Popkulturowy bestiariusz

Homo magicus #2: Magi

Źródło grafiki: http://artgallery1445.ru/wp-content/gallery/gerjedovich/wizard.jpg
Nietrudno sobie wyobrazić stereotypowego maga. Będzie to starszy mężczyzna z długą siwą brodą, odziany w luźne szaty, zdobne niekiedy w czarodziejskie ornamentacje lub tajemne symbole. Na jego głowie tkwić będzie szpiczasty kapelusz (spadek po żeńskich przedstawicielkach profesji), a w ręce – laska lub powykrzywiany kostur. Jednak kiedy lepiej przyjrzymy się kulturowym reprezentantom motywu, z łatwością dostrzeżemy, że sprawa nie jest wcale taka oczywista i wyróżnienie pewnych wyraźnych odstępstw od normy pozostaje jak najbardziej możliwe.
Zanim przejdziemy do tych wariacji, pomyślmy – skąd wziął się globalnie rozpoznawalny wizerunek osobników posługujących się czarami? Ewidentny protoplasta to Merlin z legend arturiańskich. Stanowi on bowiem obecny w wielu średniowiecznych romansach rycerskich wzór mędrca – głosu rozsądku bohatera, doświadczonego doradcy i mentora. Spekuluje się, że wygląd tego oraz innych czarodziejów wywodzi się natomiast z mitologicznej interpretacji historii germańskiego boga Wodena (albo, jeśli wolicie, Odyna), którego wyobrażano sobie niekiedy pod postacią starego posiwiałego wagabundy w obszernych szatach i z laską w dłoni. Niezależnie od genezy obraz dobrego maga utrwalił się na tyle mocno, że widzimy jego wyraźne ślady w przedstawieniach nie tylko Tolkienowskiego Gandalfa, lecz także Dumbledore’a z Harry’ego Pottera. Jeśli zaś o samego wychowawcę króla Artura chodzi, to jego niesłychanie stateczny oraz poważny wizerunek został niedawno przełamany dzięki stacji BBC, która postanowiła przyjrzeć się początkom edukacji magicznej chłopaka. Dzięki temu widzowie mogą cieszyć się pięcioma sezonami zabawnych, ale niekiedy całkiem mrocznych Przygód Merlina, przepełnionych ciekawymi nawiązaniami do materiału źródłowego, lecz niestety zwieńczonych cokolwiek rozczarowującym finałem.

Źródło grafiki: http://www.encyklopediafantastyki.pl/index.php/Plik:Merlin_2.png

 Wiadomo jednak, że świat – czy fantastyczny, czy też nie – nie może być pełen jedynie sług dobra. Poczciwi czarodzieje mają swoich niegodziwych odpowiedników, pełniących zazwyczaj funkcję głównych przeciwników popkulturowych bohaterów. Za takowych przyjęło się postrzegać czarowników i czarnoksiężników, którzy zamiast tą właściwą – czyli białą – magią, posługiwali się magią czarną, szkodliwą, ale oferującą prostszą drogę do osiągnięcia celu i kuszącą zdobyciem nieograniczonej potęgi. Pewnego wyjaśnienia negatywnych cech tych postaci dostarcza źródłosłów angielskiego terminu warlock: otóż w języku staroangielskim słowo wærloga oznaczało wiarołomcę (‘ten, który oszukuje’). W polszczyźnie konotację z okrutną magią widać tylko w określeniu czarnoksiężnik. Nasza rodzima nomenklatura jest zresztą o wiele uboższa, choć równowaga między płciami, wyraźna także w innych językach, zostaje częściowo zachowana – czarownik/czarownica, czarodziej/czarodziejka.

