Poezje nieoczywiste

Trzecia awangarda. O poezji cybernetycznej słów kilka

Źródło grafiki: img194.imageshack.us/img194/160/archiwumbelladonna.png
Co poetyckiego może tkwić w komputerze? Wydawałoby się, że raczej nic, a jednak istnieje taka dziedzina sztuki, która poza światem wirtualnym nie ma racji bytu. Mowa o dziwnym tworze rodem z pogranicza wielu sfer artystycznych, gnieżdżącym się gdzieś w zakurzonych zakątkach internetu – o poezji cybernetycznej.
Odcyfrowywanie tej niewiadomej zacznijmy od samej nazwy, która już mówi nam coś niecoś o zagadnieniu. Oczywiste jest nawiązanie do cybernetyki – nauki o systemach sterowania (gr. κυβερνήτης, kybernetes – ‘sternik’) oraz o związanych z nimi procesach przetwarzania i przekazywania informacji. Niektóre pojęcia typowe dla tej dyscypliny, takie jak na przykład pojęcie pętli, stały się wzorcem dla formalnych wyznaczników wszystkich utworów, które można uznać za przykłady poezji cybernetycznej. Co więcej, cybernetyka kojarzy się z automatyką i robotyką, a więc z maszyną (chociaż jest interdyscyplinarna: bada nie tylko zasady działania maszyn, lecz także organizmów żywych i układów społecznych).  Łatwo to przełożyć na środowisko naturalne dla poezji cybernetycznej, czyli na internet.

Trochę trudniej uzasadnić człon „poezja”, elementy literackie (czy w ogóle językowe) nie są bowiem ważniejsze lub bardziej wyraziste niż pozostałe składniki takich utworów. Niezwykle istotną funkcję pełnią także pierwiastki audiowizualne, konceptualne oraz technologiczne, które wykorzystują możliwości nowych mediów. A jednak prócz powiązań z takimi prądami jak: muzyczny bruityzm i glitch, wspomniana już cybernetyka oraz metoda kolażu wymienia się również inspiracje czysto poetyckie. Przy tego typu twórczości nie mogło przecież zabraknąć honorowego patronatu futurystów! Miasto, masa, maszyna – te trzy elementy znamy przecież chociażby z lekcji języka polskiego. To one zapładniały umysły poetów, malarzy i muzyków, to one grały rolę nowych muz nowej cywilizacji i nowego pokolenia artystów. Tadeusz Peiper pisał w swoim manifeście: „Maszyna powinna stać się sługą sztuki. Powinna służyć celom, które wyłaniają się z wnętrza samej sztuki, z jej własnej istoty. Nie o uwielbienie lub naśladowanie maszyny chodzi, lecz o jej wyzyskanie”[1]. A twórcy poezji cybernetycznej właśnie w taki sposób postępują: oswajają szeregi kodów źródłowych, eksploatują potencjał wirtualnej rzeczywistości, wpuszczają ducha artyzmu w zimne złącza płyty głównej. I kreują sztukę – a to, jaka się ona okazuje, najlepiej pokazać na przykładach.

Jednym z przedstawicieli poezji cybernetycznej w Polsce jest Łukasz Podgórni związany z cyberpoetycznymi inicjatywami Perfokarta i Cichy Nabiau. Wśród jego utworów można odnaleźć wszelkiego rodzaju próby literackie w różnej mierze wykorzystujące poszczególne dziedziny sztuki. Weźmy na przykład utwór pniΩ. Jest to statyczny obraz z serią tęczowych gwiazdek, liter i znaków na czarnym paskowanym tle. Oprócz całkiem przypadkowych symboli znajdują się tam dwa czytelne fragmenty: „tyle było drzwi”, „do utraty pni”. Odruchowe konotacje odsyłają nas do piosenki Marka Grechuty Dni, których nie znamy, a w szczególności do jednego cytatu: „tyle było dni do utraty sił”. Mamy tu do czynienia z chwytem artystycznego recyklingu, twórczym wykorzystaniem gotowych tekstów kultury, tak zwanych ready-made’ów. Kryje się za tym rozleglejsza idea – przedstawiciele poezji cybernetycznej odzyskują niektóre teksty (najczęściej te zapomniane przez publiczność), wyrywają je z naturalnych kontekstów i wytwarzają dla nich odmienne środowisko z nowymi sensami. Takim procedurom mogą być poddawane zarówno fragmenty, jak i całe utwory (spójrzmy na wiersz Tytusa Czyżewskiego Oczy tygrysa). Nieostre staje się przez to pojęcie autorstwa, inaczej zaczyna wyglądać idea jedności i integralności sztuki.

