Żywe słowa

Jasne strony ciemnych stron życia. Adam Asnyk, „Pan Jezus chodzi po świecie”

Źródło grafiki: fot. Agata Starownik
Poeci tworzący po powstaniu styczniowym nie mają łatwego życia pośmiertnego. Nie dość, że pozostają w cieniu trojga współczesnych im prozaików, to ich wiersze przyćmiewa wciąż jasny blask czterech wieszczów. Co gorsza, z rozpędu można ich skojarzyć z mniej ważnymi romantykami, niecieszącymi się zbyt dobrą opinią, takimi jak Wincenty Pol, Józef Bohdan Zaleski czy Teofil Lenartowicz. Konopnicką czy Asnyka łączą z nimi nawiązania do poezji ludowej – która również zbyt dobrej opinii nie ma. Prosta, banalna, skonwencjonalizowana, po prostu nieco wdzięczniejsza poprzedniczka kultury masowej!
Sugeruje ją już sam tytuł wiersza Pan Jezus chodzi po świecie, odwołujący się do motywu wędrówek Chrystusa czy Maryi, znanego z apokryfów i ludowych legend, które z nich wyrosły[1]. Ich bohaterowie przenieśli się ze starożytnej Palestyny w bliżej nieokreślone, mityczne czas i miejsce, przypominające raczej chrześcijańską Polskę niż dawny Izrael. Jako dobrzy gospodarze i opiekunowie ludzi czuwają nad polami, leczą, czynią cuda, strzegą porządku świata, harmonii i moralności oraz zaprowadzają sprawiedliwość – po drodze nagradzają dobrych i karzą złych (również wśród roślin i zwierząt). Dzielą też los człowieka – pielgrzyma, zwłaszcza tego ubogiego i bezdomnego, który nie tylko wędruje do Niebieskiej Jerozolimy, lecz także tuła się po ziemi – jak sierota z wiersza.

Nawiązanie do folkloru i obraz słodkiego Chrystusa zabierającego kwiatki wbrew pozorom nie świadczą o tanim sentymentalizmie wiersza, choć uczuciowość może mieć za zadanie zwabić i ośmielić tzw. prostaczka i jest swego rodzaju ustępstwem na jego rzecz. Głośniej jednak brzmi w wierszu echo dziewiętnastowiecznej fascynacji ludem, co odzwierciedliło się zarówno w poezji Mickiewicza i innych, jak i w intensyfikacji badań etnograficznych – to czasy Kolberga.

Co więcej, ludowa wizja Zbawiciela ma elementy wspólne z Jego obrazem w czasach współczesnych poecie, kiedy z upodobaniem podkreślano człowieczeństwo Jezusa, co przejawiało się między innymi w zaznaczaniu Jego miłości do ludzi – jest wrażliwy, zarówno na piękno, jak i na ludzką nędzę, solidaryzuje się z ubogimi, głosi ideały humanistyczne. Widać to w niezbyt pobożnym (acz bardzo popularnym) Życiu Chrystusa Ernesta Renana czy pismach niektórych socjalistów, ale także w tekstach bliższych ortodoksji – tu można zaklasyfikować dzieło Asnyka, który przy okazji sprytnie łączy wiarę z pozytywistycznymi ideałami wspierania warstw niższych, pomocy najuboższym etc.

Obraz Pana Jezusa zbierającego kwiatki nie oznacza również płytkiej religijności. Można go odnieść do bogatej symboliki kwiatów w chrześcijaństwie, rozumianych jako m.in. znak ulotności życia, piękna ciała lub ducha, cnót, miłości wobec Boga i mistycznego zjednoczenia z Nim, oraz – najprościej – do samej Ewangelii. W słynnym Kazaniu na Górze Zbawiciel zachwyca się kwiatami: A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich (Mt 6, 28–29). Choć słowa te na pewno cieszą miłośników glistników (na zdjęciu), maków i bodziszków, Nauczyciel ma na celu nie tyle osobistą ekspresję, ile naukę i pocieszenie: Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? (Mt 6, 30). Zachęca do u-bóstwa, czyli posiadania wszystkiego u Boga. Nieprzypadkowo otwiera Kazanie stwierdzeniem Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie (Mt 5, 3). Chodzi przede wszystkim o sens duchowy, o zawierzenie i pamięć, że we wszystkim zależymy od Najwyższego i to On jest Panem wszystkiego, co nasze. Jak jednak wskazują wieki doświadczeń, najłatwiej o tej prawdzie pamiętać nieszczęśliwym, zdanym tylko na Boga, i to oni dają jej najwymowniejszy wyraz.

Należy do nich sierota z wiersza, której nieszczęście poeta wyraża obrazem chaty zwalonej od gromu[2], co oznacza stratę najbliższych, a z nimi – opieki, bezpieczeństwa, swego miejsca za niemi i środków do życia. Czekają ją smutek, samotność, tułaczka i bieda, a więc dramat duchowy i trudności ekonomiczne. Miała niewiele, ale i to jej odebrano: nagły, potężny grom poraził kruchą i ubogą chatę, nie solidny murowany dom. Choć wyrok Opatrzności wydaje się okrutny, Zbawiciel trwa przy pokrzywdzonych przez los. To u nich się zatrzymuje – szczęśliwych mija; oni zdają się Go potrzebować mniej, choć czuwa również nad nimi i ofiarowuje im uśmiech ojcowski[3].

