Imaginacje&Inspiracje

Miasto i... miasto

Źródło grafiki: www.world-adventure.net
W obliczu licznych teorii naukowych o alternatywnych światach wprowadzenie do literatury motywu innego oblicza przestrzeni było jedynie kwestią czasu. Zaczęło się od gatunku urban fantasy, który do realnych lokalizacji wprowadzał elementy nadprzyrodzone, potem powstało „Nigdziebądź” Neila Gaimana i dopiero wtedy zabawa rozpoczęła się na dobre...

Brytyjczyk w swojej chyba najbardziej popularnej powieści sięgnął po znany sobie materiał – stolicę Anglii – i przekuł go w coś zupełnie innowacyjnego. Wrzucił bohatera w nieco chaotyczną, magiczną, brutalną i wielce tajemniczą przestrzeń Londynu Pod, bawiąc się przy tym znanymi konceptami oraz dając upust wyobraźni.

Można by spytać: czemu ten „drugi” Londyn mieści się pod spodem? Przyczyna jest bardzo prosta: mroki podziemi jednoznacznie kojarzą się z tym, co nieznane, niepokojące, zagadkowe. Do wnętrza planety wyprawiali się bohaterowie Verne’a, to samo czynią protagoniści cyklu „Tunele” Rodericka Gordona i Briana Williamsa. To motyw o wielowiekowej tradycji. Nie zapominajmy, że już alter ego Dantego z „Boskiej komedii” schodziło do czeluści piekielnych, które wedle dawnych przekonań kryły się tuż pod ludzkimi stopami.

Jednak to właśnie zabieg nadawania przestrzeni miasta „drugiego dna” okazał się najchętniej kontynuowanym trendem literackim. Do tej pory powstała niezliczona liczba, w różnym stopniu opartych na Gaimanowskim pomyśle, książek. Jest to rozwiązanie dający tyle możliwości, że w wielu przypadkach wciąż mamy do czynienia z niezwykle świeżym i ciekawym podejściem do tematu.

Co więcej, kolejne metropolie uległy tego rodzaju transformacji. Zazwyczaj dotyczyły one stolic (chociażby stolicy Rosji). Ekaterina Sadia w „Tajemnej historii Moskwy” celnie przeniosła schemat „Nigdziebądź” na swojski grunt. Dzięki temu, że czerpała z niesłychanie bogatej tradycji i niezwykłej atmosfery Rosji, stworzyła wciągającą – oraz równie przewrotną, jeśli chodzi o finał – opowieść.

Catherynne M. Valente – pisarka operująca wyobraźnią i słowem pisanym z prawdziwą maestrią – uczyniła coś podobnego, ale z całym państwem, umieściwszy dodatkowo akcję „Nieśmiertelnego” w najbardziej burzliwym okresie rosyjskiej historii: czasie rozlicznych rewolucji, klęsk żywiołowych oraz terroru. Opowieść o toksycznej miłości głównej bohaterki, Marii Moriewnej, oraz Kościeja (wyraźnie pełniącego funkcję cara fikcyjnego, alternatywnego mocarstwa) jest zatem metaforyczną próbą rozliczenia się z mało chwalebną przeszłością Rosji. Skutkuje to wykreowaniem jakże współczesnej baśni, która czaruje, a przy tym skłania do refleksji.

Przoduje jednak Londyn, miasto najczęściej wykorzystywane we wszelkich kombinacjach fabularnych. China Mieville w takich powieściach jak: „LonNieDyn” oraz „Kraken” czy Charlie Fletcher w trylogii „Stoneheart” (wydanej w Polsce w całości) przedstawiają niezwykle intrygujące ujęcia tej metropolii.

Zacznijmy może od drugiego przytoczonego tytułu. Podstawowe założenie cyklu, w skład którego wchodzą utwory „Stoneheart”, „Ironhand” oraz „Silvertongue”, brzmi: wszystkie pomniki stolicy Anglii są tak naprawdę żywymi istotami. Mnogość statui sprzyja temu pomysłowi i daje autorowi spore pole do popisu. Dołączona mapa sprawia, że książka odgrywa dodatkowo rolę swoistego przewodnika turystycznego – wszak podążanie śladem bohaterów może okazać się bardzo ciekawym doświadczeniem!

