Żywe słowa

Czy bzy są szalone? O radości życia

Źródło grafiki: Agata Starownik
Czy bzy są szalone? Zapewne zamiast zastanawiać się nad tą palącą kwestią lepiej uśmiechnąć się do pierwszej napotkanej osoby, pomodlić lub wziąć się w końcu do roboty. Z drugiej strony jednak po to Pan Bóg stworzył przyrodę, by się nią człowiek zachwycał i kontemplował kwiaty. 
By kontemplować świadomie, warto dowiedzieć się czegoś z lektury. Oczywiście kto interesuje się kwiatami, interesuje się też poezją, ale na początek warto sięgnąć po teksty bardziej prozaiczne, jakże przydatne, gdy próbuje się zrozumieć poetów (prawie tak szalonych jak bzy).

Jak przypomina autor Pospolitych roślin naczyniowych Polski[1], mowa o lilaku (syringa vulgaris) z rodziny oliwkowatych (Oleaceae), krewnym oliwki, jaśminu i forsycji, nie bzie (sambucus nigra) z rodziny piżmaczkowatych (Adoxaceae), kuzynie kaliny. Bez, przewrotnie nazwany nigra, czyli czarnym, kwitnie białokremowo (czarne są owoce), kontrowersyjnie pachnie i można z niego zrobić lemoniadę. Lilak jest lila (nomen omen) lub biały (ale w innym odcieniu niż bez czarny), pachnie pięknie i miodowo, a zjedzenie jego kwiatka o nieparzystej liczbie płatków ponoć przynosi szczęście.

Jak poświadcza historia języka, przywędrował do polszczyzny w XVII wieku[2] i zmusił bez czarny, znany pod tą nazwą przynajmniej 200 lat wcześniej, a zapewne jeszcze w czasach prasłowiańskich, by podzielił się z nim imieniem[3]. Co ciekawe, miana łacińskie obu krzewów wiążą się z greckimi instrumentami: sambuka to odmiana trójkątnej harfy, a syringa to fletnia Pana. Bzy współtworzą więc muzykę świata już na poziomie nomenklatury.

Choć to bez czarny leczy gorączkę i jest bardziej swojski, a jego kwiatki mają niemało subtelnego uroku (dopóki się ich zbyt długo nie wącha), poeci preferują lilaka, któremu nikt nie odmówi walorów estetycznych i który – jak wiadomo – kwitnie nieco wcześniej niż imiennik, dzięki czemu stał się symbolem wiosny i maja.

Dlatego gdy Witold Dąbrowski w 1969 tłumaczył Piosenkę o piechocie Bułata Okudżawy (1961), oryginalne słowa Всегда мы уходим, когда над землею бушует весна[4] (w najdosłowniejszym przekładzie Zawsze wychodzimy, kiedy nad ziemią szaleje wiosna[5]) wzbogacił o wonny krzew: My zawsze w pochodzie, / gdy wiosna nad ziemią szaleje od bzu[6]. O ile u gruzińskiego barda zwariowała po prostu wiosna, o tyle w wersji polskiej przyczyną tego stają się bzy. Można jednak przypuszczać, że i porę roku, i kwiaty rozsadza pełnia życia – którą zresztą symbolizują – i na tym polega ich szaleństwo.

Ich związek z miłością, radością, wolnością, świeżością wybrzmiewa jeszcze silniej w zestawieniu z sytuacją przedstawioną w utworze: to smutny los żołnierza (i to zapewne żołnierza Związku Radzieckiego…), oddzielonego od wszystkiego, co piękne. Ma on poczucie, że traci najlepsze lata i właśnie omija go wszystko, co nadaje istnieniu sens. Żyje twardym, zimnym życiem, pozbawiony czułości, nie może się cieszyć rodziną, pożyteczną pracą, przyrodą – ucieka jakby przed nimi, a jedyną motywację do działania stanowi dla niego wojskowa dyscyplina, nie własna chęć. Ironicznie stwierdza, że los jego i jego towarzyszy broni jest kuszący.