Jednymi ze wskazówek dotyczących tego, jaką magią – białą czy czarną – para się człowiek, są barwy noszonych przez niego szat. Z czarodziejami kojarzą się obecnie szarości oraz jaśniejsze kolory (przede wszystkim niebieski, czasami fioletowy, ale też zielony albo czerwony), natomiast czarownicy nie muszą podążać za modą, gdyż preferują czerń. Wyjątkiem od tej reguły jest Saruman, który nawet po swojej zdradzie wciąż ubierał się na biało.

 

Źródło grafiki: https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/46/a8/f5/46a8f5cf51aa598967fdac919e5d6d62.jpg

Tak w literaturze, jak i w innych mediach opatrzonych metką fantastyki mamy do czynienia z olbrzymim zróżnicowaniem samych koncepcji czarów. W bardziej standardowych, quasi-średniowiecznych konstrukcjach świata praktycznie każdy zdaje sobie sprawę z istnienia magii, jednak jedynie nieliczni potrafią nauczyć się korzystania z zaklęć lub tajemnych ksiąg (zwanych grimoire’ami i, co ciekawe, mających swoje odpowiedniki w rzeczywistości). Zdolności magów mają zazwyczaj ograniczenie – w świecie wirtualnych rozgrywek może nim być ilość tzw. siły mana (czyli mocy według koncepcji wywodzącej się częściowo z religii polinezyjskiej) albo limit czarów możliwych do „użycia” w ciągu dnia. Czarodzieje i czarownicy tego typu korzystają również z rozmaitych artefaktów, klejnotów, zwojów itp. O wiele ciekawsze są jednak przypadki, kiedy albo położony zostaje większy nacisk na konsekwencje używania swych zdolności – konieczność ofiary z ludzi, świadomość destruktywnych skutków nagromadzenia zbyt dużej ilości „energii taumaturgicznej” jak w Świecie Dysku – albo metody działania magii są absolutnie wyjątkowe. W Czarnoksiężniku z Archipelagu oraz pozostałych częściach cyklu Ursuli K. Le Guin warunek konieczny do czarowania to poznanie „prawdziwego imienia” danej rzeczy, co stanowi ryzyko także dla samego użytkownika, na dodatek każde zastosowanie zaklęcia zaburza równowagę całego świata. W Czaropisie dla odmiany magicznym orężem są słowa, a mag to zarazem pisarz (szalenie intrygująca koncepcja!). Na Wschodzie natomiast dominuje utożsamienie wszelkiego rodzaju mocy z energią płynącą z natury (wyraźnie widzimy tu związki z ideą qi, czakrami oraz pierwiastkami ying i yang). Godna uwagi jest w tym kontekście wizja alchemii (kilka słów poświęcę tej pseudonauce nieco później) w mandze/anime Fullmetal Alchemist, zaciekawia również magia żywiołów rodem z Avatara: Legendy Aanga i Legendy Korry (odnajdziemy tam także pewne ślady szamanizmu).

 

Źródło grafiki: http://rampages.us/hungrybrain/wp-content/uploads/sites/8572/2015/08/the_legend_of_korra__four_element_opening_by_iammrx-d4tymoj.png

 Do kolejnych istotnych aspektów opowieści należy pozycja maga w społeczeństwie. Jako jednostka o ponadprzeciętnych zdolnościach bywa on członkiem kasty rządzącej, częściej jednak jedynie doradza władcom (tak jaku zarania motywu). Zdarza się jednak i tak, że istnienie czarodziejów pozostaje ukrywane przed światem – patrz Harry Potter – a niekiedy magowie sami decydują się na pustelnicze życie w ukrytych gdzieś wieżach. Ciekawie przedstawia się świat pokazany w książce Jonathan Strange i Mr Norrell (oraz w jej serialowej adaptacji). W Wielkiej Brytanii opisanej w tej powieści magia, niegdyś wszechobecna na Wyspach, znika bez śladu i nie istnieje, dopóki nie pojawiają się dwaj ostatni czarodzieje: teoretyk Norrell i jego późniejszy uczeń, Jonathan Strange, młody mężczyzna z ambicjami. Rzecz jasna, ich działania przynoszą z czasem niesłychanie poważne konsekwencje dla całego kraju, który wikła się w owym czasie w wojnę z despotą owładniętym żądzą władzy – Napoleonem Bonapartem.

