Poezje nieoczywiste

Sex, alcohol & poetry, czyli twórczość Charlesa Bukowskiego

Źródło grafiki: 40.media.tumblr.com/c15825232b111c87976bece131dc4fff/tumblr_mp9wly5nPq1sy5m25o1_1280.jpg; www.quickmeme.com/img/df/df0b2247e2c60428a4ba2ae0a53a5b791713fb903bbd516c1cf24629a8463d02.jpg
Sześć powieści, setki opowiadań, tysiące wierszy – to naprawdę imponujący dorobek bardzo twórczego artysty. I chociaż jego nazwisko znają czytelnicy na całym świecie, a publikacje są powszechnie dostępne w księgarniach, badacze akademiccy nie zwykli zaprzątać sobie głowy jego twórczością. Charles Bukowski – bo o nim mowa – nie traci jednak na popularności, a jego zbereźny, pijacki duch uparcie nawiedza nielicznych śmiałków sięgających jeszcze po tomiki poezji.
Paradoks poezji Bukowskiego polega wszakże na tym, że „odwaga” potrzebna do lektury jego wierszy nie musi wcale wynikać ze znawstwa czy intelektualnej gotowości do kontemplowania głębokich treści ukrytych w skomplikowanej formie. To raczej mierzenie się z nędznym, brudnym życiem pozbawionym perspektyw, z trudną, szarą rzeczywistością niemającą nic a nic wspólnego z Disneylandem – a wszystko podane jak na tacy, bez elementów dekoracyjnych i sztucznych polepszaczy smaku. Bukowskiego można albo odsądzać od czci i wiary, odmawiając mu jednocześnie tytułu prawdziwego artysty oraz sytuując w niechlubnym panteonie obdartusów i wyrzutków społecznych, albo przyjmować jego prawdę na klatę i spoglądać ponad zapijaczoną mordę na człowieka, który z parszywym ziemskim padołem był za pan brat.

Charles Bukowski za pomocą prozy i poezji opisywał wprawdzie ponurą stronę świata, ale bynajmniej nie robił tego, aby narzekać, aby zdawać z czegoś relację, aby wywoływać zmianę. Brał życie takim, jakim ono było, współdzielił je z tymi, a nie innymi ludźmi, w tych czasach, tych okolicznościach, tym mieście. Zwykli, biedni Amerykanie, dziwki, pospolici pijaczkowie, zszarzali robotnicy; obdrapane zakątki, zapchlone bary, obskurne pokoje motelowe… Jednym słowem: społeczna, ekonomiczna i kulturowa atmosfera Los Angeles drugiej połowy XX wieku. I w tych realiach Bukowski / bohater / alter ego / podmiot liryczny (granica, jeśli istnieje, jest płynna, zaciera się) często eksploatuje motywy kontrowersyjne, chociaż już obecne w poetyce już wcześniej. Pisząc językiem bardzo prostym i surowym o alkoholu, seksie, harówce w pracy i akcie twórczym, kontynuuje chociażby kontrkulturowe dzieło bitników, popycha je o jeszcze jeden krok dalej.

Wiersze Bukowskiego ukazują skalę zepsucia miejskiego życia widzianą z perspektywy zdeprawowanego mieszczucha. I mimo że mieszczuch ten wykazuje się wrażliwością niespotykaną w jego środowisku (chociażby dlatego, że obserwuje, zauważa i opisuje), to styl jego lirycznej wypowiedzi – akceptowalny w prozie, bardzo nietypowy dla poezji – jest ekstremalnie ofensywny, pełen seksu i agresji. Krytycy zauważają, że twórczość Bukowskiego zbliża się do satyry na postawę macho, w której rutynowy seks, nadużywanie alkoholu i stosowanie przemocy łączą się z obrazem przegranego człowieka, starego świntucha, obdartego i brzydkiego potwora, przeżywającego swe upadki w obskurnych pokojach hotelowych razem z tanimi dziwkami, alfonsami i pijaczkami. Bukowski jako artysta – outsider nie ma po prostu nic do stracenia, dlatego jego twórczość, odmiennie od twórczości innych artystów z nurtu autobiograficznego, nie boi się niedoskonałej, nieupiększonej prawdy. Dlatego w jego wierszach zamiast metafory znajdziemy anegdotę. Dlatego możemy natknąć się na fragmenty o bokserkach zżółkniętych z brudu, które na środku mają drobne, brązowe ślady od niedokładnie podtartego tyłka (po zakupie taniego wina zabrakło już na papier toaletowy).

W takich okolicznościach nie każdy chciałby przeczytać o seksie, Bukowski jednak koniecznie chciał o nim pisać. Karty jego prozy, wersy jego poezji i dni jego życia naznaczone były licznymi, gwałtownymi związkami z kobietami. Seks odgrywa w nich różne role. Może wskazywać na cienką granicę między małym zwycięstwem a wielką przegraną, między najlepszym i najgorszym dniem, między szczęściarzem i pechowcem. Dokładnie tak jak w wierszu fooling Marie (the poem), w którym zabawa (wolna od czujnego oka żony) z ładną blondynką po wygranej na torze wyścigowym szybko przeradza się w koszmar okradzionego, poniżonego faceta, siedzącego nago na łóżku ze szklanką whisky w ręku i wpatrzonego tępym wzrokiem w ruch uliczny za oknem.

