Klasyka do herbaty

W świecie Jane Austen #3 i ostatnia

Źródło grafiki: Paulina Piziorska
Jako że haniebnie zaniedbałam moje zobowiązania, wracam do was, pokornie błagając o wybaczenie, i przynoszę ostatnią część trylogii o książkach Jane Austen. W części pierwszej pisałam o moich ukochanych powieściach tej autorki, którymi są Duma i uprzedzenie oraz Rozważna i romantyczna (ze szczególnym wskazaniem na tę ostatnią). W części drugiej natomiast omawiałam Mansfield Park oraz Opactwo Northanger, które zyskały zdecydowanie mniejszą aprobatę z mojej strony.
Dziś pora na Perswazje oraz Emmę.

Zacznę od Perswazji, ponieważ mają mniejszą objętość (nie tylko pod względem stron) i łatwiej je przedstawić. To jedyne dzieło Jane Austen, do którego podchodziłam wielokrotnie i nie mogłam przebrnąć przez pierwszą połowę. Czy świadczy to o całości książki? Niekoniecznie, ponieważ po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że nie nudziłam się bardziej niż przy czytaniu pierwszej ćwiartki Mansfield Park. W czym zatem tkwi problem? Być może, uprzedzona rozmiarem powieści, najkrótszej ze wszystkich autorstwa pisarki, uznałam, że skoro pierwsza połowa wieje nudą, później się to nie zmieni. Na szczęście myliłam się i kiedy już udało mi się przemóc i przeczytać książkę od deski do deski, można powiedzieć, że byłam niemalże zadowolona. Czemu jedynie niemalże?

Anna Elliot to stara panna, która kilka lat wcześniej za namową bliskich odrzuciła oświadczyny mężczyzny, którego bardzo kochała. Ów mężczyzna, kapitan Wentworth, gdy po latach jest już człowiekiem dobrze sytuowanym i szanowanym, pojawia się ponownie w życiu bohaterki i znów przewraca je do góry nogami. Anna cały czas żałowała swojej decyzji, chociaż jednocześnie żyła w przekonaniu o słuszności swego wyboru. Teraz, kiedy widzi pana Wentwortha jako osobę zamożną i poważaną w towarzystwie, jej uczucie wraca ze zdwojoną siłą. Zdaje się ono jednostronne. Kapitana Wentwortha bowiem rozczarowało ponowne spotkanie. W duchu krytykuje bezwolne panny, które nie mają własnego rozumu i ulegają namowom innych, mimo że ściąga to na nie nieszczęścia. Zauważa również, że uroda jego dawnej ukochanej bezpowrotnie znikła i pozornie zupełnie traci zainteresowanie Anną.

Na tym właściwie mogłaby się ta książka skończyć. Byłaby wtedy bardziej wiarygodna i miałaby więcej sensu. Jako że każdą powieść Jane Austen musi jednak wieńczyć wesele (to stwierdzenie naprawdę nie jest z mojej strony spojlowaniem!), na koniec trzeba poczekać. Zakończenie nie zaskakuje. Jednocześnie choć czytelnik nie spodziewał się niczego innego, nie może ani zidentyfikować się z decyzjami postaci, ani z ich losami, ani z finałem powieści.

Perswazje, tak samo zresztą jak Opactwo Northanger, wydano dopiero po śmierci autorki, mimo że utwory powstały dużo wcześniej. Czy to o czymś świadczy? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Być może Jane Austen nie uważała po prostu tych powieści za szczególnie udane – zwłaszcza w porównaniu z pozostałymi. Być może też nie planowała po prostu ich wydania.

W czym tkwi problem Perswazji? Niestety najzwyczajniej w świecie nudzą. Zwroty akcji i bogactwo charakterologiczne postaci, które tak czytelnicy cenią sobie w Rozważnej i romantycznej oraz w Dumie i uprzedzeniu, tu po prostu nie występują. Główna bohaterka jest mdła i rzeczywiście, zgodnie z zarzutami kapitana Wentwortha, bezwolna i uzależniona od woli innych ludzi. Czyta się to, mówiąc kolokwialnie, tak sobie.

Jak wygląda sprawa z Emmą? Rzecz jest nieco bardziej skomplikowana...

Emma Woodhouse to postać bardzo specyficzna dla powieści Jane Austen. Wszystkie inne bohaterki pisarki najbardziej w świecie marzyły, aby wyjść za mąż. Emma natomiast z całkowitym opanowaniem i świadomością tego, co robi, decyduje nigdy nie być żoną. Z jakiego powodu? Twierdzi wprawdzie, że to ze względu na obowiązek opieki nad nieco niedołężnym ojcem, to jednak mało wiarygodne, zwłaszcza w kontekście zakończenia powieści. Twierdzi również, że kobieta z jej pozycją i pieniędzmi nie musi wychodzić za mąż, pozostaje bowiem panną godną szacunku i miejsca w towarzystwie, a jednocześnie zachowuje niezależność. Ujęcie zdrowo emancypacyjne, ale jednocześnie bardzo smutne i ukazujące ogromne znaczenie pieniędzy dla kobiet w tamtym czasie.

