Przeczytaliśmy

Morze – początek czy koniec?

Źródło grafiki: Monika Jasek
Modlitwa do morza to czwarta książka Khaleda Hosseiniego, który wsławił się powieścią Chłopiec z latawcem. Od lat mieszkający w Stanach Zjednoczonych autor w swoich tekstach porusza tematy związane z bliskim mu Afganistanem. Tym razem inspiracją była śmierć Aylana Kurdiego, trzyletniego uchodźcy z Syrii, który w 2015 roku zginął podczas przeprawy przez Morze Śródziemne. Hosseini w Modlitwie do morza zwraca uwagę na tragedię, która rozgrywa się tuż obok nas. 
Nowa publikacja pisarza jest krótką objętościowo historią ojca uciekającego z małym synem z kraju ogarniętego wojną. To bolesna refleksja człowieka, który dorastał w pięknym i spokojnym Hims w Syrii. W swoim liście do syna – tego samego, który śpi tuż obok w trakcie przeprawy przez morze – pisze on o mieście sprzed czasu wojny. Pisze o mieście, w którym spędzał letnie noce z braćmi na dachu domu. O tym, jak budził go szelest liści pobliskich drzewek, i również o tym, jak wyglądało miejsce, w którym się wychował. Wspomina okolice, gdzie najpierw udawał się z narzeczoną, a gdzie później – po ślubie – razem zabierali małego synka i pokazywali mu świat. Pisze o Starym Mieście, w którym zgodnie żyli i muzułmanie, i chrześcijanie, w czasach, gdy nikomu nie przyszłoby do głowy choćby wszczynanie kłótni z powodu wyznania religijnego.

Tylko że tamto życie, tamte czasy, teraz wydają się fikcją – nawet dla mnie są jak bajka, w którą już nikt nie wierzy. (s. 20)

W drugiej części książki mamy już do czynienia z sytuacją dobrze nam znaną – czy to z opowieści, przekazów medialnych, reportaży czy innych książek podobnych do Modlitwy do morza. Ojciec wspomina początek wojny, która na zawsze odmieniła życie Syryjczyków. Wstrząsające są słowa do syna, który nie pamięta wolnego kraju, nie zna innej rzeczywistości niż strach o własne życie, wśród wybuchów bomb, śmierci i gruzów.

Wiesz, że krater po bombie może służyć jako basen. Wiesz, że ciemna krew to lepszy sygnał niż jasna. (s. 28)

Modlitwa do morza to powieść o bezsilności. O strachu o najbliższych, niemocy i tragedii, której nie da się wyrazić słowami. Z drugiej strony jest to również opowieść o nadziei – przecież ojciec decyduje się na tę ryzykowną wyprawę za morze, by uratować swoje dziecko. Pcha go ku temu jedynie wiara, że po drugiej stronie będą bezpieczni, a syn w końcu będzie mógł żyć w spokojnym świecie.

Inspiracją do powstania Modliwy… była śmierć chłopca, której trzecia rocznica minęła na początku września. Miałby dzisiaj sześć lat. Choć zdjęcie z tureckiej wyspy, gdzie znaleziono zwłoki dziecka, obiegło świat, niewiele się zmieniło. Od tamtej pory w Morzu Śródziemnym zginęło prawie 10 tysięcy osób. A ludzi, którzy w jakiś sposób ucierpieli z powodu wojny – tak jak ojciec i syn – jest nieporównywalnie więcej.

Hosseini zwraca uwagę na bliskość tragedii, zaznaczając, że dotyka ona zwykłych mieszkańców. Myślę, że to ważny punkt w jego książce, zwłaszcza w obliczu medialnego zainteresowania Syrią i zagrożeniami, które niosą ze sobą uchodźcy – bez względu na to, jak absurdalne by nie były. Autor pisze o wojnie w Syrii, ale nie skupia się na tym, kto zawinił, dlaczego wybuchła, gdzie toczą się walki. Bohaterami czyni obywateli cywilnych, którzy byli szczęśliwi w wolnym kraju, którzy nie chcieli opuszczać swojej ojczyzny. Oddaje głos ludziom codziennie toczącym własną walkę – o przetrwanie swoje i swoich najbliższych. Niektórzy decydują się na ucieczkę w poszukiwaniu lepszego, spokojniejszego życia.  Modlitwa do morza to ciekawa i dość istotna pozycja na rynku książkowym – porusza temat uchodźców, skupiając się na tragedii jednostki, a nie przedstawiając ogólny problem osób, które ze względu na odległość geograficzną i zbiorowość zazwyczaj są nam obojętne.


autor: Khaled Hosseini

tytuł: Modlitwa do morza

przekład: Marzena Wasilewska

wydawnictwo: Albatros

miejsce i data wydania: Warszawa 2018

liczba stron: 48

format: 160 x 240 mm

okładka: twarda


Monika Jasek

Studiuje polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Trochę z przypadku – miała być filologia norweska. Przeważyła jednak miłość do książek i pisania, a norweskiego nauczyła się sama. Miłośniczka starego rocka, alternatywy i panów z gitarami o przyjemnym głosie. Zakochana w kinie (skandynawskim – a jakże!), wielbicielka literatury dziecięcej i młodzieżowej, interesuje się mitologią oraz fenomenologią religii. Gotuje i piecze, marzy jej się Japonia i dom wypełniony szczekaniem.