O ile wiosna w piosence szaleje, o tyle piechota, żyjąca wbrew wiośnie, jest nierozumna. Obie strony zatem odbiegają od normy. Czy któraś z nich ma rację? Nie ulega wątpliwości, że wiosna. Wskazuje na to już słownictwo: szaleć można w granicach rozsądku (!), o czym pamiętał (mimo wszystko) Jan Kochanowski w pieśni XX ksiąg pierwszych o wymownym incipicie Miło szaleć,  k i e d y  c z a s  p o  t e m u [podkr. – A. S.]. Co więcej, szaleństwo świadczy o mądrości wiosny, nakazującej bzom i słowikom respektować porządek natury, która w swoim czasie musi nasycić się życiem, aby potem zrodzić nowe. Rozsądku tego brak żołnierzom – czy raczej ich mocodawcom.

Więcej szczęścia, a może i rozumu, mają bohaterowie wierszy Żytomierz Kazimierza Wierzyńskiego (1920) i Ogród w Milanówku, kwitnący bez Jarosława Marka Rymkiewicza (2002). U Kresowianina Bzy na płotach szaleją, jak lila dziewczęta[7]. Tym razem kwiecie pojawia się już w oryginalnej wersji utworu, a symbolicznej obfitości życia, wiosny, młodości – tak wielkiej, że przekraczającej normę, szalonej – odpowiada fizyczna dorodność krzewu, bogato zdobiącego płoty. Mowa o klasycznych bzach fioletowych, lilakach par excellance, które (jak zresztą inne odmiany) nie wymagają od hodowców wiele, rosną bujnie również w trudnych warunkach, bez słońca, przy ulicy czy na słabej glebie. Nawet wtedy zakwitną obficie. Jak szalone.

Zarazem nazwę koloru lila można odnieść do lilii, przypominającej niewinne (przynajmniej na potrzeby symboliki) dziewczęta, cieszące się życiem równie ochoczo jak bzy i tak jak one piękne. Ich wiek odpowiada porze roku – one również kwitną, a kiedyś wydadzą owoce, czyli dzieci, i zostaną matkami tak, jak matka natura.

Wiosenny entuzjazm podziela mówiący w wierszu: Obrosły mnie, poniosły wiośniejące drzewa[8]. Zachwyca się otaczającym go światem i jednoczy z nim. Ogólna radość przypomina nastrój świąteczny: gdy świat po raz kolejny rozkwita, zwykły dzień staje się uroczystością. Ludzie, rośliny, słońce wspólnie się nią cieszą – jak szaleni.

O ile Wierzyński wyraża po prostu młodzieńczy zapał (sam ma 26 lat) i niezbyt dziwi się ogólnemu szaleństwu, o tyle dużo starszy Rymkiewicz zachowuje więcej dystansu, niezbędnego, by cokolwiek opisać. Trzeźwo wysyła wszystko do Tworek, słynnego podwarszawskiego zakładu psychiatrycznego. Wszystko nie jest tu pustym słowem: Bzy oraz koty są psychicznie chore[9], a […] szerszeń huczy w onirycznym locie[10]. Przede wszystkim jednak szalony jest cały byt, o którym sekretną wiedzę ma owad. Może zdobył ją dzięki upajającemu zapachowi bzów, które kwitną w Milanówku aż w trzech odmianach barwnych i całymi kiściami zwisają z płotu (podobnie jak w Żytomierzu)?

Również bez posiadł sekretne wiadomości, zdaje się, że nawet ciekawsze niż szerszeń, a na pewno mniej określone: […] coś innego wie bez fioletowy[11]. Natomiast poeta, uparcie trwający przy resztkach rozumu, wie więcej i od owada, i od kwiatów: Ja też znam bytu tajemniczą mowę / Wiem coś takiego czego bzy nie wiedzą[12]. Widzi mianowicie powszechne szaleństwo. Co więcej, wydaje się ono istotą kosmosu, który kontempluje je, a zarazem siebie: Byt jest „wie immer” autotematyczny[13]. Są jednym, a byt jest szalony jak natura na wiosnę, intensywność istnienia rozsadza go, tak jak obfitość życia rozpiera majową przyrodę.