Emma nie ma właściwie nic do roboty poza opieką nad ojcem i sporadycznymi wizytami u biednej rodziny, której pomaga. Dlatego zajmuje się swatami. A ofiarą jej zabiegów staje się jej serdeczna przyjaciółka Harriet Smith. Czemu ofiarą? Harriet jest piękną, ale niestety głupiutką dziewczyną o niewiadomym pochodzeniu, co właściwie powinno całkowicie odebrać jej szanse na korzystne małżeństwo oraz na pozyskanie kontaktów z ludźmi wysoko urodzonymi. Natomiast gdy Emma ją swata, wywyższa ją ponad stan, czym jednocześnie odbiera jej szansę na małżeństwo adekwatne do jej pozycji i skazuje ją na staropanieństwo. W tym samym czasie Emma odrzuca również od siebie własne uczucia, które uświadamia sobie dopiero pod koniec powieści.

Jak wypada Emma na tle pozostałych książek Jane Austen? To zdecydowanie najlepsze jej dzieło pod względem formalnym, nie oznacza to jednak, że zajmie zaszczytne miejsce dla mojej ukochanej powieści tej autorki. Dlaczego?

Emma ma spójną konstrukcję i harmonijnie poprowadzoną narrację. Jest to również powieść najbardziej szczera i prawdopodobna. Większość wątków w swych utworach Jane Austen prowadzi bowiem w kompletnym oderwaniu od rzeczywistości. Czytelnik nie wie, co dzieje się na świecie poza domostwami głównych bohaterów. Mimo że w książkach tych co i rusz występuje jakiś kapitan, pułkownik czy inny oficer, czytelnik nie wie, gdzie Anglia prowadzi działania wojenne, z jakiego powodu i z jakim skutkiem. W większości dzieł również kiedy już podejmuje się temat męskiej chuci, to w najgorszym możliwym kontekście, bez szukania jakiegokolwiek usprawiedliwienia dla mężczyzny, który jej ulega. To i wiele innych przemilczeń czy też wyraźnej krytyki pewnych zjawisk, sprawia, że wszystkie powieści Jane Austen w zestawieniu z Emmą wypadają nieco naiwnie. Na czym polega ten brak naiwności?

Bohaterka nie jest idealna. Nie odznacza się wcale szczególnym rozsądkiem, w całej książce nie ma niemalże słowa na temat jej nieskazitelnej urody, a także nie można stwierdzić, aby była szczególnie dobrym człowiekiem. Osoby, które czytały Emmę, odczuły zapewne ten sam zgrzyt, co ja. Narrator opisuje tytułową postać jako kobietę niepozbawioną wad, ale mimo wszystko usprawiedliwia ją, nawet kiedy postępuje ona okrutnie i obiektywnie rzecz biorąc, źle. Trudno stwierdzić, z czego to wynika. Nie mamy również możliwości porównania zachowania Emmy czy też jej usposobienia z zachowaniem innych kobiet. Wszystko bowiem poznajemy z jej perspektywy, siłą rzeczy w sposób bardzo subiektywny. Powieść daje nam wrażenie uczestniczenia w wydarzeniach z punktu widzenia głównej bohaterki i tylko jej. Nie wiemy właściwie niczego poza tym, czego nie widziałaby ona i czego by ona nie myślała. Żyjemy jej uprzedzeniami, chociaż często pozostaje dla nas tajemnicą, skąd się wzięły. Często nie możemy zachowań Emmy zrozumieć.

Mimo że Emma jest najbardziej „życiową” historią autorstwa Jane Austen, jednocześnie niezmiernie mnie irytowała i irytuje do dziś, kiedy tylko o niej pomyślę. Emma bowiem nie budzi sympatii. Odbieram ją raczej jako wyniosłą, chłodną, zarozumiałą i znudzoną starą pannę, która tylko pozornie ma wielkie serce (tu ukazane przede wszystkim jednorazowo poprzez pomoc ubogim – zupełnie jakby pisarka szukała dla niej pozytywnej cechy i znalazłszy ją, wykorzystała raz pro forma). To dla mnie postać niepojęta i bardzo przeceniana, mimo że jednocześnie pozostaje chyba najbardziej ludzką i naturalną ze wszystkich bohaterek Jane Austen. I jak pogodzić niechęć do Emmy Woodhouse z przekonaniem o obiektywnej wartości powieści pod względem konstrukcji akcji oraz postaci? Nie mam na to pomysłu.