Wróćmy do utworu pniΩ. Czyżbyśmy w tym lakonicznym kawałku mieli upatrywać apelu wzywającego do chronienia przyrody? Czyżby podmiot zwracał uwagę na to, że przez zaspokajanie naszych wcale nie najpilniejszych potrzeb utracimy niedługo już nie tylko dziką przyrodę, lecz także jej marne namiastki, które staramy się gdzieniegdzie tworzyć? Czy jest to jedyna interpretacja, czy zaledwie jedna z wielu właściwych, a może już raczej nadinterpretacja, bo w istocie pniΩ nie znaczy nic – trudno tu ferować jakiekolwiek wyroki. Jeszcze trudniej skomentować twory bardziej skomplikowane. Co tam zresztą skomentować! Czasem w ogóle nie wiadomo, jak do nich podejść, jak się zachować, co zrobić, jak zareagować. Ale tutaj po prostu nie ma zasad, nie ma jedynych słusznych wzorców postępowania. Odwołując się do wstępu poprzedzającego utwór Podgórniego rozstrzelam krew, możemy stwierdzić: „zalecana jest obsługa rewolucyjna / kontemplacyjna”. Z tego typu sztuką wiązać powinniśmy, rzecz jasna, funkcję estetyczną, ale tutaj do głosu dochodzi także jej wymiar wybitnie ludyczny. Odbiorca powinien bawić się dostarczonym materiałem, odkrywać kolejne poziomy, klikać, najeżdżać, przesuwać – działać, współtworzyć, zapomnieć o typowych podziałach na twórcę i czytelnika. To ważny element jednego z cyberpoetycznych manifestów: „Poezja cybernetyczna jest tą grą językową, w której chodzi o przeformułowanie niektórych z przeświadczeń, zakorzenionych w automatyzmie społecznych ocen”. I nie chodzi wyłącznie o relację nadawca – odbiorca. Zmienia się także pojmowanie ról artysty, naukowca, osób trzecich.

Poezja cybernetyczna, chociaż powszechnie dostępna, nie należy do mocno rozpowszechnionych. Jest niełatwa w odbiorze, nieoswojona, dziwna i obca; nowa mimo ponad dwudziestoletniej tradycji. Na pewno jednak warto poświęcić jej chwilę uwagi, bo ona pobudza, angażuje, szokuje, obrzydza, zniechęca. Robi różnicę – zwłaszcza w świecie, w którym maskujemy obojętną minę roześmianym emotikonem, rozdajemy lajki zamiast dobrego słowa czy jałmużny, bez wzruszenia przewijamy przed oczami kolejne obrazy i odsączamy wszelkie treści z poezji.

Po więcej twórczości cyberpoetycznej odsyłam na stronę Perfokarty. Zachęcam też do podjęcia własnych poszukiwań.




[1] Tadeusz Peiper, Miasto. Masa. Maszyna, „Zwrotnica” 1922, nr 2; przedruk według: tegoż, Tędy. Nowe usta, redakcja i opracowanie Teresa Podoska, komentarz i przedmowa Stanisław Jaworski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1972, s. 30-48.

Magdalena Pawłowska

Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.