LUS|TRO

PER|WERSJA 6.9.0

Źródło grafiki: fot. Soren Astrup Jorgensen



Codziennie 10 milionów ludzi korzysta z Tindera. To jedna piąta wszystkich użytkowników tej aplikacji. Na poszukiwania poświęcają średnio 35 minut dziennie, wykonując 1,4 miliarda ruchów palcem, mimo że 12% spośród tych osób jest już w (nie)stałych związkach.

Króla Cypru utrzymywały w urojeniu młotek i dłuto, ale współczesny Pigmalion oszczędza siły. Ma aplikacje randkowe. W obu przypadkach narzędzia otwierają przed ludźmi morze możliwości. Mimo to wielu użytkownikom dotąd nie udało się zbudować trwałej relacji. Wciąż czekają na kogoś lepszego (na litość Afrodyty, która ożywi ich fantazje, podobnie jak tchnęła życie w posąg wykuty przez Pigmaliona?).

Pielęgnujemy swoje fantazmaty i poszukujemy ich w rzeczywistości. Chodzimy wiecznie zawiedzeni i niezadowoleni. Idealny partner, doskonała praca, wymarzona podróż, wyjątkowy mebel – szukamy i czekamy, czekamy i szukamy. I porównujemy się do innych, którzy to wszystko osiągnęli. Może czas zacząć wkładać mniej wysiłku w szukanie, a więcej – w znajdowanie? Przestać bujać w obłokach, osadzić się w rzeczywistości i przyjąć ją z całym dobrodziejstwem inwentarza?

Na początek odłóżmy dłuta, wyjdźmy z pracowni i zobaczmy, co się stanie.  

Wy też szukacie miłości na Tinderze? Oto kilka cennych rad.
Może coś z tego będzie.


Paweł Gładysz

Student biologii na Uniwersytecie Gdańskim, anglista i tłumacz. Scenarzysta samouk i obserwator kultury popularnej. Uważa, że najważniejsze są drobiazgi oraz że dzień bez kubka zielonej herbaty to dzień stracony.