Dzieje się tak wbrew samemu przemijaniu. Bzy intensywnie kwitną, choć czeka je śmierć, tak jak szerszenia, właśnie spożywanego przez koty […] o tam w trawie[14]. Ich (bzów, nie kotów) wysiłek wydaje się daremny, skoro wszystko się skończy. Ale kwiaty się tym nie przejmują. Ich bezinteresowność i zaangażowanie są szalone.

Choć poeta dostrzega nienormalność bytu, nie sprzeciwia się jej i z zainteresowaniem opisuje. Stara się nie ulec emocjom i ogólnej błogości, ale mówi o niej z sympatią, zdaje się nią delektować. Wchodzi w pozornie absurdalną rywalizację poznawczą z innymi mieszkańcami świata. Jej przedmiotem jest wiedza o istnieniu. Każde stworzenie okazuje się znać je nieco inaczej, gdyż każde ż y j e na swój sposób, każde wnosi coś własnego w bogactwo rzeczywistości. Człowiek, choć ma świadomość większą niż inni, usytuowani niżej w hierarchii kosmosu, pamięta, że jest jej częścią i wie dużo, ale nie wszystko, a część Tajemnicy pozostaje przed nim zakryta.

Istnienia w całej jego pełni nie sposób poznać. Przechodzi ono ludzkie pojęcie. W tym sensie jest szalone, ponieważ wykracza poza normę, tutaj normę ograniczonego rozumu jednostki. Co więcej, to cud – a cuda przecież nie są normalne. To też paradoks: świat ciągle umiera, niczym nieszczęsny szerszeń, a jednak trwa i ma się dobrze. Byt okazuje się więc nieśmiertelny, choć niestety nie dotyczy to jednostek. Jest również samowystarczalny – z tego również wynika jego „autotematyzm”. Cóż więcej mu potrzeba nad niego samego?

***

Tak więc bez, znak wiosennego rozkwitu życia, jest szalony. To jednak nie wariat godzien litości. Przypomina raczej prawosławnego jurodiwego, świętego szaleńca, głos Osoby o imieniu Jestem, Który Jestem, niosący światu prawdziwą mądrość. Prorok taki za nic ma zachowawczą mądrość ziemską, nie dba o konwenanse czy rozsądek, nie boi się niczego. Przekazuje ludziom prawdę tak piękną i trudną, że wydaje się nienormalna. Oczywiście pachnący krzew wysławia nie tajemnicę Zbawienia, lecz Stworzenia. Bez jest szalony z radości, że jest.

***

W obronie mniej efektownego bzu czarnego należy natomiast zaznaczyć, że pamiętał o nim Miłosz w Dworze (tomik Na brzegu rzeki, 1994). Tytułowy dawny szlachecki majątek, dom dzieciństwa bohatera, rozgrabiono i zestarzał się – jako i dawny mieszkaniec. Wszystko albo przeminęło, albo zmieniło nie do poznania. Wśród wszechobecnych tzw. krzaczorów mówiący rozpoznaje jednak sambucus nigra, stający się łącznikiem między wczoraj i dziś. To, co wielkie i znaczące, minęło, co ubogie i niepozorne, okazuje się trwalsze.


Bułat Okudżawa, Piosenka o piechocie, tłum. Witold Dąbrowski

test

 

tekst

 


Kazimierz Wierzyński, Żytomierz

Stefanowi Stokowi

Obrosły mnie, poniosły wiośniejące drzewa,

Rozlegam się, jak widok otwarty po mieście.

Nic nie ma piękniejszego nad brzeg Teterewa

I malusieńkie ptasie jajeczka w agreście.

Bzy na płotach szaleją, jak lila dziewczęta,

Słońce siadło na cerkwiach i kurzy z nich pyłem;

Jest mi, jakby dziś były nadzwyczajne święta,

Na które tu, nie wiedząc nic o nich, przybyłem.

Tekst za: K. Wierzyński, Wybór poezji, opr. K. Dybciak, Wrocław 1991, s. 42.