„LonNieDyn” to natomiast kolejna awangardowa wariacja na temat klasycznej baśni. Protagonistka, wzorem Alicji z dzieła Lewisa Carrolla, przedostaje się do świata zwariowanego, pełnego absurdalnych zjawisk, w którym niemal wszystko jest możliwe. Tu również mamy do czynienia z architektonicznym odwzorowaniem Londynu – pojawia się m.in. Katedra Westminsterska. Imaginacja Mieville’a wyczynia z tą przestrzenią prawdziwe cuda. Pomalowane na czerwono autobusy piętrowe mają nogi (!) i wożą pasażerów w rozmaite miejsca, na ulicach polują mięsożerne żyrafy, a we wspomnianej katedrze mieszkają groteskowe oknotule (zabawna zbitka „okna” oraz „tarantuli” dobrze oddaje wygląd tych niezwykłych istot). W tej krainie w samym środku domu wyrasta dżungla, wciąż istnieją widmowe ulice z przeszłości, a parasole pełzają, latają, po prostu żyją własnym życiem. Jedną z największych zalet tej pozycji są liczne i zmyślne gry słowne.

W „Krakenie” stolica Anglii przybiera za to o wiele mroczniejszą postać. Znów mamy do czynienia z podziemiem, ale tym razem kryje się w nim zdeprawowana społeczność bezwzględnych zabójców i wyznawców różnego rodzaju kultów (czasem skrajnie surrealistycznych). „Kraken” jawi się czytelnikom jako niepokojąca, brutalna historia dla dojrzałych odbiorców, jako bezpardonowa opowieść o moralnym upadku.

Powieści podobnych pod względem koncepcji jest naprawdę sporo, a wciąż powstają kolejne. Warto chociażby wspomnieć o trylogii Kate Griffin, na którą składają się powieści: „Szaleństwo aniołów”, „Nocny burmistrz” oraz „Neonowy dwór”. Duży sukces osiągnęła również futurystyczna wizja Johannesburga autorstwa Lauren Beukes – za swoje „Zoo City” otrzymała ona nagrodę Arthura C. Clarke’a.

W Polsce również możemy pochwalić się tego rodzaju powieściami. Umagicznienia Warszawy przy pomocy reinterpretacji klasycznych schematów baśniowych dokonał chociażby Jacek Dukaj w wyśmienitym „Wrońcu”, którego akcja ma miejsce podczas stanu wojennego. Pod względem bogactwa wyobraźni oraz zabawy słowem książka Dukaja mocno przypomina „LonNieDyn”. Dodatkowym jej atutem są niezwykle klimatyczne ilustracje autorstwa Jakuba Jabłońskiego oraz cała masa odniesień kulturowych – smaczków zarówno dla starszego, jak i dla nieco młodszego czytelnika.

Gdy Gaiman pisał scenariusz do „Nigdziebądź” (miniserial z 1996 roku), zapewne nie spodziewał się, że zapoczątkuje swego rodzaju modę, tworząc jednocześnie niemal oddzielny gatunek fenomenalnej miejskiej fantastyki. Fenomenalnej z tego powodu, że – mimo pozornej powtarzalności idei – autorzy niezmiennie są w stanie wypracować coś zupełnie nowego, przyciągającego uwagę. Na daną chwilę wydaje się, że potencjał jest niewyczerpywalny, jednak zapewne za jakiś czas przyjdzie znużenie, a pomysły staną się wyraźnie wtórne. Takie są już mechanizmy literatury. Jak na razie warto sięgać po tego rodzaju pozycje i podziwiać niesamowitą kreatywność, z jaką pisarze dekonstruują i na nowo stwarzają znane metropolie. To znakomity przykład niekłamanej magii słowa pisanego, która sprawia, że patrzymy na rzeczywistość w zupełnie inny sposób.


Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.