Fantastyczny problem

Księga Nowego Słońca

Źródło grafiki: gnomepress.files.wordpress.com/2010/04/new-sun.jpg; 40.media.tumblr.com/d215afb7e6acb2816a38c06aa98c86e9/tumblr_mlnns6FMFg1rr9bzgo1_1280.jpg?.jpg
Księga Nowego Słońca to pięciotomowy cykl autorstwa amerykańskiego pisarza Gene’a Wolfe’a. Pod tym pozornie pretensjonalnym tytułem kryje się jedna spójna opowieść, z przyczyn wydawniczych i finansowych podzielona na tomy. W świecie literatury fantasy budowanie wielotomowych cykli to zabieg zbliżony do mnożenia sezonów w amerykańskich sitcomach. Jednak w przypadku dzieła Wolfe’a nie ma mowy o sztucznym przedłużaniu i rozciąganiu opowieści – każdy tom jest ważny, wszystkie wydarzenia mają swój sens i swoje konsekwencje, nawet jeżeli poznajemy je dopiero w ostatnich rozdziałach ostatniego tomu.


Kiedy czytałem tę serię po raz pierwszy, względnie zadowolony, lecz nieszczególnie poruszony zakończyłem lekturę na części czwartej i na parę ładnych lat zapomniałem o piątym tomie. Cały cykl przeczytałem ponownie (już w całości) dopiero w wieku 22 lat – i tak, dopiero wtedy się zachwyciłem i dopiero wtedy dotarło do mnie, w czym tkwił problem. Księga Nowego Słońca okazała się lekturą, do której trzeba dorosnąć. Ponadto, jak chyba każde wybitne i pieczołowicie skonstruowane dzieło, wymaga pochłonięcia go w całości, nawet jeżeli ma się wrażenie (a takie właśnie odniosłem przy pierwszej lekturze), że historia nie zmierza już w żadnym konkretnym kierunku.

Winę za to ponosi najwyraźniej wydawca, który część piątą potraktował jako nieoficjalny dodatek, epilog niewłączony w zasadniczą część cyklu. Nie wiem, dlaczego tak się stało, ale nie sugerujcie się tym nieporozumieniem – piąty tom cyklu Wolfe’a nadaje sens całej tej skomplikowanej konstrukcji i sprawia, że wszystko układa się w solidną całość.

Prawdopodobnie najbardziej fascynującym elementem tej powieści jest świat przedstawiony. Wolfe stworzył absolutnie niepowtarzalną i bardzo zmyślną mieszankę fantasy i science-fiction. Początkowo wszystko wydaje się dziać w realiach typowych dla fantasy. Z czasem zaczynamy  jednak dostrzegać elementy nieprzystające – dziwne, potężne bronie czy niezwykłe pozostałości po zaawansowanych technologicznie kulturach. Autor często sugeruje – choć nigdy nie mówi tego wprost (co również jest wielką zaletą) – że planeta, na której rozgrywa się historia (zwana Urth), to tak naprawdę Ziemia z bardzo dalekiej przeszłości (bądź też kolonia Ziemian stworzona na ziemskie podobieństwo). Prawda jest bardziej skomplikowana, ale do tego warto już dojść samemu. Dość powiedzieć, że większość społeczeństwa Urth żyje na poziomie zbliżonym do średniowiecza, wąska klasa możnych dysponuje wiedzą i technologią bliższą czasom nam współczesnym, natomiast istoty o najwyższym statusie bez większego problemu mogą korzystać z dobrodziejstw kosmicznej technologii.

A technologia w Księdze Nowego Słońca jest dziwna i niezwykła. Z punktu widzenia bohatera (o którym za chwilę) oraz samego czytelnika wydaje się magiczna, mistyczna, wręcz surrealistyczna. Jest niepojęta, potężna i niezgłębiona, Urth zaś obfituje w niesamowite pozostałości po niej.  Społeczeństwo Urth żyje w otoczeniu niezwykłych śladów dawnych kultur, nie znając właściwego pojęcia technologii.

Severian, główny bohater pełniący również funkcję narratora, młody mężczyzna dysponujący pamięcią absolutną – wychowany został w siedzibie konfraterni katów. Jako dorosły człowiek zyskał status kata i wypełniał swoje obowiązki wobec bractwa i społeczeństwa, z dumą torturując i zabijając więźniów. W pewnym momencie jednak łamie zasady swojego zgromadzenia i umożliwia samobójstwo kobiecie skazanej na tortury. Za ten akt niedopuszczalnej łaski zostaje wygnany na daleką prowincję, gdzie wyuczony zawód ma wykonywać do końca swoich dni.

