Winne the book

El gran azul

Źródło grafiki: Artur Baranowski
Mamy środek lata. Przypominam to celowo, bo w polskich nadmorskich kurortach zamiast wielkiego błękitu – wielka mokra szarość. Chciałem więc wlać w Was nieco optymizmu, który poczułem za sprawą pewnego zbioru reportaży z Hiszpanii. A do tego w tytule jest słońce. Na koniec popłyniemy na błękitnej fali z bąbelkami. 
Muszę Was tam zabrać, bo to miejsce wyjątkowe. Hiszpanie mają niezwykły temperament, ale też chyba najlepiej spośród Europejczyków potrafią cieszyć się wolnym czasem. A w kwestii tworzenia win? Tutaj każdego roku produkuje się świetne wina, bo pogoda zawsze jest odpowiednia. Zatem, inaczej niż choćby we Francji, rok produkcji nie ma aż takiego znaczenia. One zawsze są doskonałe.

Zanim połechtamy nasze kubki smakowe winem, zajrzyjmy do niezwykle ciekawego zbioru reportaży Aleksandry Lipczak Ludzie z placu Słońca. Napisałem „niezwykle ciekawego”, bo to trudna sztuka zebrać dobre reportaże i stworzyć niezłą książkę. Brzmi nieco paradoksalnie, ale, moim zdaniem, przykładem klęski wydawcy w tej kategorii jest choćby Polska odwraca oczy Justyny Kopińskiej. Reportaże dobre, ale całość przypadkowa.

Tymczasem Aleksandra Lipska zabiera nas w podróż po Hiszpanii jakby z drugiej strony folderów reklamowych. To oczywiste w przypadku reportażu. Penetruje kraj, sięgając do jego historii, i otwiera szafy, w których wiszą narodowe „pamiątki”, zwane trupami. Najtrudniejszą częścią wspólnej pamięci Hiszpanów są czasy Franco i w książce Lipskiej widzimy, jak mocno uwierają one ludzi do dziś. I jeśli ktoś zauważy podobieństwa do Polski i naszych duchów sprzed kilku dekad, to znajdzie dobry trop do odczytania tych reportaży. Ale w Ludziach… jest coś więcej niż opis chwilami beznadziejnych zmagań z historią reżimu. Jest tam też Hiszpania ogarnięta kryzysem ostatnich lat. Kraj, który wydawał się biec jak rozgrzany byk po arenie, ale w pewnym momencie zgubił rytm i galop skończył się przykrym upadkiem. Hiszpania jest wciąż mocnym torro, ale ze złamanym rogiem. I Lipczak pokazuje to doskonale. A ciekawy autorski, na który trafiamy w książce dwukrotnie, gdy tworzy rozdziały z samych tytułów gazet, zaskakuje najbardziej. Dla mnie to seria jak z karabinu, bo przecież tytuł to najważniejsza część przekazu, a tu mamy kilkadziesiąt strzałów naraz.

Mam swój ulubiony reportaż w tym zbiorze. Nosi tytuł Populacja tygrysa bengalskiego i opowiada o trudnym związku Katalonii i Hiszpanii. I wydaje mi się, że jest to kliniczny przykład małżeństwa doskonałego, które przeżywa trudne chwile, ale nigdy ze sobą nie zerwie. Bo oboje zwyczajnie kochają się na dobre i na złe. Tak to wygląda w tekście Lipczak i ja jej wierzę.

Pisać o Hiszpanii i pominąć temat wina? To karygodne! Przecież to tutaj powstają te, których Polacy najczęściej szukają na sklepowych półkach (rioja). Tutaj wytwarza się lekkie, mineralne białe albarino i pełnokrwiste, z wygrzanych w słońcu winogron szczepu tempanillo. Doskonałym partnerem książki Ludzie z Placu Słońca będzie wino z Nawarry, uchodzącej dziś za najbardziej eksperymentalny winiarski region Hiszpanii. 35 lat temu powstał tam instytut winno-enologiczny EVENA (Estación de Viticultura y Enología de Navarra). Nawarra niegdyś słynęła z produkcji win różowych, była jakby Prowansją Półwyspu Iberyjskiego. Dziś odwaga i wyobraźnia tutejszych winiarzy przynosi bardzo zaskakujące efekty, takie jak… niebieskie wino. Nie „niebiańskie”, ale niebieskie. Dobrze widzicie. Z niebieskich winogron? Nie, z białych. No to dlaczego jest niebieskie? A właściwie – po co jest niebieskie? Odpowiedź mam jedną – skoro jest musujące, to z pewnością służy zabawie. Bo nic tak nie wprowadza w niebiański (sic!) nastrój jak bąbelki.

Źródło grafiki: Frizzante Sopie Azul

Frizzante Sopié Azul to wino wytworzone z winogron szczepu chardonnay (Francuzi robią z niego szampany). Jest delikatnie musujące i najlepiej smakuje schłodzone. To trunek niezwykle aromatyczny, z dominującym zapachem jabłek, gruszek i cytrusów. Wyczujecie także ananasa, mango i lekką nutę kwiatów akacji. W ustach łaskocze drobnymi bąbelkami i pozostawia słodkawy posmak. Ma tylko 5,5% alkoholu, jest więc idealne na letnie gorące dni.

Pewnie chcielibyście wiedzieć, skąd ten kolor? To zasługa antocyjanów występujących naturalnie w winogronach i odrobiny indygo. Ale wolę inne wytłumaczenie niezwykłej barwy wina. Skoro powstało z królewskiej odmiany winogron chardonnay, to jako arystokratyczny szczep, z którego produkuje się cenione na świecie szampany, musi mieć błękitną krew! Nareszcie znalazł się ktoś, kto wycisnął te winogrona do samej krwi. 


Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.