Przeczytaliśmy

Wielki Gross

Źródło grafiki: Artur Baranowski
Członkowie każdej nacji chcieliby, żeby ich historia składała się wyłącznie z chwalebnych czynów i ofiarnych zachowań. Tymczasem to niemożliwe. Dlatego narody starają się traktować swoje dzieje w sposób wybiórczy: podkreślają dokonania będące powodem do dumy, a zapominają te, które mogą wywoływać poczucie wstydu. Zapominanie zmienia się często w zacieranie. Wtedy każdy, kto chce pamiętać o czynach haniebnych, staje się wrogiem zbiorowości. Tak się stało w przypadku Tomasza Grossa, który swoimi książkami zrywa strupy z ran, o których chciałoby się w Polsce zapomnieć. Na rynku księgarskim ukazało się właśnie zbiorowe wydanie jego publikowanych wcześniej tekstów. 
Każdy z nich w momencie premiery wywoływał burzę wśród intelektualistów i – może przede wszystkim – tzw. polityków historycznych. Pojawiały się nawet elementy histerii i reakcje dalekie od poziomu poważnej dyskusji na argumenty. Gross pisze o losach Żydów na terenach Polski w czasie II wojny światowej. Przez dziesięciolecia w naszej historiografii dominowała narracja, w której naród polski stał się, wraz z żydowskim, ofiarą napaści hitlerowskich Niemiec. Nie dopuszczano do świadomości tego, że medal ma dwie strony, a historia nigdy nie jest czarno-biała. Trudno bowiem zaprzeczyć, że mnogie bohaterskie czyny Polaków wobec Żydów stają się niczym wobec choć jednego przykładu negatywnego. Wedle biblijnego cytatu „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40), każda krzywda w chwili sprawdzianu człowieczeństwa pozostaje raną na całe życie.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że moment ukazania się zbioru znanych tekstów Grossa nie jest przypadkowy. Niedawno przez kilka miesięcy właściwie cały świat żył kwestią zmiany ustawy o IPN. Obecna polska polityka historyczna nabrała głęboko „narodowego” charakteru, a decydenci sporo swej energii poświęcają kreowaniu wizerunku Polaków jako wojennych ofiar bez skazy. Można oczywiście dyskutować nad sensem takiej kreacji (nieraz nawet przeczącej faktom), ale książka Grossa raczej przypomina, że bycie ofiarą nie wyklucza bycia oprawcą. Jeśli założyć, że wycofanie się państwa z niektórych zapisów nowelizacji ustawy o IPN to potwierdza, dostajemy od wydawnictwa Austeria prawie tysiącstronicowe uzasadnienie oburzenia świata.

Gross pisze o relacjach polsko-żydowskich w czasie wojny i po niej w niezwykle wielowątkowy sposób (dodatkowy atut to wysoki poziom literacki tekstów). To czyni jego książki wiarygodnymi. Autor wzorem naukowca prezentuje określone spojrzenie na opisywane wydarzenia, ale dopuszcza w analizie inne perspektywy. Wie od początku, że jego twierdzenia i dowody zostaną poddane dyskusji. Że zostaną skonfrontowane z innymi postawami i naukowymi lub życzeniowymi argumentami. Spokojny ton narracji jednak nie ma na celu zaprzeczania, że Polacy nie są autorami Holokaustu, że pośród odznaczonych medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” jedna czwarta to Polacy, a za pomaganie Żydom w czasie okupacji życiem mogły zapłacić całe rodziny. To moim zdaniem stanowi jeden z największych atutów utworów Grossa. On nie kwestionuje bohaterstwa Polaków, wskazuje jedynie, że obok postaw chwalebnych zdarzały się postawy haniebne.