Jarosław Marek Rymkiewicz, Ogród w Milanówku, kwitnący bez

W maju bzy kwitną trochę oszalałe

I szerszeń huczy w onirycznym locie

Bladoróżowe fioletowe białe

Zwisają kiście przy dziurawym płocie

Szerszeń o bycie ma sekretną wiedzę

Lecz coś innego wie bez fioletowy

Ja się nad wierszem niepotrzebnie biedzę

Więcej już nic mi nie przyjdzie do głowy

Bzy kwitną – chyba są chore na głowę

Koty szerszenia o tam w trawie jedzą

Ja też znam bytu tajemniczą mowę

Wiem coś takiego czego bzy nie wiedzą

Wszystko niebawem pojedzie do Tworek

Nocną kolejką – jaki dzień liryczny!

Bzy oraz koty są psychicznie chore

Byt jest wie immer autotematyczny

Tekst za: J. M. Rymkiewicz, Ogród w Milanówku, kwitnący bez, w: tenże, Zachód słońca w Milanówku, posł. R. Przybylski, Warszawa 2002, s. 13.


Czesław Miłosz, Dwór

Nie ma domu, jest park, choć stare drzewa wycięto

I gąszcz porasta ślady dawnych ścieżek.

Rozebrano świren, biały, zamczysty,

Ze sklepami czyli piwnicami, w których stały półki na jabłka zimowe.

Takie jak dawniej koleiny drogi w dół:

Pamiętałem, gdzie skręcić, ale nie poznałem rzeki;

Jej kolor jak rdzawej samochodowej oliwy,

Ani szuwarów, ani lilii wodnych.

Przeminęła lipowa aleja, niegdyś droga pszczołom,

I sady, kraina os i szerszeni opitych słodyczą,

Zmurszały i zapadły się w oset i pokrzywy.

To miejsce i ja, choć daleko stąd

Równocześnie, rok po roku, traciliśmy liście,

Zasypywały nas śniegi, ubywało nas.

I znów razem jesteśmy, we wspólnej starości.

Interesuje mnie dymek, z rury zamiast komina,

Nad baraczkiem skleconym niezgrabnie z desek i cegły

W zieleni chwastów i krzaków – poznaję sambucus nigra.

Chwała życiu, za to, że trwa, ubogo, byle jak.

Jedli te swoje kluski i kartofle

I mieli przynajmniej czym palić w nasze długie zimy.

Tekst za: C. Miłosz, Wiersze wszystkie, Kraków 2011, s. 1060.



[1] J. Mowszowicz, Pospolite rośliny naczyniowe Polski, Warszawa 1979, s. 348-349, 431.
[2] Elektroniczny słownik języka polskiego XVII i XVIII wieku, red. W. Gruszczyński, https://sxvii.pl/index.php?strona=haslo&id_hasla=17175&forma=BEZ#17175 (dostęp: 13 V 2018). Dla porównania słownik epoki wcześniejszej zna jeszcze tylko bez czarny – Słownik polszczyzny XVI wieku, red. F. Pepłowski, K. Mrowcewicz, https://spxvi.edu.pl/indeks/haslo/43611 (dostęp: 13 V 2018).
[3] W. Boryś, Słownik etymologiczny języka polskiego, Kraków 2010, s. 25.
[5] Tłum. – A. S.
[7] K. Wierzyński, Żytomierz, w: tenże, Wybór poezji, opr. K. Dybciak, Wrocław 1991, s. 42.
[8] Tamże.
[9] J. M. Rymkiewicz, Ogród w Milanówku, kwitnący bez, w: tenże, Zachód słońca w Milanówku, posł. R. Przybylski, Warszawa 2002, s. 13.
[10] Tamże.
[11] Tamże.
[12] Tamże.
[13] Tamże.
[14] Tamże.

Agata Zuzanna Starownik

Studiuje polonistykę i historię sztuki w ramach MISHu w Warszawie. Stara się wierzyć w Prawdę, Dobro, Piękno. Kocha fiołki, koty i zachody słońca.