Fantastyczny problem

Ursula K. le Guin - fantastyka i antropologia (część druga)

W zeszłym miesiącu ukazałem „fantastyczne” oblicze Ursuli K. Le Guin, tym razem chciałbym przedstawić jej profil, który z grubsza można by określić jako „fantastycznonaukowy”. Jest to spore uproszczenie, gdyż w przypadku Ursuli takie rozróżnienia w dużej mierze tracą swoją użyteczność. Oczywiście w świecie Ziemiomorza kluczową rolę odgrywa magia, a w uniwersum Ekumeny (fantastycznonaukowa rzeczywistość wykreowana przez Le Guin) istnieją statki gwiezdne, podróże z prędkością światła i wielość planet. Pewne bardzo istotne cechy charakteryzują całą twórczość Le Guin; udowadniają one, że na danym poziomie fakt, czy bohater lata statkiem kosmicznym, czy też zmienia się w smoka, jest co najmniej niezbyt istotny.
Oczywiście ten poziom zapełnia wspomniana już przy okazji Czarnoksiężnika… refleksja filozoficzna i antropologiczno-kulturowa, przyprawiona elegancką dawką gustownej mistyki i niezwykle pięknymi przemyśleniami na temat śmierci, równowagi, harmonii i ludzkich lęków. W książkach science fiction autorki znajdziemy na pewno więcej refleksji polityczno-społecznych, a (może) nieco mniej przygody i magii (w rozległym rozumieniu). Wszystko jednak charakteryzuje poetycka i zadziwiająco bezpretensjonalna refleksyjna narracja, tak specyficzna dla tej amerykańskiej pisarki.

Z jej powieści s.f. najbardziej cenię Lewą rękę ciemności. Jest to właściwie antropologiczny dziennik podróżnika po obcej planecie. Ów podróżnik to wysłannik wspominanej już Ekumeny – konglomeratu handlowo-filozoficznego, łączącego planety zamieszkane przez ludzkość. Warto przy tym dodać, że w świecie stworzonym przez Le Guin całość znanego kosmosu zamieszkują ludzie, którzy są pochodną rasy ludzkiej z planety Hain. Ta planeta rozsyłała swoje kolonie w kosmos (także na Ziemię) i swych wysłanników pozostawiała samych sobie, aby rozwijali oni odrębne cywilizacje, stąd po pewnym czasie świadomość istnienia innych światów i rzeczywistości „macierzystej” zostaje w owych „koloniach” zatarta. W czasach opisywanych przez Le Guin Ekumena chce połączyć różne światy dla ogólnej korzyści, starając się przy okazji odkryć, po co starożytni Haiańczycy rozrzucali swoją rasę po całym kosmosie (jedną z możliwości jest przeprowadzanie niezwykłych w skali eksperymentów społeczno-biologicznych). Warto dodać, że w Ekumenie nie chodzi o władzę (kontrolowanie planet, do których dotarcie zajmuje kilkanaście bądź kilkadziesiąt lat, okazuje się niemożliwe), lecz o pewien rozwój świadomości (wynikający z poczucia, że nie jest się samemu w kosmosie), wymianę doświadczeń, towarów, ludzi, osiągnięć.

Genly Ai, główny bohater Lewej Ręki Ciemności, to tak zwany Mobil – jednoosobowa ekspedycja, wysłannik, poseł, który ma przekonać władców danej planety do dołączenia do Ekumeny. Samotność bohatera stawia go w ciekawej sytuacji (co wielokrotnie poruszane jest na kartach książki). Można by ją porównać do położenia antropologa stosującego technikę obserwacji uczestniczącej. Sam jeden – wyposażony wyłącznie w wystarczający zapas pieniędzy oraz w urządzenie umożliwiające mu kontakt z przełożonymi – musi przekonać do siebie lokalsów, a przy okazji poznać ich zwyczaje, zrozumieć naturę ich cywilizacji oraz jej mentalność. Większa grupa wysłanników mogłaby nieuchronnie zmienić unikalność izolowanej planety, jeden zaś musi się do niej dostosować – na tyle, na ile jest to możliwe.

Unikalność zasadza się na dwóch kwestiach: po pierwsze, planeta Gethen (zwana również Zimą) to glob pochłonięty przez epokę lodowcową, przez co warunki na niej panujące są bardzo ciężkie. Cywilizacja Getheńczyków wykształciła się w cieniu nieustannego zagrożenia życia. Ich główny cel to przetrwanie, powolna ewolucja, nie zaś rewolucyjny postęp.