Jakie jeszcze erotyczne symbole można odnaleźć u Bukowskiego? Na przykład symbol piękna i doskonałości, który przechodzi czasem ulicą przed naszym nosem i dla którego warto zatrzymać samochód, aby pogapić się przez szybę (sex). Albo – razem z aktem twórczym – aby konstytuować życie ludzkie, dodając mu znaczenia i przyjemności (a clen, well-lighted place) lub aby świadczyć o całkowitym wypaleniu się uczuć między dwojgiem ludzi (the screw-game). Ale seks to także wyznacznik tych nielicznych błogich chwil, kiedy cały świat ze swoją niesprawiedliwością i ohydą przestaje się liczyć – takich świadectw w utworach Bukowskiego jest bardzo wiele, na przykład w wierszach the girls at the green hotel, the shower albo like a flower in the rain (ten ostatni przeczytacie na grafice poniżej oraz, w moim tłumaczeniu, na dole strony).



like a flower in the rain to wiersz z tomu Love is a Dog from Hell (1977, wydanie polskie: Miłość to piekielny pies: wiersze z lat 1974-1977, Noir sur Blanc, 2003). Jest on, jak wiele innych utworów Bukowskiego, swego rodzaju scenką rodzajową, opowiastką, anegdotką. Poeta zastosował bardzo prosty, niewyszukany język – właściwie gdyby kolejne wersy ułożyć w ciągu obok siebie, nie różniłyby się one zbytnio od najzwyklejszej prozy. Znalazło się w nim nawet miejsce dla szczątkowego dialogu. Oczywiście, znajdziemy także figury poetyckie – epitety, porównania, powtórzenia, enumeracje – nic wyszukanego jednak tam nie ma. Podmiot liryczny skupia się na opisie aktu seksualnego, nie szczędząc szczegółów: obrazowych, pikantnych i... dziwacznych. Bo motyw seksu w tym przypadku nie ma szokować czy podniecać. Ma ukazać rzeczywistość relacji damsko-męskich: ani piękną, ani romantyczną, ani pasjonującą. Życie w związku, jeśli miałoby być bajką, byłoby tylko zwykłą, codzienną, trochę pokraczną historyjką. Ale jednak historyjką idylliczną! like a flower in the rain można bowiem zaliczyć do gatunku przewrotnej sielanki miejskiej, w której ludzka egzystencja wydaje się nieco koślawa i niedoskonała, ale przynosi momenty warte zapamiętania, roztaczające osobliwego rodzaju aurę urokliwości.

Charlesa Bukowskiego znamy przede wszystkim jako undergroundowego artystę piszącego bez ogródek o biedzie, alkoholu i seksie. Z jego wierszy i fragmentów prozy przebija jednak filozofia pogodzenia się z życiem w jego topornej formie, przyjęcie ze spokojem niedostatków egzystencji i prosta radość z małych wzlotów przy jednoczesnej niepamięci o bolesnych upadkach. O jednym tylko musimy pamiętać: cała ta lekko optymistyczna warstwa nie pojawia się wprost. Każdy czytelnik musi do niej dotrzeć sam, przekopując się przez brud, pospolitość i wulgarność.



jak kwiat w deszczu  

obciąłem środkowy paznokieć środkowego
palca
prawej dłoni
bardzo krótko
i zacząłem pocierać jej cipkę
gdy tak siedziała wyprostowana na łóżku
nakładając balsam na ręce
twarz
i piersi
tuż po kąpieli.
Zapaliła papieros:
„niech cię to nie zraża”,
i paliła i dalej nakładała
balsam.
a ja wciąż pocierałem cipkę.
„chcesz jabłko?” zapytałem.
„pewnie”, odpowiedziała, „masz dla mnie?”
ale dorwałem się do niej –
zaczęła się wiercić
przetoczyła się na swoją stronę,
stawała się mokra i otwarta
jak kwiat w deszczu.
potem przetoczyła się na brzuch
i jej najpiękniejszy tyłek
spozierał na mnie
i sięgnąłem poniżej i znów
dorwałem cipkę.
wykręciła rękę i złapała mojego
fiuta, przetoczyła się i wykręciła,
podniosłem
głowę opadającą w burzę
rudych włosów które rozlewały się
z jej głowy
a mój nabrzmiały fiut zagłębił się
w cudowność.  

później żartowaliśmy sobie z balsamu
i papierosa i jabłka.
potem wyszedłem po kurczaka
i krewetki i frytki i bułki
i purée z ziemniaków i sos i
sałatkę, i jedliśmy. powiedziała mi
jak dobrze się czuła i ja powiedziałem jej
jak dobrze się czułem i zjedliśmy
kurczaka i krewetki i
frytki i bułki i
purée z ziemniaków i sos i
sałatkę też.


Magdalena Pawłowska

Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.