Wyrazy wyraziste

Supersiła superwyrazów

Źródło grafiki: Źródło ilustracji: http://stuffpoint.com/gamesrocks/image/13260/superman-wallpaper/
Wiadomo, że za pomocą słowa wyrazić można niemal wszystko. W słowniku odnajdziemy wiele określeń opisujących takie uczucia jak strach, zdenerwowanie, złość czy radość. Szczególnie odzwierciedlenie tej ostatniej emocji wiąże się z możliwością czerpania z dobrodziejstw synonimii. Mimo że w naszym idiolekcie wciąż występują słowa dość neutralne (głównie te, z którymi zapoznaliśmy się najwcześniej), to nadal szukamy nowości.
W końcu o tym, co chcemy powiedzieć, decydujemy sami, mamy zatem szansę na zaprezentowanie się od tej strony, którą uznamy za najlepszą. Wystarczy jeden albo niestosowny, albo ciekawy wyraz, by innych sobą zainteresować bądź wręcz przeciwnie – postarać się o to, by zostać uznanym za niegodnego uwagi. Rodacy najłatwiej radzą sobie z okazywaniem swojej złości – wystarczy jeden wymowny okrzyk lub (nie zawsze) nieopatrznie wypowiedziane przekleństwo. Przy manifestowaniu odmiennych uczuć staramy się już bardziej.

Ostatnimi czasy coraz częściej usłyszeć można synonimy przymiotników takich jak wspaniały, niezwykły czy niesamowity. Te nowe nie byłyby jednak modne, gdyby nie charakteryzowały się odmiennym rejestrem stylistycznym. Nie należy krytykować tego, że zmieniające się z biegiem czasu społeczeństwo odczuło potrzebę posługiwania się nieco bliższym mu słownictwem. Za oczywisty uznać można również fakt, że emocje najłatwiej odzwierciedlić, posługując się przymiotnikami w formie wykrzyknień. I wszystko byłoby pięknie – coraz to nowe wyrazy z pewnością odgrywałyby swoją rolę, gdyby nie to, że ich znaczenie szybko się zaciera. Cool przestaje być ekstra, a ekstra nie jest już super. To ostatnie z kolei powoli wypierać zaczyna nowsze mega.

Co zatem było na początku? Właściwie trudno powiedzieć, jednak zapewne wskazać można by takie przymiotniki jak zacny, hoży lub nadobny. Co ciekawe, i one są dzisiaj dość popularne, głównie w środowisku młodzieży, która odświeża nie najnowsze już leksemy, nadając im jednak nowe nacechowanie. Przybądź tu do mnie, zacna niewiasto to przecież przykład stylizacji archaicznej, mającej zasadniczo żartobliwy charakter. Jednak choćby te właśnie słowa zużyły się już w kontekście mowy niby nienacechowanej, ale mimo wszystko takiej, w której nie dąży się do tego, by zupełnie zrezygnować z wyrażania swoich uczuć. Niewątpliwa przezroczystość tekstu przestaje być pożądana, tym bardziej w przekazie ustnym. Stąd właśnie najczęściej używane słowa zaczynają być passé, a przez odnajdywanie tych nowszych, ciekawszych i bardziej oryginalnych, można nie tylko podnieść swoje morale, lecz także zabłysnąć w towarzystwie. Skupiamy się zatem na zastosowaniu innowacji uzupełniającej w języku – temu, co stare, nadajemy nowe nacechowanie lub po prostu szukamy czegoś zdecydowanie świeższego.

Wydawałoby się, że sięganie do przeszłości i wykorzystywanie słów, za których pomocą porozumiewano się dawniej, nie wymaga takiej kreatywności jak poszukiwanie nowych leksemów. Czyżby? Skąd zatem czerpiemy, tworząc nowości? Wystarczy posłuchać rozmawiających ze sobą nastolatków, by od razu zdać sobie sprawę z tego, że prawdziwą skarbnicą takich wyrazów są języki obce, a zwłaszcza angielski. Odkąd niemal wszystko, co pochodzi z zachodu, zyskało miano dobra luksusowego, także posługiwanie się zwrotami zapożyczonymi od naszych europejskich sąsiadów czyni nas jakby bardziej elokwentnymi. Odtąd wszystko stało się mniej wspaniałe czy niesamowite, z rzadka jest także fajne, za to jak najbardziej: cool, super, dżezi. Niekiedy i to nie wystarcza, ponieważ te wyrazy wydają się nam niejako spolszczone, weszły do słownictwa codziennego, a zatem przestały wydawać się tak trendy, jak byśmy sobie tego życzyli. Co w takiej sytuacji zrobić? I z tym problemem można się uporać – coraz częściej słyszymy zapożyczenia w formie cytatu. Film czy książka bywają dziś więc awesome i great. Zabieg pozornie udany, jednak czyżby zamknął on drogę do dalszego poszukiwania nowatorskich określeń? Niekoniecznie, zawsze można przecież wrócić do neosemantyzacji starszych zwrotów, a gdy znudzą nam się po raz kolejny – zatęsknić za szukaniem współczesnych leksemów.

Zasadniczo tego typu próby mogą wydawać się nieszkodliwe. Pozornie wzbogacają język polski o to, co nowsze, a co za tym idzie – lepsze? Otóż niekoniecznie. Im więcej tego typu zapożyczeń się pojawia, tym bardziej tracimy swoją tożsamość. I absolutnie nie chodzi o to, że powinniśmy walczyć ze swoistą anglicyzacją słownictwa. W końcu nikomu nie przeszkadzają słowa takie jak komputer czy joystick. Nazywają one bowiem to, na co my pierwotnie określenia nie mieliśmy. W tym przypadku język spełnia swoją funkcję – służy komunikacji. Co prawda jednym z kolejnych jego zastosowań jest oddanie ekspresji, jednak chyba większość zgodzi się z tym, że nałogowe poszukiwanie językowych doznań nie powinno być wzorcowe.

Skoro słowniki odnotowują szereg słów, za których pomocą możemy nazwać to, co naprawdę czujemy, z jakiego powodu sięgać po zamienniki? Może właśnie sami sprawiliśmy, że wspaniały przestał być niesamowity, a już na pewno nie jest super. Synonimia w języku to pewne dobro i powinniśmy chcieć z niego korzystać. Za jednakowo niewłaściwe można uznać ograniczanie się do samych podstawowych słów, jak i ciągłe szukanie tego, co nowsze, a nie zawsze lepsze.

Pamiętajmy też o tym, że gdy wyraz zaczyna być modny, to jego znaczenie z czasem się zaciera, a zatem rola, którą początkowo miał on odgrywać – jak najlepsze oddanie naszych emocji – zanika. Łatwo zaobserwować to zjawisko na przykładzie wspomnianych już określeń pozytywnych uczuć, jednak dotyczy ono języka w ogóle. Warto  zatem zastanowić się nad tym, co mówimy – jeśli chcemy być rozumiani, zadbajmy też o warstwę lingwistyczną wypowiedzi. Nie musimy być modni, by zostać zrozumianymi, co więcej – to my możemy wprowadzać nową modę. W końcu na czasie jest mówić poprawnie.


Karolina Pastor

Studentka filologii polskiej i filologii włoskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Czasem pisze, częściej czyta. Zgadza się z tym, że wszystko zależy od przyimka.