W tomie „Sąsiedzi i inni” oprócz najgłośniejszej książki Grossa mamy także polemiki jej dotyczące, a także pełne teksty książek „Strach” i „Złote żniwa”. To pełne wydanie wszystkich dzieł Grossa o relacjach polsko-żydowskich w czasie wojny i zaraz po niej, wzbogacone jego esejami i artykułami o stereotypach dotyczących Polaków, Żydów, komunistów i kolaboracji oraz rozważaniami nad kwestią, czy Żydzi to polski problem, czy raczej część naszej historii? „Strach” opowiada o tym, że antysemityzm w Polsce nie zniknął wraz z końcem wojny. Z kolei „Złote żniwa” pokazują, że Holokaust miał też swoje mniejsze, lokalne twarze.

Anonimowość ofiar, choć trudno sobie wyobrazić bardziej intymne i osobiste doświadczenie niż gwałtowna śmierć, fałszuje wiedzę o Zagładzie i należy jej się przeciwstawić. Bo przecież konkretni ludzie byli zabijani i mordercami też były konkretne osoby (s. 835).

Ale co się stało, to się nie odstanie. Pokolenia, które weszły w życie już po wojnie, muszą teraz odpowiedzieć na pytanie, jak się otrząsnąć z koszmaru antysemickiej spuścizny. (…) Zatem jedyny sposób, aby „przepracować” tragiczny blamaż pokolenia naszych rodziców i dziadków, to mówić o tej przeszłości pełnym głosem. Postawa obronna czy tzw. duch ukazywania tzw. „pełnego kontekstu historycznego” – że tylko w Polsce stosowano karę śmierci i odpowiedzialność zbiorową za niesienie pomocy Żydom (oba argumenty są nie na temat) albo że Żydzi kolaborowali z Sowietami i wysyłali Polaków na Syberię (też nieprawda) – czy też dyspozycja, aby w imię „polskiej racji stanu” o całym zjawisku mówić jak najmniej, podkreślając rolę „Żegoty” i Sprawiedliwych, (…) jest w ostatecznym rachunku tylko obroną (…) niewyobrażalnej zbrodni. (s. 910-911)

Dopuszczam do świadomości fakt, że w historii Polski mogły mieć miejsce wydarzenia co najmniej wstydliwe. Jeśli po wojnie znajdowali się tacy, którzy bez zmrużenia okiem dokonywali mordów sądowych i wykonywali owe wyroki, to możliwe, że w znacznie trudniejszych warunkach wojny mogli podpalić stodołę pełną sąsiadów bądź donieść na nich do okupantów. Zapewne również pośród walecznych Spartan znajdowali się zdrajcy. Pamięć o takich wydarzeniach jest bolesna i wstydliwa, nawet jeśli pokazuje się ją w postaci filmu fabularnego, czego dowiodła oscarowa „Ida”. I trudno nie przyznać Grossowi racji, gdy pisze:

Patrząc z perspektywy nowego milenium na ubiegły wiek, nie dziwi nas już zupełnie, że sąsiedzi mordują się nawzajem. Wiemy świetnie, że nikt nie ma monopolu na okrucieństwo, bo lista społeczności, którym w jakichś okolicznościach puściły hamulce moralne, jest bardzo długa. I nie wedle czynów popełnionych przez (niektórych spośród) naszych dziadów w chwili zatracenia będziemy osądzani, tylko wedle tego, czyśmy ich morderczy obłęd potrafili dostrzec, nazwać i wykorzystać dla duchowej przemiany (s. 320).

Jest zatem książka „Sąsiedzi i inni” swoistym memento. Dla jednych stanie się nieprzyjemnym przypomnieniem o faktach z historii, a dla innych cennym dowodem na to, że obok Dobra istnieje też Zło. Że dźwięk trzepotania flag w dumnym pochodzie nie powinien zagłuszać pamięci o występkach i zbrodniach. Trudno bowiem nie zgodzić się z Grossem, gdy pisze, że historia Polaków to nie to samo, co historia Polski.


autor: Jan Tomasz Gross

tytuł: Sąsiedzi i inni

wydawnictwo: Austeria

miejsce i rok wydania: Kraków 2018

liczba stron: 964

format: 165 x 240 mm

oprawa: twarda z obwolutą


Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.