Winne the book

Steiner i Cordier – dwa klasyki

Źródło grafiki: Artur Baranowski
Eseje George’a Steinera pisane są tak, jakby autorowi zupełnie obojętna była reakcja czytelników. Uściślijmy – nie przejmuje się komentarzami innych, bo pisze o tym, co jego samego interesuje. A czytelnik? On ma z tego wiele pożytku, przede wszystkim spotyka go możliwość obcowania z niespotykaną erudycją i szacunkiem dla słowa. Steiner to autor szczególny, a czytanie wydanego właśnie zbioru esejów przyprawia o dreszcze. Jest niemal przyjemnością ekstatyczną, bo autor z każdym słowem obchodzi się jak z klejnotem.
Wydane właśnie Eseje z New Yorkera obejmują jego twórczość z lat 1966–1977. „New Yorker” uchodzi za czasopismo szanujące słowo i czytelnika, dlatego pojawienie się w nim Steinera było naturalne jak zmiana pór roku. Eseista potraktował swoje pisanie do tygodnika z wyjątkowym oddaniem. Tworzył artykuły, które swoją objętością często łamały standardy objętościowe przyjęte dla czasopism. Nie robiło to jednak krzywdy ani jemu samemu, ani tym bardziej czytelnikom „NY”. Ci z zapałem i zachwytem pochłaniali teksty Steinera, znajdowali dla nich czas i chwilę spokoju, siedząc w głębokim fotelu przy (załóżmy) kieliszku wina.

Eseje Steinera stanowią niezwykłą intelektualną podróż po szeroko pojętej kulturze całego świata. Całość została pogrupowana nie wedle cezury kalendarzowej, ale zgodnie z tematyką. Politykę (logicznie) połączono z historią, zatem w pierwszym rozdziale otrzymujemy sporą porcję rozważań autora na temat miejsca literatury w ważnych w dziejach społeczeństw momentach. Steiner ocenia jej rolę oraz motywacje autorów, którzy poprzez literacką aktywność chcieli wpływać na postępowanie ludzi. Stąd już tylko krok do zagadnień filozofii i literatury sensu stricte.

W polskim piśmiennictwie znajdziemy podobne zbiory esejów poświęcone literackim przekonaniom ich autorów. Pisali o nich Jacek Dehnel w Młodszym księgowym czy Eustachy Rylski w Po śniadaniu. Steiner traktuje jednak wielkie nazwiska kultury światowej inaczej niż wspomniani autorzy. Stawia się nie tylko i nie przede wszystkim w roli krytyka ich dokonań. Jego rozważania są pogłębione w sposób niespotykany. Najpierw dokonuje analizy na wyjątkowo szczegółowym poziomie, żeby po chwili zsyntetyzować z tych części całkowicie nową wizję dzieła. Polega ona na wzniesieniu się ponad opisywane zjawisko lub pozycję literacką i spojrzeniu na nie w możliwie szerokim kontekście. I trzeba przyznać, że eseje te z jednej strony pokazują, jak bogatym warsztatem krytycznym dysponuje Steiner, z drugiej – pozwalają nam także dostrzec dużo więcej w znanych wcześniej książkach. Eseista dzieli się z czytelnikami spostrzeżeniami nienachalnie, ale z przekonaniem do swoich racji. Przy tym nie odbiera autorom ich kunsztu pisarskiego i nie karmi się ich sławą. Sam dla siebie jest wartością i obcowanie z jego eseistyką jest sporą przyjemnością.

Ta niezwykła książka wywołała we mnie potrzebę podkreślenia jej wartości niepospolitym winem. Sięgnąłem po wino, które – podobnie jak eseje Steinera – nie straciło swoich walorów mimo upływu lat. Najstarszy tekst we wspomnianej książce powstał w 1966 roku. A co ciekawego dał nam ten rok w świecie wina? Choćby Bordeaux Blanc od Cordiera. 55 lat nie zaszkodziło ani tekstom Steinera, ani temu winu. Przeszłe półwiecze dodało im wartości i sprawiło, że zarówno lektura jak i trunek smakują wybornie.

Cordier ma siedzibę w samej stolicy apelacji Bordeaux. Wina wytwarza od 1886 roku, zatem o tworzeniu najlepszych trunków z winogron wiedzą tam wszystko. Ponieważ rozlewa się je w najbardziej znanym rejonie winiarskim świata, zyskały najważniejszą cechę tamtejszych win – długowieczność. Łagodny, ciepły klimat, niepowtarzalny skład gleby i sprawdzone metody winifikacji to atuty Bordeaux. Ze wszystkich zakorkowanych tu butelek tylko 15 procent ma na etykiecie napis „blanc”, co czyni je trudno dostępnymi. Przy tym nie ustępują one swoim czerwonym kuzynom, nieraz nawet ich przewyższają.

Dominującą odmianą winogron używanych w produkcji białych bordoskich mieszanek jest sauvignon blanc. I choć za jego kolebkę uważa się tereny nad Loarą, to także nad Żyrondą udaje się świetnie. Częstym dodatkiem do sauvignon blanc w białych Bordeaux jest niewielka ilość wina ze szczepu semillion. Przechowywane w odpowiednich warunkach potrafią dojrzewać wiele lat.

Tak jest też z butelką Cordier Bordeaux Blanc 1966, którą degustowałem wraz z tekstami Steinera. W tym winie wyczuwalne jest co prawda lekkie utlenienie, które przyciemniło barwę trunku do bursztynowej. Nie popsuło to jednak przyjemności z kosztowania. Świeżość owoców wymieszała się po półwieczu leżakowania z aromatem kandyzowanych moreli. Smak jest więc gładki i aksamitny. Alkohol zachował to, co w winie najważniejsze – czar i niezwykłość. Mamy przy tej butelce okazję spróbowania wina wyprodukowanego jeszcze w starym klasycznym bordoskim stylu, który uległ przecież zmianie po 1970 roku.

Dwa klasyki – eseje Steinera i wino od Cordiera – pasują do siebie idealnie. Będę wracał do tej pary nie raz, odkrywając najpewniej coraz to inne wartości.


autor: George Steiner

tytuł: Eseje z „New Yorkera” 1966–1977

wydawnictwo: słowo/obraz terytoria

miejsce i rok wydania: Gdańsk 2018

liczba stron: 328

format: 145 × 235 mm

oprawa: miękka



Sięgnijcie też po zbiór felietonów Piotra Wierzbickiego, żeby dowiedzieć się, dlaczego każdemu utworowi muzyki klasycznej trzeba dać pięć szans, oraz do esejów Zadie Smith, która z fantazją pomaga przebić bańkę informacyjną

Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.