Przeczytaliśmy

Wszyscy nosimy w sobie tajemnice

Źródło grafiki: red.
Michaela Ondaatje poznałam dzięki Angielskiemu pacjentowi, choć to nie do końca prawda. Najpierw obejrzałam ekranizację z rewelacyjnym Ralphem Fiennesem, dziwiąc się nieco, że Lord Voldemort ma jednak nos. Następnie chwyciłam za powieść, a potem – zauroczona autorem – sięgnęłam po Oczy Buddy i już się zakochałam. Światłami wojny pisarz udowadnia mi, że warto go kochać miłością beznadziejną. 
Akcja rozpoczyna się w 1945 roku, w czasie, gdy Londyn dźwiga się po wojnie, a ludzie starają się wrócić do poprzedniego życia. Czternastoletni wtedy Nathaniel oraz prawie szesnastoletnia Rachel mieszkają z rodzicami, którzy znienacka oznajmiają, że wybierają się w roczną podróż do Singapuru. Brat i siostra zostają pod opieką znajomego, nazywanego przez nich Ćmą. Podejrzewają, że ich nowy opiekun może być kryminalistą, a jego przyjaciele, coraz częściej odwiedzający rodzinny dom rodzeństwa, wcale nie sprawiają wrażenia uczciwych obywateli. Pewnego dnia Rachel odkrywa w piwnicy nietknięty kufer matki, który kobieta pakowała ostentacyjnie w jej obecności, tłumacząc, dlaczego planuje zabrać ze sobą konkretne przedmioty. Sytuacja, już i tak niejasna, gmatwa się jeszcze bardziej – gdzie znajduje się matka, skoro nie wyjechała z ojcem do Singapuru, dlaczego ich okłamała, kto stale przebywa w ich domu… Pytanie, które poróżni rodzeństwo na wiele lat, brzmi jednak: kim tak naprawdę jest ich matka?

Kilkanaście lat później dorosły Nathaniel stara się uporządkować wspomnienia i zrozumieć tajemnice na tyle, by móc w końcu pojąć, kim była jego matka i ile prawdy tkwiło w jego małym świecie. W tym zadaniu pozostaje osamotniony, ponieważ Rachel zerwała kontakty z rodzicielką, gdyż nie potrafiła jej wybaczyć porzucenia oraz zakłamania, w którym wszyscy żyli. Nathaniel odkrywa, że ludzie, z którymi wraz z siostrą mieli styczność podczas okresu dorastania, mieli za cel ich chronić. Przed czym? Poszukiwanie odpowiedzi doprowadza go do niezwykłego odkrycia – jego matka, Rose, była agentką służb specjalnych. W tej rodzinnej opowieści niemałą rolę odgrywa także pewien mężczyzna, którego Nathaniel poznaje na pogrzebie Rose. Wpływ, jaki odcisnął na kobiecie oraz pośrednio jej dzieciach, Nathaniel zauważa dużo później.

Ondaatje zabiera nas w długą podróż w mroczną przeszłość bohaterów, w której nie brak ani trudnych wyborów, ani precyzyjnie tkanej sieci kłamstw, ani niedokończonych historii. Główny towarzysz w tej drodze to strach o bliskich i samych siebie. To nim kierowały się postaci, podejmując decyzje. Nathaniel stara się zrozumieć więc rolę odgrywaną w całej historii przez kłamstwo wynikające z obawy oraz postępowanie i intencje matki, która, jak sama mówiła, była nieufna i zamknięta w sobie – nawet wobec własnych dzieci. Bohater powoli dociera do prawdy, choć w trakcie poszukiwań niejednokrotnie ponosi porażki. Niektóre tajemnice zaś matka zabiera ze sobą do grobu.

Światła wojny to wciągająca historia o tajemnicy oraz relacjach międzyludzkich; jest w tej powieści również wiele smutku, samotności i niespełnionych obietnic. Lektura najnowszego utworu Ondaatje nie należy do najprostszych, wymaga spokoju oraz skupienia, ponieważ autor celowo nie dopowiada różnych sytuacji i pozwala nam samym wyrobić sobie opinię na dany temat. Mimo że na początku można odnieść wrażenie, że historia jest prosta, nic bardziej mylnego. To labirynt pełny krętych uliczek, nierzadko prowadzących donikąd, co jednocześnie fascynuje i frustruje, ponieważ snujemy własne przypuszczenia, a prawda okazuje się zupełnie inna. Ondaatje wraca po kilku latach i to piękny powrót – daje nam kawał porządnej prozy, której czytanie jest jednocześnie wyzwaniem i ucztą dla duszy.


autor: Michael Ondaatje

tytuł: Światła wojny

przekład: Andrzej Szulc

wydawnictwo: Albatros

miejsce i data wydania: Warszawa 2019

liczba stron: 320

format: 130 x 200 mm

oprawa: twarda


Monika Jasek

Studiuje polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Trochę z przypadku – miała być filologia norweska. Przeważyła jednak miłość do książek i pisania, a norweskiego nauczyła się sama. Miłośniczka starego rocka, alternatywy i panów z gitarami o przyjemnym głosie. Zakochana w kinie (skandynawskim – a jakże!), wielbicielka literatury dziecięcej i młodzieżowej, interesuje się mitologią oraz fenomenologią religii. Gotuje i piecze, marzy jej się Japonia i dom wypełniony szczekaniem.