Fantastyczny problem

Bułyczow i jego radzieccy obcy

Źródło grafiki: Witold Dąbrowski
Opowiadania Guslarskie Kira Byłuczowa po raz pierwszy przeczytałem w wieku 13–14 lat i w tamtym czasie było to dla mnie spore odkrycie. Miałem już wtedy na koncie kilka pozycji fantasy i s.f., które w jakiś sposób zdążyły ukształtować mój gust. Bułyczow był chyba pierwszym autorem „luźniejszego” scienceficton, ale jego twórczość kryła w sobie jakąś głębię, która nadawała jego twórczości intrygujący charakter.
Bułyczow – urodzony w 1934 roku rosyjski historyk-orientalista oraz pisarz i scenarzysta s.f. – napisał wiele książek, ale to właśnie cykl opowiadań o Wielkim Guslarze (tworzony od lat 70. do początków XXI wieku) przyniósł mu największą popularność. Opowiada się w nich o tytułowej miejscowości – Wielkim Guslarze – leżącej gdzieś w ZSRR/Rosji, a także o jej mieszkańcach, którzy muszą radzić sobie z niespodziewanym zalewem kosmitów, obcych technologii, szalonych wynalazków oraz wielu innych dziwnych niespodzianek. Wielki Guslar to pozornie zupełnie przeciętna radziecka mieścina średniej wielkości, zamieszkana przez paletę barwnych postaci. Właściwie każda z nich mieści się w jakimś schemacie (chciałoby się rzec: wschodnioeuropejskim schemacie), ale jednocześnie się z niego wyłamuje – często przez zetknięcie z kosmicznymi cywilizacjami lub zjawiskami nadprzyrodzonymi. Mamy więc Korneliusza Udałowa, spokojnego i sympatycznego dyrektora budowy, którego często odwiedzają przybysze z innej planety, oraz jego najlepszego przyjaciela Grubina, starego kawalera, lekkoducha i wynalazcę-amatora. Jest miejsce na młodego dziennikarza Miszę Standala, który co chwila przeżywa rozterki miłosne, oraz genialnego i nieco ekscentrycznego naukowca i wynalazcę (postać wręcz obowiązkowa w s.f.) Lwa Chrystoforowicza Minca, który często próbuje rozwikłać jakiś znany problem społeczny bądź naukowy i przy okazji stwarza oczywiście całkiem nowe kłopoty. Ta czwórka nie wyczerpuje rzecz jasna całej obsady. Postaci jest wiele i – jak to w małym mieście – każdy każdego zna.

Fantastykę Bułyczowa charakteryzuje swojski, absurdalny humor oraz delikatny cynizm, przebijający się między wierszami i odsłaniający dosyć smętną rzeczywistość (choć widzianą przez różowe okulary). Osobie urodzonej w Polsce i wychowanej – między innymi – na filmach Barei Bułyczow będzie pewnie dosyć bliski, choć naturalnie realia oraz humor rosyjski różnią się od polskich. Trudno jednak nie uśmiechnąć się pod nosem, kiedy czyta się opowiadanie o pladze zmutowanych złotych rybek spełniających życzenia mieszkańców, którzy oczywiście w pierwszej kolejności zażyczyli sobie, by zamiast wody z kranów zaczęła lecieć wódka. Albo gdy genialny naukowiec Minc, zniesmaczony lenistwem swoich współmieszkańców, postanawia stworzyć lekarstwo na bumelanctwo. Zdarzają się także opowiadania nieco bardziej rozbudowane i poważne, jak choćby Rycerze na Rozdrożach. Długość i konstrukcja utworu stawia go w jednym rzędzie z małymi powieściami. To chyba najbardziej „ambitna” z guślarskich opowieści: w ciekawy sposób rozpatruje się tam problem eliksiru młodości i skutków jego zażycia.

Generalnie Opowiadania Guslarskie korzystają ze schematów i motywów częstokroć wykorzystywanych w s.f. i może bardziej niż same pomysły fabularne intryguje sposób ich przedstawienia. Bohaterowie Bułyczowa to w gruncie rzeczy przeciętni ludzie w średnim wieku, którym po prostu zdarzają się niesamowite przygody – co zresztą przyjmują bez większych emocji, przyzwyczajeni już do odwiedzin obcych i spotkań z niezwykłymi wynalazkami. Kosmici też zresztą nie wydają się ponadprzeciętni. Mają co prawda więcej rąk i oczu niż człowiek, ale da się z nimi dogadać, tym bardziej, że przeżywają podobne problemy. I w tym właśnie tkwi urok tych opowiadań: Bułyczow ukazuje wady i słabości zwyczajnych ludzi, przedstawia ich pragnienia i to, jak się zachowują, jeśli mają możliwość, by je zaspokoić. Nie ma tu moralizatorstwa – królują groteska, sarkazm i spora doza sympatii. To wszystko sprawia, że opowiadania czyta się z przyjemnością i z lekkim sentymentem, a przy tym ma się również wrażenie, że lektura jednak coś po sobie zostawia. Bohaterowie Bułyczowa są w gruncie rzeczy bardzo naturalni w swoich zachowaniach oraz bardzo prawdziwi w swych wadach i zaletach, a ich problemy pozostają aktualne i swojskie. To wszystko sprawia, że Wielki Guslar zostaje w głowie, nawet jeżeli nie należy do literackich arcydzieł.


Witold Dąbrowski

Absolwent kulturoznawstwa, student grafiki na warszawskiej ASP, pisarz amator. Pasjonat sztuk wizualnych i literatury (którymi stara się zajmować zarówno teoretycznie, jak i praktycznie), uwielbia fantastykę, muzykę elektroniczną, mistykę i surrealizm.