Liczniejsze i cenniejsze dary otrzymuje sierota: Jezus przytula ją, ofiarowuje blaski i wonie, / Kwiatki niebieskie i złote[4], znak Bożego wsparcia, już czekającego na potrzebujących – pozornie nieważny, niemal absurdalny gest zbierania przydrożnej flory w pierwszej strofie ma wymowę symboliczną i okazuje się przygotowywaniem pomocy. Wyraża się ona w bliskości Zbawiciela, jedynej osoby zainteresowanej losem nieszczęśliwego, pocieszeniu i iskrze nadziei, jaką niosą światło i piękno.

Chrystusowe kwiaty mają dwa kolory, oba związane z niebem: niebieski, co rozumie się samo przez się, oraz złoty, co odnosi się do świetlistości nieba i jego mieszkanek, gwiazd. Niebieskie kwiaty wzięły swój kolor również od łez, które jednak osuszają – jakby w myśl zasady „podobne leczy podobne”. Koją ból przez przypomnienie matki, znajdującej się zapewne w niebie, lub ją zastępują – może za sprawą Maryi, której również bliski jest błękit? Z kolei kwiaty złote niczym gwiazda przewodnia wskazują drogę, dosłownie i w przenośni: obdarzają światłem wewnętrznym, strzegą, nie pozwalają zboczyć z właściwego szlaku, podpowiadają, jak żyć, a nawet wieńczą sierotę niczym poetę lub świętego.

Smutna dola dziecięcia staje się więc jego atutem, choć oczywiście nie w logice ludzkiej. Zmarłych rodziców zastępuje Ojciec niebieski, brak wsparcia wynagradzają natchnienia od Niego, a utraconą ojcowiznę – dziedzictwo duchowe, którego nie można stracić, gdyż nosi się je w sercu. Sierota nie ma domu na ziemi, ale czeka na nią mieszkanie w Ojczyźnie niebieskiej. Samotność, niepewność losu, ból, wykorzenienie może ukoić tylko Bóg, co dotyczy każdego, ale co często umyka szczęśliwym, którzy mogą polegać (przynajmniej pozornie) na własnych siłach i „tym świecie”. Doświadczony przez los natomiast widzi ich zawodność; cierpi, ale również rozumie więcej i staje się bardziej człowiekiem.

Rzecz jasna, sierotka jeszcze nie zna tych trudnych mądrości i wolałaby mieć rodziców niż pomnażać ból i wiedzę. Ze zrozumiałych powodów rozpacza, co jednak mówiący odradza jej w otwarciu i zamknięciu wiersza. To z jednej strony dość puste i konwencjonalne wezwanie, oczywiste w tej sytuacji, z drugiej – być może jedyny sposób, by uporać się z cierpieniem, którego tajemnicy i tak nie sposób rozwikłać. Co prawda podjąć walkę ze smutkiem i zwrócić się ku nawet najlepszym pociechom łatwiej jest w słowach niż w czynie, ale prawdopodobnie nic skuteczniejszego nie wymyślili ani stoicy, ani chrześcijanie, ani nawet Asnyk i polscy pozytywiści po klęsce powstania 1863 roku.  


Pan Jezus chodzi po świecie
  
O! nie rozpaczaj tak, dziecię,
Że nie masz ojca i matki!
Pan Jezus chodzi po świecie
I zrywa na łąkach kwiatki.  

Chodzi od wioski do wioski
I z kwiatów wianeczki zwija.
Szczęśliwym uśmiech ojcowski
Do chaty rzuca – i mija.  

Lecz gdy sierotę napotka
W chacie zwalonej od gromu,
Natenczas zjawia się słodka
Twarz Jego na progach domu.  

I boskie wyciąga dłonie,
Aby przytulić sierotę;
Niesie jej blaski i wonie,
Kwiatki niebieskie i złote.  

A każdy kwiatek niebieski,
Którymi Pan Jezus obdarzy,
Osusza sieroce łezki
Wejrzeniem matczynej twarzy.  

I w sercu nabrzmiałym łzami
Wciąż pączki wypuszcza świeże…
Jasnymi niebios barwami
Duszę sieroty ubierze.  

A każdy kwiatuszek złoty
W przewodnią gwiazdę się zmienia
I lśni nad czołem sieroty
Iskrą czystego natchnienia.  

Choć pójdzie drogą boleści,
Choć nie zna rodzinnej strzechy,
w swych piersiach dziedzictwo mieści
Pełne niebiańskiej pociechy.  

Więc nie rozpaczaj tak, dziecię,
Że nie masz ojca i matki!
Pan Jezus chodzi po świecie
I zrywa na łąkach kwiatki.  

(12 I 1871)  

Tekst za: A. Asnyk, Poezje wybrane, oprac. P. Hertz, Warszawa 1974.


[1] Zob. U. Janicka-Krzywda, Motywy przyrodnicze w legendach o Matce Bożej na Polskim Podkarpaciu, „Peregrinus Cracoviensis” 1996, z 4; M. Rak, Pan Jezus w gwarze, folklorze i poezji Podhala, w: Chrześcijańskie dziedzictwo duchowe narodów słowiańskich. Język, literatura, kultura, historia, red. Z. Abramowicz, K. Korotkich, t. 1, Białystok 2016; M. Zowczak, Biblia ludowa. Interpretacje wątków biblijnych w kulturze ludowej, Toruń 2013, s. 324–343.
[2] A. Asnyk, Pan Jezus chodzi po świecie, w: tenże, Poezje wybrane, oprac. P. Hertz, Warszawa 1974, s. 49.
[3] Tamże.
[4] Tamże, s. 50.

Agata Zuzanna Starownik

Studiuje polonistykę i historię sztuki w ramach MISHu w Warszawie. Stara się wierzyć w Prawdę, Dobro, Piękno. Kocha fiołki, koty i zachody słońca.