Podejmę jednak niemały wysiłek, aby skrytykować samą Jane Austen. Pisarka – w odróżnieniu od pozostałych utworów – podejmuje w Emmie tematy poważniejsze oraz dekonstruuje słabości ludzkiej natury, ale pokazuje jednocześnie opowieść niezwykle monotematyczną. W Rozważnej i romantycznej mamy różnego rodzaju konflikty moralne i społeczne o mniejszym znaczeniu, które znacząco wybijają się w kolejnych opisywanych scenach. Tutaj natomiast, choć porusza się ważne problemy (takie jak potomstwo z nieprawego łoża czy też nieodpowiedzialność i okrucieństwo ojców), trudno je dostrzec, głównie ze względu na intensywne skupienie narratora na swatach w wykonaniu Emmy. Ma to swoją głębię psychologiczną, ma również uzasadnienie, ale mimo to – gdy już podsumuję wszystkie moje wrażenia po przeczytaniu Emmy – nieco rozczarowuje. I może właśnie ta monotematyczność (zwłaszcza w zainteresowaniach głównej bohaterki i jej przyjaciółki) mnie irytuje. Monotematyczność ta zresztą wynika ze specyfiki epoki, w której wyjście za mąż stanowiło dla kobiety jedyną perspektywę godnego życia.

Czy ja powiedziałam na początku, że to najlepiej skonstruowania powieść Jane Austen? Im więcej piszę, tym większe mam wątpliwości... Zastanówmy się jeszcze raz.

Monotematyczność fabuły, problemy, których nie ma w innych powieściach, przy jednoczesnym bagatelizowaniu ich, główna bohaterka wybielana przez narratora, a w rzeczywistości nieco wredna plotkara... Coś mi tu nie pasuje. Prawda, Emma jest najbardziej uczciwą powieścią Jane Austen. Nie przeinacza faktów jako takich. Przeinacza jedynie ich odbieranie, ale to może po prostu kwestia czasów, w których ją czytamy. My widzimy niektóre rzeczy jako absurdalne, ludzie żyjący w XIX wieku odbierali je jako naturalne.

Biorąc pod uwagę wszystko, co napisałam, zdaje się, że mam w kwestii Emmy jeszcze większy mętlik w głowie niż przedtem. Być może świadczy to o genialności tej powieści, być może o jej wadach. O tym każdy chyba musi zdecydować sam.

Podsumować? Niech i tak będzie. Powieści Jane Austen nie są pozbawione wad. Z jakiegoś jednak powodu cieszą się niesłabnącą sławą. Czemu? Jako dozgonna wielbicielka Rozważnej i romantycznej nie boję się przyznać, że nie mam najmniejszego pojęcia. Być może to kwestia języka, nastroju czy też problemów, które często wydają się nam niewielkie, a zatem czytanie o nich nie wyprowadza nas z poczucia zrelaksowania lekturą. Bo kto dziś przejmuje się takimi rzeczami, jakie stanowiły główne zmartwienia bohaterek Jane Austen? Zawsze uważałam wręcz, że afekty opisywane w jej książkach trzymają się głównych bohaterek tak mocno i histerycznie tylko dlatego, że te młode damy nie mają żadnego sensownego zajęcia.

Mimo prostoty i – mówiąc całkiem szczerze – braku oryginalności w opisywanych zdarzeniach powieści Jane Austen nie tylko były poczytne w jej czasach, lecz także dziś cieszą się popularnością. Ktoś mnie spytał niedawno, na czym polega różnica między Jane Austen a współczesnymi harlekinami. Odpowiedziałam bardzo ostro i to samo mniej więcej powiem wam. Różnica jest ogromna! Jane Austen i autorki jej podobne używały pięknego literackiego języka zarówno w opisach, jak i w dialogach, konstruowały postaci, wykorzystując swą znajomość ludzkiej natury. Na palcach jednej ręki wskazać mogę autorów romansów, którzy potrafią to robić współcześnie. Najczęściej tworzą oni słabo zarysowane postaci o bardzo jednostronnym charakterze, a zdarzenia oscylują między podobieństwem pomiędzy dwiema baśniami – o Kopciuszku i o Śpiącej Królewnie.

Sami wybierzecie, co wolicie czytać ;)


Tak przy okazji, o Rozważnej i romantycznej oraz Dumie i uprzedzeniu pisałam tutaj, natomiast o Mansfield Park oraz Opactwie Northanger tutaj.

Paulina Piziorska

Filologia klasyczna i ćwierćwiecze – na koncie. Podróże i własne książki – w planach. Kanał literacki, kino oraz dobre jedzenie – na co dzień.