Ciągnąca się przez pięć tomów historia Severiana to opowieść o wędrówce i błądzeniu przez dziwny i tajemniczy świat, którego słońce zbliża się ku śmierci. W większym stopniu jest to opowieść o Urth niż o samym Severianie, ponieważ on sam – celowo, jak sądzę – nie okazuje się wybitnie pasjonującym i charyzmatycznym bohaterem. Trzeba jednak przyznać, że tkwi w nim pewna ciekawa dwuznaczność – głównie spowodowana jego zawodem, wykonywanym bez wahania i z dumą. Ciekawsze od psychiki Severiana jest jednak to, jak świat i los obchodzą się z nim samym. To postać spokojna, racjonalna, a przy tym typ włóczykija i awanturnika, którego zadanie polega na dokładnym zrelacjonowaniu niezwykłych wydarzeń swojego życia.

Jest ich sporo. Na swej drodze Severian spotyka mnóstwo niezwykłych postaci i dziwnych istot, przemierza niesamowite tereny skrywające pozostałości po dawnych cywilizacjach, przeżywa liczne przygody miłosne i trafia w sam środek wydarzeń, które doprowadzą do zmiany obrazu całego świata umierającego słońca. W zasadzie powieść jest nieco oldskulową historią awanturniczą, jednak nie ma tu mowy o żadnych banałach. Wolfe to pisarz z niesamowitą wyobraźnią, a przy tym genialny erudyta i doskonały językowy stylista. Wszystkie przygody przeżywane przez Severiana, każda postać, każde zdarzenie z jego udziałem – wszystko to jest obce i dziwne dla czytelnika. Autorowi udało się wykreować realia, które mimo dostrzegalnych podobieństw do naszej rzeczywistości są czymś całkowicie odrębnym i oryginalnym, a jednocześnie funkcjonują według własnej, spójnej logiki. Myślę, że to jedna z najciekawszych i najbardziej oryginalnych wizji fikcyjnego świata, z jaką się spotkałem w literaturze.

Początkowo może się wydawać, że cały sens tej książki opiera się właśnie na opowiadaniu o dziwnych, mrocznych i niezwykłych sytuacjach nieustannie przydarzających się bohaterowi. W istocie jednak – tak, jak już wcześniej pisałem – cała ta historia zmierza do konkretnego celu. Nie zdradzę, o jaki cel mi chodzi, gdyż nieładnie psuć ludziom lekturę. Dość powiedzieć, że pozornie nadęty tytuł – Księga Nowego Słońca – koniec końców może wydać się niezwykle adekwatny. W momencie gdy zaczniemy dostrzegać mistyczny i religijny sens całej tej historii, wszystkie elementy powieści zaczynają układać się w miarę spójną konstrukcję.

Oprócz tego ważną rolę odgrywa tu warstwa przemyśleń i refleksji autora, wypowiadanych za pośrednictwem narracji głównego bohatera. Wolfe lubi pofilozofować i wychodzi mu to wyjątkowo sprawnie. Jego erudycja i orientacja w świecie antropologii, filozofii i rozlegle pojętej humanistyki wzbudza szacunek, a pomysłowość, z jaką wykorzystuje swoją wiedzę w kreowaniu historii, robi niemałe wrażenie. Doskonałym przykładem jest dla mnie pewien fragment powieści: Severian poznaje w niej dawną legendę powtarzaną przez lokalsów, wśród których się znalazł podczas swych podróży. Szybko orientujemy się, że legenda zasłyszana przez głównego bohatera jest tak naprawdę pomysłowo przetworzonym mitem o Tezeuszu, swoistym eksperymentem myślowym, dotyczącym tego, w jakiej postaci taka historia mogłaby przetrwać tysiąclecia i w jakiej formie byłaby opowiadana w zupełnie innym świecie. To świetne, gdyż Wolfe celuje w czytelnika inteligentnego i wykształconego na tyle, by takie smaczki wyłapywać.

Warto jeszcze wspomnieć o języku i stylu Wolfe’a – dla mnie to prawdziwy majstersztyk. Spokojna, refleksyjna i poetycka narracja oraz piękny i stonowany styl sprawiają, że Urth staje się naprawdę niezwykłym miejscem.

Na koniec: nie sugerujcie się obrzydliwymi i tandetnymi okładkami najbardziej popularnego wydania Książnicy. Są to sztampowe obrazki fantasy kompletnie niezwiązane z treścią książki i w żaden sposób nieoddające jej sensu bądź klimatu. Oto doskonały przykład tego, jak za pomocą pogardliwego stosunku do fantastyki i sztuki projektowej, jaką jest tworzenie okładek, można zinfantylizować naprawdę wybitną i jak najbardziej poważną powieść. Na szczęście da się gdzieniegdzie znaleźć wydania z okładkami charakteryzującymi się nieco większą klasą, tak więc zachęcam do poszukiwań.


Witold Dąbrowski

Absolwent kulturoznawstwa, student grafiki na warszawskiej ASP, pisarz amator. Pasjonat sztuk wizualnych i literatury (którymi stara się zajmować zarówno teoretycznie, jak i praktycznie), uwielbia fantastykę, muzykę elektroniczną, mistykę i surrealizm.