Przeczytaliśmy

Mała i zła

Źródło grafiki: Artur Baranowski
To jedna z tych książek, które nie odpowiadają na pytanie: „Ile jeszcze stron do końca?”. Co kilka kartek zostajemy bowiem przeniesieni w inne miejsce. A na dodatek musimy wykonać zadanie, żeby dowiedzieć się, gdzie jest ciąg dalszy. W wypadku niewłaściwej odpowiedzi trafiamy do lochu. 
Mała zła książka od początku prowadzi dialog z czytelnikiem (skierowana jest do osób w wieku około 10 lat), straszy, namawia do kłamstwa i więzi chłopca, który nie poradził sobie z zadaniami. Zastanawiacie się, czy to odpowiednia lektura dla dzieci? Uspokajam, wszystko jest przemyślaną zabawą z dreszczykiem, która kończy się… O nie, tego nie napiszę.

Kiedy książkę „dla dzieci” czyta dorosły, to ma dwa wyjścia – albo całkowicie wejdzie w rolę małego odbiorcy i zapomni o doświadczeniu czytelniczym, które ma za sobą, albo pozostanie dorosłym i zastanowi się, czy nie żałuje, że takiej książki nikt nie wydał, kiedy był o te 20 czy 30 lat młodszy. Ja poszedłem obiema drogami i wyciągnąłem poniższe wnioski.

Przede wszystkim zaskakująca jest forma narracji – bezpośrednia rozmowa z czytelnikiem i metoda czytania, wymagająca przeskakiwania w różne miejsca. Nie zbulwersowały mnie namowy do kłamstwa, bo autor lojalnie przestrzega, że to nie jest dobra książka. Budzi zaciekawienie tajemnicą jak strategiczna planszówka. Wywołuje ambicję pokonania przeciwności, żeby zdobyć nagrodę. Tym bardziej atrakcyjną, że partnerem w rywalizacji staje się inny czytelnik, który nie poradził sobie z wyzwaniem i utknął między okładkami. Książka wzbudza potrzebę konkurowania i pokazania, że jest się lepszym od tego, kto nie podołał zdaniu.

Jak na bajkę przystało, jest bogato ilustrowana. Mroczny charakter opowieści oddano ciemnymi barwami, a gdy źle wykonamy zadanie, trafiamy na stronę z szyderczym komentarzem. Pełno tutaj trupich czaszek, przerażających robali, pająków, wytrzeszczonych i hipnotyzujących oczu, dymów i piwnic. Niemal czuć stęchliznę lochów. Ale wszystko w klimacie animacji Tima Burtona, gwarantujących bezpieczny poziom strachu.

Komuś, kto tak jak ja zaspokajał niegdyś swoją ciekawość świata, czytając serię o Panu Samochodziku Zbigniewa Nienackiego, taka książka mogłaby zapewnić rozrywkę na dobrych parę letnich wieczorów i nocy. Bo przecież Małą złą książkę należy czytać po zmroku. Wtedy niejeden dźwięk w domu wyda nam się podejrzany i straszny. Ja podrzuciłbym tę opowieść swoim dzieciom w czasach, gdy miały po 10 lat, bo pamiętam, że wtedy wkraczaliśmy w świat Hogwartu, który był dla nich dużo bardziej mroczny. To chyba jedyna zła książka, o której mam dobre zdanie.


autor: Magnus Myst

tytuł: Mała zła książka

przekład: Bartosz Nowacki

wydawnictwo: Prószyński i S-ka

miejsce i rok wydania: Warszawa 2018

liczba stron: 124

format: 149 × 211 mm

oprawa: twarda


Szukacie jeszcze innych książek dla dzieci? Sprawdźcie publikacje Jak urządzić skrzatowisko, Niesamowite zwierzęta i ciekawostki z ich życia, Dziewczynka, która wypiła księżyc oraz Kefir w Kairze.

Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.