Druga kwestia, zapewne najważniejsza, polega na ich kondycji seksualnej. Getheńczycy są istotami o jednej płci i przez większość miesiąca znajdują się w stanie aseksualnego obojnactwa. Jedynie na kilka dni cyklu wykształcają się u nich – zależnie od potrzeby lub przypadkowo – albo cechy płciowe męskie, albo żeńskie. Seks uprawiają oni zatem jedynie w okresie rui, kiedy jest on niemal niepowstrzymanym popędem. Genly Ai zaś, jako ziemianin płci męskiej, fizycznie bardzo do nich podobny (nie licząc cech płciowych), to według rodowitych Getheńczyków zboczeniec, istota podległa jedynie popędom. Ostatecznie nie istnieje dla nich coś takiego jak płeć.

To oczywiste, że takie a nie inne cechy biologiczne warunkują konstrukcję całej cywilizacji. Intrygują choćby rozważania autorki (wypowiadane przez głównego bohatera), która sama zadaje pytania, jak bardzo kwestie te są faktycznie kluczowe dla zrozumienia Gethen i jej mieszkańców. Otwiera to całe pole do refleksji nad kulturowymi i biologicznymi różnicami płciowymi, nad tolerancją i brakiem zrozumienia. Książka powstała w roku 1969, w czasach, kiedy tego typu tematy były znacznie mniej akceptowalne niż teraz. Warto przy tym podkreślić, że K. Le Guin nie pisze z punktu widzenia feminizmu czy nauki gender (wówczas nieistniejącej) ani z żadnej innej pozycji ideologicznej. Nie ma tu poprawności politycznej oraz gotowych odpowiedzi. Le Guin opisuje pewną rzeczywistość społeczną, bezpretensjonalnie pokazuje jej specyfikę i „normę”, zestawiając je z różnymi ziemskimi stereotypami odnoszącymi się do ról i różnic płciowych (Genly Ai współcześnie uznany byłby za szowinistę, choć w zamyśle miał pewnie reprezentować sposób myślenia mężczyzn końcówki lat 60.).

Oczywiście kwestie związane z płcią to nie jedyny problem poruszany przez Le Guin. Mamy tu również analizę społeczno-polityczną; dwa kraje na tej planecie odzwierciedlają  pewne modele rozwoju, które można by przyrównać do tych znanych z historii Ziemi. Genly Ai odwiedza kraj będący jakąś formą społeczeństwa anarchistycznego i feudalnego, a także być może kapitalistycznego (podkreślany jest silny indywidualizm obywateli), następnie dociera do państwa biurokratycznego z rozrośniętą władzą państwową i rozwiązaniami sugerującymi bliskie powinowactwo z komunizmem. Dostrzeżemy również rozważania religijne, głównie związane z fascynującym Le Guin problemem śmierci i radzeniem sobie z lękiem przed nią.

Warte podkreślenia wydaje mi się także to, że Genly Ai jest czarnoskóry (zresztą większość bohaterów Le Guin charakteryzuje się urodą nieeuropejską), co nie wpływa w żaden sposób na fabułę i nie wydaje się pretekstem do żadnych dodatkowych rozważań. Osobiście odbieram to jako bardzo subtelną naukę tolerancji – kolor skóry bohatera nie ma żadnego znaczenia. W żaden sposób go nie warunkuje: ani pozytywnie, ani negatywnie.

Zauważam tu również mnóstwo analiz i refleksji dotyczących języka, wpływu słowa na konstrukcję społeczną, a także podobne im rozważania antropologiczne. W Wydziedziczonych – innej książce z cyklu Ekumeny (bodaj najbardziej znanej) – Le Guin poszła jeszcze dalej i wykorzystała w praktyce hipotezę Sapira-Whorfa dotyczącą językowego postrzegania świata. Także w tej książce autorka zestawia ze sobą dwa różne modele społeczno-gospodarcze: mamy planetę Urras funkcjonującą na zasadach kapitalistycznych oraz jej księżyc Anarres, zamieszkany przez anarchokomunistów.

Cały cykl Ekumeny, podobnie jak cykl Ziemiomorza, to bardzo oryginalna, inteligentna i wrażliwa literatura. Każdy, kto miał w swoim życiu styczność z antropologią kultury, bez wątpienia wyłapie dodatkowo mnóstwo smaczków przemycanych przez autorkę.


Witold Dąbrowski

Absolwent kulturoznawstwa, student grafiki na warszawskiej ASP, pisarz amator. Pasjonat sztuk wizualnych i literatury (którymi stara się zajmować zarówno teoretycznie, jak i praktycznie), uwielbia fantastykę, muzykę elektroniczną, mistykę i surrealizm.