Przeczytaliśmy

Igor Sokołowski, Białoruś dla początkujących. Recenzja

Źródło grafiki: Agata Starownik
Trudno pojąć kraj, który jest bardzo bliski i bardzo daleki. Bliski historią, geografią, językiem, do pewnego stopnia mentalnością. Daleki uciążliwą procedurą wizową, patrolami na granicy, polityką zagraniczną i ustrojem. (…) może się okazać, że nie zrozumiem tego kraju nigdy (s. 10) – stwierdza Igor Sokołowski. Trudno też o nim (kraju, nie Sokołowskim) pisać. 
Dziennikarz podejmuje się jednak tego zadania. Jak powiedziałby bohater pewnego filmu o Grodzieńszczyznie, namalował całkiem zręczny pejzażyk [1].

Sokołowski słusznie zatytułował swą książkę Białoruś dla początkujących. Tworzy nie szczegółowe, wnikliwe studium historii, geografii, kultury, ale zbiór subiektywnych reportaży o swych wędrówkach po Białorusi, ciekawy jako punkt wyjścia dalszych dociekań na jej temat. Autor daje świadectwo swej fascynacji tym krajem, a przy okazji stara się przybliżyć podstawy wiedzy o nim, skupiając się na mentalności Białorusinów, życiu codziennym, współczesnej historii. O dziejach dawnej Litwy (której obecna Białoruś stanowiła większą część) wiele nie pisze. Nie interesuje się zbytnio szlagierami turystycznymi, o których można skądinąd poczytać w każdym przewodniku czy u cioci Wiki. Skupia się na miejscach opuszczonych, niekiedy przyrodzie, a przede wszystkim – na spotkaniach z ludźmi, opisie warunków życia, obserwacji tego, co zwykłe.

Dziennikarz opowiada o Białorusi przez pryzmat swej osoby i swych przeżyć, co może niekiedy irytować, zwłaszcza gdy potwierdzając stereotypy, wpada w protekcjonalny ton. Nietrudno uwierzyć w mocne głowy miejscowych, fatalny stan dróg czy wszechobecny kicz na słowiańskim Wschodzie. Trudniej jednak odróżnić ów kicz od spodni z gustownymi dziurami na kolanach, jakże modnych ostatnio w Polsce. Oczywiście nie chodzi o to, by spierać się, gdzie na tej niskiej ziemi ludzie mają gorszy gust – chodzi o to, by oceniać ostrożnie, bo ktoś może tak samo ocenić nas.

Mimo to nie sposób odmówić wartości subiektywnej perspektywie autora. Stanowi ona o oryginalności książki, pełnej opisów scenek rodzajowych, których Sokołowski stał się uczestnikiem lub świadkiem. Jako dobry obserwator, niepozbawiony poczucia humoru, celnie wydobywa folklor byłej republiki ZSRR, w której zewsząd straszy buzia Lenina, a stężenie absurdu zdaje się wyższe niż na szczęśliwym (baćka Alaksandr ma na ten temat inne zdanie) Zachodzie. Trudno nie uśmiechnąć się, gdy na ryneczku w Dawidgródku słońce rude niczym wódka żołądkowa gładziło (…) trzech śpiących uczestników lokalnego karnawału (s. 115), wyraźnie zmęczonych walką z trzeźwością (s. 108).

Atutem jeszcze cenniejszym niż scenki obyczajowe są refleksje polityczne. Autor zebrał do nich materiał nie tylko podczas rozmów czy lektur, lecz także gdy uczestniczył w manifestacjach w Mińsku. Co więcej, stara się zachować obiektywizm – nawet jeśli uwzględnić nieliczne i subtelne przytyki do sceny polskiej, chyba zbędne. Pisze z perspektywy sympatyka opozycjonistów, ale stara się zrozumieć zwolenników prezydenta. Tym samym podejmuje próbę wytłumaczenia, dlaczego tak wielu Białorusinom wystarczają do szczęścia smalec i kiełbasa, a autorytarna władza baćki ma się tak dobrze.

Tekst uzupełniają fotografie wykonane przez autora, nawet w wersji czarno-białej (taką wybrano) warte docenienia. Uśmiechnięte stogi siana (!), sielski krzyż przydrożny, mniej sielskie wraki samochodów na pustkowiach czy cysterna z kwasem chlebowym dodają opowieści wiele uroku. Również inne elementy oprawy graficznej (zwłaszcza fonty i układ tekstu) cieszą oko.

Ani oka, ani umysłu nie cieszą natomiast redakcja językowa i merytoryczna. Czy raczej ich brak. Im więcej zna się szeroko pojętych reguł poprawnościowych, tym bardziej się cierpi, zwłaszcza na początku lektury – potem do braków językowych można się przyzwyczaić, by skupić się na ciekawej przecież treści. O ile niezgrabny szyk czy nazwanie Orzeszkowej poetką (s. 76, pewnie jakieś wiersze pisała…) zasmucą głównie polonistów, o tyle rozwlekłość stylu i nadreprezentacja wskaźników ekspresji, które nietrudno byłoby wygładzić, mogą zirytować każdego.

Uwaga, podsumowanie! Białoruś dla początkujących to książka dość ciekawa, zwłaszcza jeśli chodzi o stronę mentalno-obyczajową, historię najnowszą i wątki polityczne. Jako opowieść o dalszej historii czy zwłaszcza historii sztuki sprawdzi się mniej. Styl reportażysty nie zachwyca, ale w ciągu lektury można mu wybaczyć, gdyż treść i estetyczna grafika pozwalają zapomnieć o brakach strony formalnej.

autor: Igor Sokołowski

tytuł: Białoruś dla początkujących

wydawnictwo: MG

miejsce i rok wydania: Warszawa 2019

liczba stron: 256

format: 145 x 205 mm

okładka: miękka


[1] W książce w tym miejscu padają słowa Dość malowniczy widoczek… (E. Orzeszkowa, Nad Niemnem, t. 3, Warszawa 1987, s. 87).

Agata Zuzanna Starownik

Studiuje polonistykę i historię sztuki w ramach MISHu w Warszawie. Stara się wierzyć w Prawdę, Dobro, Piękno. Kocha fiołki, koty i zachody słońca.