Winne the book

Dwa światła

Źródło grafiki: Artur Baranowski
„Foucault w Warszawie” traktuje o stolicy Polski w latach pięćdziesiątych, o zachodnim zastrzyku odtrutki na stalinizm, którą jednak odrzucono. Dziś można napisać w książce, że jest się gejem, wtedy homoseksualizm władza traktowała jak zakażenie. Dziś na festiwalu filmów LGBT jeden z bohaterów tej opowieści czyta publicznie jej fragmenty, kiedyś seksualne spotkanie dwóch mężczyzn stało się pretekstem do wydalenia z kraju obcokrajowca. 
Zacznijmy od tego, że cała historia pobytu filozofa Michela Foucaulta w Warszawie stała się miejską legendą stolicy. A przecież przez rok po prostu kierował Ośrodkiem Kultury Francuskiej. Gdyby przyjechał dzisiaj, zapewne brałby czynny udział w Paradzie Równości, wtedy zaś każdy homoseksualista musiał swoje skłonności ukrywać. Istnieje jednak wspólna cecha pobytu Foucaulta w Warszawie i homoseksualizmu w Polsce lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku: oba istniały jakby w drugim obiegu. Bo jak ruch jednopłciowy dziś nie chowa się w brudnej latrynie czy na tyłach Grobu Nieznanego Żołnierza, tak „polski okres” Michela Foucaulta znamy wreszcie dzięki książce Remigiusza Ryzińskiego.

To dobrze, że napisał ją właśnie filozof, kulturoznawca i wykładowca akademicki. Zawód naukowca dał mu cierpliwość, skrupulatność i wiarę w dokumenty. Trzeba było bowiem akademickiego sprytu i badawczej intuicji, żeby dotrzeć do potrzebnych źródeł. Poznajemy więc wszystko, co można odkryć w tej sprawie, i okazuje się, że nie ma tego zbyt dużo. Mnie najbardziej ciekawią w książce fragmenty, w których pojawia się tytułowy bohater. Słowa nabierają wtedy kolorów. Bo kiedy czytamy o prostackich esbeckich metodach, o kiepskim rozeznaniu środowiska gejów, o braku pomysłu na inwigilowanie i zwyczajnym wymyślaniu raportów, zaczyna pachnieć nieładnie.

Oszalały system polityczny, którego doświadczył na własnej skórze, dowiódł jednej z jego naczelnych tez, że szaleństwo pojawia się tylko w społeczeństwie ludzi normalnych. Szaleństwo zostało wymyślone, tak jak rasa, społeczeństwo i jak seksualność (s. 114).

Foucault staje się lampą, którą Ryziński oświetla nieprzyjemne czasy, gdy homoseksualiści partnerów zdobywali, kusząc ich skutecznie wódką i kiełbasą, by prowadzić ich potem na tyły słynnego pomnika w Ogrodzie Saskim. Mariusz Szczygieł na swoim facebookowym profilu zapytał autora, co myślał o Foucaulcie przed napisaniem książki i już po jej skończeniu. Ryziński odpowiedział tak:

Przed napisaniem Foucault był tym, który uświadomił mi że kultura jest opresyjna, że moja tak zwana tożsamość, jest efektem różnych działań „wiedzy-władzy". Był więc bardzo ciekawym filozofem, ale w jakimś sensie dla mnie za trudnym, mniej ciekawym niż Roland Barthes, który zajmował się pisaniem, literaturą, fotografią. Po napisaniu książki, czy w czasie jej pisania, Foucault stał się dla mnie kimś o wiele bliższym. Jakimś takim kolegą i to nie starszym, tylko właśnie w moim wieku - powiedzmy 30+, który ma do wszystkiego dystans, absolutnie z niczym specjalnie się nie liczy, w sensie nie przejmuje pierdołami. Żyje, jakby nie było jutra. Kolega, z którym pewnie piłbym nie jedną noc. (Pisownia oryginalna).

Skoro chce się biesiadować z Foucaultem, to spróbujmy zgadnąć, co piłby człowiek, który zamiast kiełbasy mógł jeść foie gras? Według mnie do książki pasuje słodki francuski sauternes. To wino ze wszech miar wyjątkowe. Powstaje w apelacji, czyli na określonym terytorium, o tej samej nazwie z winogron zaatakowanych szlachetną odmianą pleśni botrylis cinerea. Uszkadza ona skórkę gron i w konsekwencji prowadzi do ich wysuszenia. Ususzone kiście mają więc nie tylko więcej cukru, lecz także skoncentrowany smak i mocno stężone aromaty. Sauternes nie smakuje jak dosłodzone wino, bo nie traci kwasowości, która eliminuje odczucie znużenia podczas picia. Wina te wytwarza się w apelacji AOC Sauternes na południu Bordeaux. Powstają tylko w wybranych latach, kiedy panują warunki optymalne do rozwoju pleśni. Są więc kosztowne w produkcji i drogie. Najsłynniejsze słodkie sauternes pochodzi z zamku d'Yquem. Szczyci się tytułem Premier Cru Superieur z Souternes w znanej klasyfikacji win bordoskich z 1855 roku.

 

Źródło grafiki: Suduiraut

Do książki Ryzińskiego proponuję również słodycz z innej winnicy w apelacji Sauternes – Chateau Suduiraut, której dewiza brzmi „Światło wprost z ziemi”. Czego można się spodziewać po butelce pełnej tego światła z roku 2000? Bardzo intensywnych aromatów skórki pomarańczy, miodu i orzechów. W ustach poczujemy słodycz brzoskwiń i wanilii oraz smak przypraw korzennych. Im dłużej będzie czekało w kieliszku na degustację, tym mocniej na pierwszy plan wypłyną nuty miodowe. Wino jest świeże, bo przełamane kwasowością cytrusów. Tak zrównoważony trunek pozostawia w ustach swój urzekający smak na długo.

Pite w towarzystwie polecanej lektury, współgra z promieniem światła,  jakim był w owych ponurych czasach Michel Foucault. Myślę także, że na długo zapadnie w pamięci, tak jak pobyt filozofa zachował się w głowach ludzi, których tu kochał. Pijcie, czytajcie i… nie przejmujcie się pierdołami. 


Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.