I w ten sposób płynnie przechodzimy do systemu nauczania oraz zrzeszeń ludzi władających czarami. Motyw nauczyciela magii oraz jego ucznia cieszy się bardzo dużą popularnością – segment Disneyowskiej Fantazji (po raz pierwszy napotykamy tam na ikoniczną szatę w gwiazdy), który dał potem życie Uczniowi czarnoksiężnika z 2010 roku, Belgariada Davida Eddingsa i wiele, wiele innych przykładów wzmacnia żywotność tej tematyki. Szkoły dla czarodziejów pojawiły się już nieco później, a najbardziej znanym ich przykładem pozostaje obecnie Hogwart z siedmioksięgu J.K. Rowling, inspirujący dla kolejnych pokoleń do tego stopnia, że podobne ośrodki edukacyjne powstają naprawdę (w celach rozrywkowych i na niby, rzecz jasna). Niebawem powrócimy do tego wątku na małym ekranie, a stanie się tak dzięki serialowi The Magicians opartemu na serii powieści Lva Grossmana. Najciekawszym zgromadzeniem magów w literaturze pozostaje jednak na wskroś chaotyczny Niewidoczny Uniwersytet wykreowany przez Terry’ego Pratchetta. W tej szkole częściej niż faktycznej działalności akademickiej doświadczymy brutalnych rozgrywek o władzę, zdrad i spisków (krótkometrażówka The Duel dobitnie to pokazuje). Jako wisienkę na torcie można przywołać jedyną w swoim rodzaju postać rezydującego tam bibliotekarza-orangutana.

Również z dzieł zmarłego angielskiego humorysty wywodzi się postać maga-nieudacznika Rincewinda, którego prześladuje pech i za którym uporczywie podąża wierna myśląca skrzynia (o wdzięcznym imieniu Bagaż) na małych nóżkach. Ten bohater Świata Dysku nie podporządkował się konwencjom, dlatego też należy do najbarwniejszych kreacji Pratchetta, a książki z jego udziałem zaliczyć można w poczet najzabawniejszych, nie mówiąc o tym, że często także najciekawszych.

A skoro już mowa o nietypowych przedstawicielach profesji: do zupełnie innej bajki należą druidzi oraz nekromanci. Ci pierwsi pierwotnie byli celtyckim kapłanami mocno związanymi z siłami natury, a ich potęga płynęła bardziej ze znajomości naturalnych specyfików aniżeli opanowania jakiejś formy magii. Wiemy o nich naprawdę niewiele poza tym, że należeli do inteligencji tamtych czasów, dokonywali ofiar ze zwierząt (czasem także z ludzi), często stosowali jemiołę i wierzyli w reinkarnację. Ich wizerunkiem, który najsilniej wpłynął na nasze postrzeganie, jest (nie)stety komiks o Asteriksie i Obeliksie. Właśnie dlatego nic nie stało na przeszkodzie, aby w ramach gier RPG czy MMORPG nadać im nieco inną rolę, wciąż nawiązując do ich tradycyjnego postrzegania w roli medyków.

