rysownik, to nad całością unosi się niepodrabialny gaimanowski duch. Prawdziwa gratka, nie tylko dla fanów. Nieco mniejsze wrażenie robi krótkometrażówka Statuesque z Billem Nighy’ym w roli głównej, choć opowiadana historia jest z pewnością niezwykła. Można by wspomnieć jeszcze jeden dokument o twórczości pewnego komiksowego rysownika, nie wyróżnia się on jednak niczym specjalnym.

Pewnie nie wiedzieliście, ale artysta wraz z niezależnym studiem The Odd Gentleman stworzył także grę przygodową Wayward Manor. Gracz wciela się w niej w ducha, który musi wystraszyć intruzów w jak najbardziej wyszukany sposób. Projekt spotkał się z umiarkowanie ciepłym przyjęciem.

A co robi Gaiman, kiedy nie pisze? Udziela porad początkującym pisarzom, śpiewa wraz z żoną napisane przez siebie piosenki (w tym fenomenalne I Google You), bierze udział w inicjatywach charytatywnych (np. Ice Bucket Challenge), odczytuje prace zwycięzców / przegranych w konkursie na najgorsze opowiadanie gaimanowskie, opracowuje radiowe słuchowiska na podstawie własnych tekstów (przerobiony w ten sposób rezultat kooperacji z Pratchettem, Dobry omen, był przez jakiś czas dostępny za darmo na stronie BBC)... Generalnie jest sobą. Cały czas, w każdym aspekcie, nieodmiennie. Stały w swoich poglądach. Autentycznie wyjątkowy. I już choćby za to należy go podziwiać. A na dodatek potrafi wyrecytować z pamięci Jabberwocky’ego Lewisa Carrolla, i to jak!

   


Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.