LUS|TRO

WSZYSTKO ZŁOTO | CO SIĘ ŚWIECI

Źródło grafiki: Edouard Dognin


Legendy są złotem każdej kultury. Niby wiadomo, że ten czy tamten budynek, obraz lub – w tym przypadku – trunek ma pochodzenie wytłumaczalne w całkowicie racjonalny sposób. Lubimy jednak czasem pomyśleć, że niewiarygodna historia zasłyszana w pakiecie z faktami wydarzyła się naprawdę.

W rzeczywistości dumę Gdańska – likier Goldwasser – opracował w szesnastym wieku holenderski imigrant Ambroży Vermoolen. Zaraz po uzyskaniu obywatelstwa założył w mieście własna fabrykę. Sekret jego receptury polega na zmieszaniu podczas produkcji ponad dwudziestu ziół i dodaniu płatków dwudziestodwukaratowego złota. Tak zwana „wódka gdańska” zdobyła tak wielką popularność, że wiele lat później piła ją nawet caryca Katarzyna. Wzmianka o „złotej wodzie” pojawia się nawet w czwartej księdze Pana Tadeusza.

Ktoś mógłby zapytać, czy picie złota nie szkodzi – jeśli nawet szkodzi, to na pewno nie bardziej niż alkohol. Złoto to w kuchni wyjątkowo ekskluzywny dodatek. Jest obojętny chemicznie, nie ma smaku ani właściwości odżywczych i całkowicie usuwa się z organizmu. W sprzedaży oznacza się go jako E175. Płatki złota oraz złoty pył stosowano na stołach już w średniowieczu, wychodząc z założenia, że coś tak drogocennego musi być dobre dla zdrowia (przeświadczenie do dziś aktualne w drogeriach).

Dla przykładu: osiem sztuk szwajcarskich złotych trufli firmy DeLafe zapakowanych w drewniane pudełeczko to koszt 150 franków szwajcarskich, czyli około 595 złotych. Wielbicielom drogich deserów polecam wizytę w restauracji Serendipity 3 w Nowym Jorku, w której za jedyne 1000 dolarów (około 3878 zł) można rozkoszować się, oczywiście złotym, deserem Golden Opulence Sundae. Przy takich delicjach zakup babeczki w Starbucksie to już żadna ekstrawagancja.


Paweł Gładysz

Student biologii na Uniwersytecie Gdańskim, anglista i tłumacz. Scenarzysta samouk i obserwator kultury popularnej. Uważa, że najważniejsze są drobiazgi oraz że dzień bez kubka zielonej herbaty to dzień stracony.