Podobnie ma się sytuacja z nekromantami. Dawniej stanowili oni po prostu ludzi trudniących się kontaktami ze światem umarłych w celu przepowiadania przeszłości albo zyskania dodatkowych mocy. W Biblii czytamy, że tego rodzaju praktyki były nawet karane śmiercią, jak i zresztą większość praktyk magicznych, postrzeganych jako próba kontaktu z siłami zła. Jeśli już natrafimy na historyczne wzmianki o praktykantach sztuk tajemnych, będą to właśnie albo nekromanci, albo alchemicy trudniący się okultyzmem. Do najsłynniejszych – choć owianych legendą – realnych postaci tego rodzaju zaliczyć można Johanna Faustusa (pierwowzór literackiego doktora Fausta), Paracelsusa, rabina Löwy’ego czy niesławnego Johna Dee. (Ciekawostka: wszyscy oni byli w jakiś sposób związani z dawną Rzeczpospolitą. Przypadek?) Intrygujące, że alchemia, swego rodzaju raczkująca nauka o naturze i przemianach, czy też raczej transmutacji (słynne próby odnalezienia kamienia filozoficznego lub wytworzenia złota, a przy okazji też uwarzenia eliksiru nieśmiertelności), z czasem zyskała sobie tak złą sławę.

 

Źródło grafiki: https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/236x/0e/a3/59/0ea359b0b663c107ba09bbb7ce6cfbd6.jpg

 Nekromanta w miarę upływu czasu ulegał postępującemu odczłowieczeniu, a w końcu stał się mrocznym magiem z ciałem kościotrupa, ożywiającym własne zastępy nieumarłych. Taki sposób przedstawienia wynika bezpośrednio z przemiany w licza (czyli szczytowego osiągnięcia tej dziedziny magii), po której to praktykant mrocznej sztuki był w stanie przetransformować pośmiertnie własne ciało. Przykład stanowią właśnie rozgrywki w świecie wirtualnym oraz różnorakie produkcje nawiązujące do tej konwencji, takie jak chociażby seria japońskich light novels oraz powstałe na jej podstawie anime Overlord, którego bohater na czas rozgrywek przyjmuje postać kościotrupa-nekromanty Ainza Ooal Gowna. Amerykańska animacja komediowa The Venture Bros, dzięki postaci Dr. Byrona Orpheusa ze skłonnością do teatralnych zachowań i wielu manieryzmów, udowadnia natomiast, że da się tego rodzaju postaci przedstawić także w bardziej przyjaznym świetle.

Równie ciekawy jest casus słowiańskiego wiedźmaka, czyli zmiennokształtnego czarownika wywodzącego się głównie z folkloru rosyjskiego. Przez dzieło Andrzeja Sapkowskiego termin ten kojarzy się obecnie zupełnie inaczej, chociaż polski wiedźmin dysponuje znacznie mniejszymi zdolnościami magicznymi, korzystając jedynie ze specjalnych „znaków”. Miało ono także wpływ na angielskie tłumaczenie tego określenia – the witcher. Obecnie wiedźmaka w literaturze uświadczymy sporadycznie, głównie w dziełach nawiązujących do ludowych wierzeń, takich jak cykl Siergieja Łukjanienki Patrole.

Z czarodziejami oraz istotami im pokrewnymi spotykamy się w popkulturze praktycznie wszędzie. Obfituje w nie prawie każda gra RPG czy MMORPG, widzimy je w świecie komiksu (marvelowski Dr Strange, Constantine z DC Comics), występują w zgoła nowoczesnej formie w powieściach typu urban fantasy (Kroniki Dresdena). Do pewnego stopnia jako swego rodzaju wersję motywu maga postrzegać można także zakony Jedi oraz Sithów z Gwiezdnych Wojen, a wszechobecną Moc uważać można za rodzaj magii, także i tu zresztą podzielony ze względu na moralne zabarwienie na Jasną i Ciemną Stronę.

Chociaż nie będzie przesadą stwierdzenie, że wizerunek maga cierpi obecnie na monotonię, trzeba pamiętać również o całej rzeszy chwalebnych wyjątków, które mogą skutecznie odtruć cały ten schematyzm. Wystarczy nieco poszperać, a każdy fan fantastyki znajdzie coś, co go zainteresuje. Magia ma już to do siebie, że występuje w niezliczonych formach. Stąd zapewne bierze się niesłabnąca popularność tego literackiego motywu, a w konsekwencji także fantastyki – gatunku, który przecież opiera się właśnie na magii.  


Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.