Przeczytaliśmy

Nie ma i już

Źródło grafiki: Artur Baranowski
Znacie książki Mariusza Szczygła? Są fenomenalne, prawda? Czuje się w nich doskonały, jak to się mówi, warsztat reporterski. Autor nie pozwala sobie nigdy na chodzenie na skróty, a nieraz nawet obchodzi temat kilka razy dookoła, zanim go opisze. Jest jak saper i zawsze bezbłędnie rozminowuje bohatera. Wyciąga z niego zapalnik i dokumentuje perfekcyjnie. 
Lada moment ukaże się jego nowa książka. Przygotujcie się na odmienionego Szczygła. Wciąż ma instynkt łowcy, ale tym razem momentami z premedytacją z całej siły nadeptuje na miny i przygląda się, jak eksplodują. Bohaterowie mogą czuć się mimo to bezpiecznie, bo autor używa ich historii, żeby opowiedzieć o sobie. Nowy Szczygieł to reporter zbaczający z drogi, którą dotąd szedł, i choć zostawia sobie źdźbło reporterskiej przyzwoitości, to zagląda we własną duszę częściej niż dotychczas. Może pamiętacie jego Projekt: prawda – tam Szczygieł odkrywał siebie najlepiej tylko w filozofujących felietonach, jak choćby ten o spotkaniu z Tomaszem Stańką.

W Nie ma jest najwięcej Szczygła w Szczygle. Jego znany ze spotkań autorskich ekshibicjonizm tutaj nabiera innego charakteru. Reporter po raz pierwszy napisał książkę o sobie. Teraz, gdy jest mężczyzną po pięćdziesiątce, postanowił podsumować swój świat. Wyszło bardzo duchowo i niezwykle ciekawie. Włożył z nią bardzo wiele i chwilami ma się wrażenie, że trochę ucieka przez odkryciem siebie. To wyuczony nawyk mistrza reportażu – zawsze bohater jest najważniejszy, autor musi być schowany. Jednak niech was nie zwiodą tematy poszczególnych tekstów. Bo kiedy pisze o „ubytkowanych” autorkach, to przecież personifikuje strach przed zapomnieniem, gdy opisuje rzeźby Tomasza Górnickiego, oswaja swoje lęki. Tekst o ojcu to miłosne wyznanie, a Kompot przed końcem świata opowiada o drugim życiu. Sporo jest o śmierci, która powoduje w świecie najwięcej „nie ma”. Nie mogło być inaczej.

Po lekturze książki nabrałem przekonania, że Szczygieł wyciągnął w niej siebie jak nigdy dotąd na pierwszy plan. Nie napisał kolejnego reportażu o ludziach, ale użył ich do opisania siebie. I okazało się, że jako reporter oddał temu gatunkowi przysługę. Tylko że żeby tak pisać, trzeba być dojrzałym człowiekiem.

Chyba że Szczygieł zrobił nam wszystkim psikusa i napisał książkę o sobie, w której tak naprawdę go… nie ma?


autor: Mariusz Szczygieł

tytuł: Nie ma

wydawnictwo: Dowody na istnienie

miejsce i rok wydania: Warszawa 2018

liczba stron: 332


Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.