Przeczytaliśmy

O drzewach, które skrywają tajemnice

Źródło grafiki: Monika Jasek
„Zawsze uważałem się za osobę, która w zasadzie ma szczęście” – to motyw przewodni nowej powieści Tany French Wiedźmie drzewo. Wystarczy jednak jeden fałszywy krok, by zmienić bieg wydarzeń. Co skrywa mrok? Oto pytanie, które stawia przed nami autorka. 
Jest to moje pierwsze zetknięcie z tą irlandzką pisarką – może wstyd się przyznać, ale nigdy dotąd nawet o niej nie słyszałam. Pomyślałam więc: należy wykorzystać okazję i zapoznać się z pisarstwem Tany French, zwłaszcza że akcja jej najnowszej powieści rozgrywa się w Irlandii, którą – zgadliście! – darzę głębokim uczuciem. Skusił mnie również tajemniczy tytuł i zapowiedź na okładce: „W korzeniach kryje się zło”. Spodziewałam się czegoś niezwykłego, mrocznego i niepokojącego. I – przede wszystkim – trzymającego w napięciu.

Głównym bohaterem powieści jest Toby, młody mężczyzna pochodzący z bogatej rodziny, który zawodowo zajmuje się PR-em i lubi tę pracę, poza tym dobrze układa mu się z rodziną, ma też zachwycającą partnerkę. Słowem – niczego mu nie brakuje, można wręcz jedynie pozazdrościć. Gdy protagonista niespodziewanie został napadnięty we własnym domu, z nieco chorobliwą radością zacierałam rączki, że już, tuż-tuż, zaraz zacznie się wielka historia i wielki dramat!

No cóż. Nie do końca tak to się skończyło.

Toby zostaje brutalnie pobity, co skutkuje rozległą amnezją i problemami neurologicznymi. Co nawet zrozumiałe, przeżycia z tamtej nocy są da niego na tyle traumatyczne, że rezygnuje z normalnego życia. Podejmuje się opieki nad umierającym wujem Hugonem i zamieszkuje w jego domu na peryferiach ze swoją dziewczyną, Melissą. Pobyt w miejscu, w którym w dzieciństwie spędzał z kuzynami każde wakacje, przynosi mu ulgę i uspokaja go na tyle, że zaczyna myśleć o powrocie do pracy i poprzedniego życia. Sielanka kończy się, gdy pewnego dnia ze starego wiązu rosnącego w ogrodzie wypada ludzka czaszka. Policja odkrywa w drzewie cały szkielet i wszczyna śledztwo, które zmieni wszystko.

Początkowo mamy do czynienia właściwie z powieścią obyczajową z dramatycznym wątkiem – śledzimy życie głównego bohatera, jego przyjaciół oraz najbliższej rodziny, jego zmagania z własną psychiką po napadzie i opiekę nad wujem, stopniowo przestającym być tym, kim był kiedyś. (W głębi duszy, choć diagnoza nie dawała żadnych nadziei, kibicowałam Hugonowi, by jednak stał się jakiś cud). Muszę przyznać French jedno – stworzyła naprawdę wyraziste postaci i ich portrety psychologiczne. Kreacja postaci pozwala na wniknięcie w myśli bohaterów i zrozumienie ich intencji.

Toby nie wzbudza jednak sympatii. Jest niestety uosobieniem każdego stereotypu o bezmyślnym, rozpieszczonym lekkoduchu widzącym cały świat na różowo przez pryzmat swojego udanego życia. Ponieważ jest narratorem powieści, mamy wgląd w jego rozbudowane myśli, co osobiście uważam za kiepską taktykę. Sam zamysł istotnie był ciekawy, lecz sposób wykonania absolutnie nie jest wart uwagi. Opisy przeżyć, wspomnień oraz przemyśleń protagonisty są niemiłosiernie rozciągnięte, a większość z nich niewiele, jeśli w ogóle cokolwiek, wnosi do samej fabuły. Jest to zasadnicza uwaga, ponieważ klimat Wiedźmiego drzewa wręcz się rozmywa. To, co powinno trzymać w napięciu, nie wpływa na czytelnika, a oczekiwanie, aż w końcu wydarzy się zapowiadane zło, nuży.

Liczba stron – 630 – przytłacza, i słusznie. W moim odczuciu jest ich przynajmniej o 250 za dużo. Napięcie budowane jest zdecydowanie zbyt powoli. Gdy w końcu zbliżamy się do rozwiązania zagadki szkieletu w drzewie, zaczynam wątpić, czy czegokolwiek się dowiemy. Mimo tego ślamazarnego postępu akcji muszę przyznać, że amnezja, na którą cierpi Toby, jego pomieszanie wspomnień i niepewność co do tego, co wydarzyło się naprawdę, niesie ze sobą pewne delikatnie wyczuwalne poczucie zagrożenia. Świat, w którym żył Toby i który wspominał, okazuje się nierealny. To, co brał za pewnik, nigdy nie miało miejsca. Olbrzymi plus dla autorki również za umiejętność zmuszenia czytelnika do postawienia sobie pytania o granice zła. Gdzie zaczyna się krzywda drugiego człowieka? Kiedy niewinne żarty przestają być niewinne?

Niestety, Tana French mnie nie zachwyciła. Męczyło mnie przedzieranie się przez myśli głównego bohatera, często nijak niewpływające na powieść. Rozczarowała także liczba wątków, ostatecznie częściowo pominiętych albo wyjaśnionych w kilku zdaniach. Żałuję, że autorka bardziej skupiła się na rozterkach Toby’ego i jego nierzadko przerysowanych uczuciach niż na mocnej akcji, która stała się dla nich jedynie tłem. Gdyby proporcje zostały odwrócone i to historia szkieletu i rodzinny dramat znalazłyby się na pierwszym miejscu, French stworzyłaby istną perełkę, od której nie sposób byłoby się oderwać.


autor: Tana French

tytuł: Wiedźmie drzewo

przekład: Łukasz Praski

wydawnictwo: Albatros

miejsce i data wydania: Poznań 2019

liczba stron: 637

format: 135 × 205 mm

okładka: miękka ze skrzydełkami    


Monika Jasek

Studiuje polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Trochę z przypadku – miała być filologia norweska. Przeważyła jednak miłość do książek i pisania, a norweskiego nauczyła się sama. Miłośniczka starego rocka, alternatywy i panów z gitarami o przyjemnym głosie. Zakochana w kinie (skandynawskim – a jakże!), wielbicielka literatury dziecięcej i młodzieżowej, interesuje się mitologią oraz fenomenologią religii. Gotuje i piecze, marzy jej się Japonia i dom wypełniony szczekaniem.